niedziela, 22 października 2017

Street food w przedwojennej Polsce

Maleńkie straganiki z kanapkami,wózek z którego można kupić gorącą zupę,food truck z obłędnie pachnącymi kiełbaskami?Nie,to nie modny festiwal kulinarny,a codzienność przedwojennych polskich ulic.Jeśli Naszych pradziadków dopadł na mieście mały głód,mieli w czym wybierać!W przedwojennej Polsce działała ogromna ilość knajp,od najgorszych mordowni,gdzie noga lepiła się do zarośniętej brudem posadzki,do najelegantszych lokali,z posrebrzanymi sztućcami i kryształowymi żyrandolami.Nasi pradziadkowie nie pozwalali jednak,by ograniczały ich cztery ściany budynków.Wystarczyło mieć parę desek,dwa koziołki i prymusówkę i już można było zakładać własny biznes żywieniowy na jarmarku czy targowisku.Krzywy stół i prowizoryczne ławki pozwalały usadzić ewentualnych gości,a prosta kuchenka denaturatowa umożliwiała odgrzanie wcześniej przyszykowanych potraw lub zagotowanie wody na herbatę bądź kawę.Więcej naprawdę nie było trzeba.Szalenie modny dzisiaj street food,z całym mnóstwem mobilnych restauracji pod chmurką serwujących kuchnię z różnych zakątków świata,nie jest nowym wynalazkiem.Choć przed wojną nie można się było wybrać na zlot food trucków na parkingu centrum handlowego,funkcjonowało całe mnóstwo ulicznych jadłodajni.Rozwój technologiczny zdecydowanie ułatwił przedsiębiorczym„restauratorom”zadanie.I chociaż osoby dobrze sytuowane spoglądały na takie knajpki ze wzgardą,biedniejsi i zapracowani witali je z entuzjazmem.
Lotne knajpki dla każdego
Ruchome restauracje nie miały szyldów,siedziby,kierownika sali ani kelnerów,jednak przyciągały rzesze wygłodniałych klientów.Prowadziły je zwykle niezamożne kobiety,które miały odrobinę zmysłu biznesowego.W najprostszym wydaniu do otwarcia„lokalu”potrzebny był kosz wyłożony słomą i gałganami,do którego wkładało się parujące sagany z jedzeniem,porządna warzęcha,byle jaka„zastawa stołowa” i już można było zarabiać.Skrawki materiału miały utrzymywać odpowiednią temperaturę potraw,a misek,talerzy i drewnianych łyżek zwykle nie trzeba było nawet myć,bo klienci z głodu opróżniali je dokładnie i wylizywali do czysta.Jak wyglądało takie„street foodowe”stoisko?Daleko mu było do hipsterskich straganów na modnych współcześnie kulinarnych festiwalach.Opcje były dwie baba albo rozsiadała się na stołku i obstawiała w koło garnkami z jedzeniem,do których sięgała po koleje porcje,albo rozstawiała naczynia na wózku lub prowizorycznym stoliku.Właścicielka,szefowa kuchni,bufetowa i kelnerka w jednym wprawnie jedną ręką nakłada,a drugą bezbłędnie liczy pieniądze.Nawet znajome obdartusy,które przepijają każdy wolny grosz nie mogą liczyć na żadne rabaty,ani tym bardziej na jedzenie na kredyt.Zapłata zawsze pobierana jest z góry gość dostaje dokładnie tyle,na ile go stać.
Nie-hispterskie menu
Dzięki restauracjom pod chmurką,które pojawiały się przy dużych skupiskach ludzi(targi,jarmarki itd.)pomiędzy załatwianiem miliona sprawunków można było przystanąć na chwilę i nie tracąc zanadto czasu,posilić się.Co zatem serwowano w takich miejscach?Menu nigdy nie było specjalnie urozmaicone.Jeśli chodzi o napoje,to można było wypić kawę,herbatę a gdy przycisnęła bieda,pozostawał jeszcze jakiś erzac,czyli tańszy i gorszy zamiennik powyższych.Oprócz tego w parujących garnkach„restauratorek”można było znaleźć zwyczajny barszcz z kartoflami,flaczki,kaszę,kiełbasę,jakieś podroby,bób,kaszankę i inne proste specjały.Wystarczyło jeszcze schwycić pajdę chleba.Czasem miłośnicy takiej małej gastronomii pakowali się przy okazji w niezłe tarapaty,choć nie z powodu upodobania do restauracji pod chmurką.Jako przykład niech posłużą losy niejakiego Stanisława Kotlarskiego z powiatu łęczyckiego,który w swoich stronach znany był jako porządny obywatel.Kiedy wyprawił się do stolicy na hulanki,nieco się zapomniał.Zaczęło się niewinnie ot postanowił spróbować sprzedawanych na ulicy parówek.
Jak donosił publicysta„Ostatnich Wiadomości”w 1931 roku w artykule poświęconym jego małej przygodzie:
Idąc Krakowskim Przedmieściem,podszedł do„lotnej restauracji”,której specjalnością są parówki[…].Kotlarski z miną wielkopańską zażądał parówki,po czym otrzymawszy żądany smakołyk,jadł go z apetytem.W tym momencie do obywatela zbliżyły się trzy dziewoje(…)Jedna z nich,snadź ogromnie przedsiębiorcza,odgryzła kawałek serdelka spożywanego przez Kotlarskiego.Ten ostatni obraził się,ale po chwili zrozumiał,że jest to zaczepka miłosna.Zażądał nowej porcji parówek i włożywszy jedną z nich do ust,pozwolił dziewczynie gryźć parówkę z drugiej strony.Gdy wreszcie spożyto parówkę,para zaczęła się całować.
Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło,że dziennikarz opisał romantyczną scenę,niczym z disnejowskiego"Zakochanego kundla",w której dwa urocze pieski zjadają jedną nitkę spaghetti,co prowadzi do całusa.Tylko,że opowieść z„Ostatnich Wiadomości”ma ciąg dalszy.Po namiętnych pocałunkach z jedną panią,Stanisław zabrał się do obściskiwania jej dwóch koleżanek.Na środku ulicy.Nie wiadomo,jak potoczyłyby się wypadki dalej i ile parówek by przy tym zjedzono,gdyby nie interwencja patrolu policji.Ówczesny Kodeks Karny zawierał ustęp o karze więzienia za dopuszczanie się czynu nierządnego publicznie.Namiętne pocałunki zaalarmowały stróżów prawa.Zawsze wydawało mi się,że poziom romantyzmu parówek oscyluje wokół tego,jaki roztaczają tłusty salceson czy ozory wieprzowe.Jak widać,przed wojną niektórzy Polacy mieli na ten temat własne zdanie…

O dwóch takich,co otworzyły najlepszy burdel w historii [18+]

Libido nie lubi hipokryzji.Surowej wiktoriańskiej moralności i amerykańskiej pruderii towarzyszy więc armia kilkuset tysięcy prostytutek i kilkudziesięciu tysięcy domów publicznych.A wśród nich ten najsłynniejszy Everleigh Club w Chicago.Żądnych wrażeń zapraszamy do najdroższego burdelu przełomu XIX i XX wieku!Na początek za samo wejście,bagatela 50 dolarów.Tak,wiem,że to więcej niż przeciętna miesięczna pensja,ale nie będzie pan żałował ani jednego centa.Do wyboru jest 30 dam,ale ostrzegam,że u większości obowiązują wcześniejsze zapisy.Emma?To wydatek 250 dolarów,oczywiście jeśli będzie po bożemu,za francuskie fantazje trzeba zapłacić dwa razy więcej.Coś jeszcze?Butelka szampana do pokoju?700 dolarów w sumie.Płatność wyłącznie czekiem!Tak,na Utopia Novelty Company,to na pewno nie zaniepokoi pana żony.
Poniżać to my,a nie Nas
W prawdziwych życiorysach sióstr Ady i Minny Everleigh nie zgadza się absolutnie nic z tym,co same lubią o sobie opowiadać.Nie wywodzą się z bogatych domów,nie są wykształcone,nigdy nie wyszły za mąż,więc również nie były przez swoich mężów bite i nie mogły od nich uciec,skoro domniemani małżonkowie wcale nie istnieli.Mają 10 lat więcej niż się przyznają i oczywiście nigdy nie nazywały się Everleigh –do przyjęcia pretensjonalnego„arystokratycznego”nazwiska zainspirowała je babcia,kończąca swoje listy do sióstr zwrotem„Everly Yours”.Jedyne co jest pewne to to,że doskonale odgadują o czym marzą mężczyźni.I mają mocne postanowienie:doskonale na tej wiedzy zarobić.A tego na pewno nie da się osiągnąć na prowincji.
Jak pisze Diane Ducret w swojej książce"Kobiety mafii":
One nie będą się puszczały za grosze.Albo zbiją majątek i będą wykorzystywać mężczyzn,czołgających się u ich stóp,albo niczego nie osiągną.Muszą poszukać metropolii.Miasta,które dynamicznie się rozwija.
Zgromadzone przez lata,zarobione własnym ciałem oszczędności inwestują więc w zakup gmachu przy 2131-2133 South Dearborn Street w chicagowskiej dzielnicy czerwonych latarni The Levee.Ale ten dom schadzek będzie zupełnie inny niż wszystko,co ma da zaproponowania szemrana okolica.Po wielomiesięcznym,koszmarnie drogim remoncie,wnętrza onieśmielają przepychem:perskie dywany,mahoniowe rzeźby,złote spluwaczki,a w głównym salonie olbrzymia fontanna i pozłacane pianino za 15000 dolarów(według dzisiejszych cen warte około miliona złotych).Przed(albo po wedle uznania)doznaniami cielesnymi goście mogą odpocząć w doskonałej restauracji,wystrojem przypominającym słynne wagony Pullmana,w starannie wyposażonej biblioteczce albo w małej galerii sztuki.Dopiero na piętrze na ekskluzywnych gości czekają dyskretne,dźwiękoszczelne,tematyczne apartamenty do wyboru pokój chiński,perski,egipski,japoński,turecki,1000 luster i dziesiątki innych.
Bądźcie dumne i szczęśliwe z tego,co robicie!
Ale najważniejszy wabik to trzydzieści starannie wyselekcjonowanych„motylków”.Przejście castingu u„Cesarzowych zła”to marzenie wszystkich dziewczyn z branży.Ada i Minna zrywają z pedagogiką wstydu„dziewczyny mają być dumne z tego,że należą do klubu Everleigh”.Oprócz pięknej twarzy i świetnej figury,mają więc własne,wyrobione zdanie na wszystkie aktualne tematy,świetnie znają się na literaturze i z pamięci recytują ulubione wiersze.„Kontemplacja rozkoszy znaczy więcej niż sama rozkosz”brzmi siostrzane motto,które wbijają do głowy swoim pracownicom.Dziewczyny są zawsze ubrane w wieczorowe suknie,drogą biżuterię i używają najlepszych perfum.Wszystkie są również zachęcane do depilacji,ponieważ w domu mężczyźni zazwyczaj pozbawieni są tej przyjemności.„Mężczyzna zachowuje się jak dżentelmen,dopiero,gdy jest odpowiednio traktowany”instruuje„motylki”Minna,ucząc je cierpliwości i szacunku do klientów.Tu nie trafia byle kto,zasobność portfela jest zaporą eliminującą brutali i prostaków,przy czym,jak brutalnie dodaje burdelmama:„Cokolwiek by się działo w pokojach,nie ma miejsca na łzy”.Najlepszym dziewczynom siostry Everleigh płacą naprawdę świetne pieniądze po 400 dolarów tygodniowo,czyli dziesięć razy więcej niż mogłyby zarobić na ulicy i kilkadziesiąt razy więcej niż wynoszą dochody kobiet pracujących w sklepie.
Cenisz dobre dziennikarstwo?
Nowy przybytek rozkoszy wymaga intensywnej i pomysłowej promocji.Furorę robią przejażdżki po Chicago specjalnym otwartym powozem,podczas których jeden z„motylków”dyskretnym,acz jednoznacznym ruchem prezentuje swoje wdzięki przypadkowym przechodniom.Prawdziwym jednak strzałem w dziesiątkę są darmowe wejściówki dla dziennikarzy.„Minna i Ada Everleigh są dla zmysłów tym,czym Chrystus był dla chrześcijaństwa”ekscytuje się znany chicagowski dziennikarz,Jack Lait.Tymczasem naczelny„Chicago Tribune”rozpaczliwie poszukuje reportera,który mógłby zrelacjonować dla gazety wielki pożar.Po nieudanych próbach namierzenia kogokolwiek w redakcji i w domach,wykonuje telefon do Everleigh Club z dramatycznym pytaniem czy jest tam któryś z jego dziennikarzy.Ada Everleigh odpowiada rzeczowo:„A którego mam poprosić?”Nic dziwnego,że w prasowych relacjach roi się od zachwytów nad życiem kulturalnym klubu.Ekskluzywny burdel starają się omijać za to politycy obecność w takim miejscu mogłaby przecież doszczętnie zrujnować reputację!Nie przeszkadza im to oczywiście brać sowitych łapówek za przymykanie oka na wstydliwy proceder sam jeden John Coughlin,radny z dzielnicy,kosztuje siostry 20000 dolarów rocznie.Olbrzymie dochody pozwalają jednak bez problemu zbilansować budżet,a znani goście klubu dodają mu prestiżu.Gdy do Stanów Zjednoczonych przybywa z wizytą brat niemieckiego cesarza,Henryk Hohenzollern,lekceważy on wszystkie oficjalne punkty programu i każe od razu wieźć się do sióstr Everleigh z Chicago.Jaskrawy to dowód,że sława klubu przekroczyła już Atlantyk!Księcia szczególnie zachwyci możliwość wypicia szampana z kobiecego pantofelka dziewczęta widzą w tym geście przejaw europejskiej galanterii.Innym znanym gościem klubu jest pierwszy czarnoskóry mistrz świata w boksie,Jack Johnson,któremu jednak,ze względów rasowych,siostry muszą odmówić możliwości skorzystania z usług„motylków”.Delektując się alkoholem w salonie,zdoła on jednak zbałamucić aż pięć dziewcząt,które następnie zaczną się z nim spotykać poza klubem.Za co zresztą zapłacą posadą.
Za dnia protesty,w nocy uciechy
Klubowi nie brakuje oczywiście wpływowych wrogów,zwłaszcza w kręgu duchowieństwa i moralizatorów.Zdarzają się naloty obrońców kobiecej czci.
Jak pisze w"Kobietach mafii"Diane Ducret:
Pewien głosiciel dobrej nowiny pada na klęczki przed satynową spódnicą jednej z dziewcząt i zaklina na Wszechmocnego,by porzuciła występek,co wywołuje wesołość jej koleżanek.
Sytuację ratuje Minna,która grzecznie wyjaśnia grupce protestujących,że dziewczęta może bywają nieco wulgarne,ale przynajmniej nie są hipokrytkami.Strzał jest celny!Rejtan pruderii czym prędzej wstaje z kolan,zapewne należy do licznego grona mężczyzn obrońców kobiecej czci za dnia i seksualnych drapieżników w nocy.
Wkrótce Everleigh Club bierze na swój celownik Rodney„Gipsy”Smith„posłaniec Boży”z cygańskiego namiotu.Charyzmatyczny religijny lider gromadzi tysiąc dwustu wiernych,którzy wiecują pod drzwiami luksusowego domu schadzek.Może nie jest to jeszcze zagrożenie linczem,ale atmosfera jest bardzo napięta.Incydenty nasilają się.Burmistrz Chicago,nastawiony najpierw sceptycznie do walki z prostytucją,zmuszony jest zająć wyraźnie stanowisko,zwłaszcza,że na mieście szepcze się o morderstwie w pobliżu klubu,którego sprawczyniami miały być podopieczne sióstr Everleigh.Burmistrz Harrison wydaje więc decyzję o zamknięciu flagowego okrętu seks biznesu.W ciągu dwóch następnych lat zlikwiduje kolejnych kilkaset burdeli,a prostytucja zacznie być karana więzieniem.
Dobrze się bawiliśmy,prawda?
Problem oczywiście nie zniknie.Amatorzy cielesnych uciech szybko przeniosą się do podziemia,kontrolowanego przez rosnące w siłę chicagowskie gangi.W takiej rzeczywistości nie ma już jednak miejsca dla branżowych artystek.Minna i Ada Everleigh żegnają się z Chicago bez żalu w ciągu dziesięciu lat zbiły prawdziwą fortunę,szacowaną na osiem milionów dolarów.W ostatnią noc najdroższe alkohole leją się strumieniami,co chwilę kolejne pary znikają na piętrze,a wszystkim puszczają już ostatnie hamulce.Wystrojona w najbardziej wykwintną suknię Minna wspina się na krzesło i wygłasza okolicznościowy toast:„Moi drodzy,dobrze się tu bawiliśmy,prawda?Zamykam ten burdel i wychodzę stąd z uśmiechem na twarzy”dodaje,słysząc,że do drzwi łomoczą już policjanci.Klubu Everleigh już nie ma,ale siostry kontynuują swoją odyseję.
Jak pisze Diane Ducret:
Cesarzowe zła,bogatsze niż swoi najlepsi klienci,udają się na Wschodnie Wybrzeże z walizami wypchanymi gotówką.Docierają do Nowego Jorku,gdzie po raz kolejny zaczną od nowa.
Tym razem nie będzie to jednak burdel,ale…Klub Czytelnika.Ciesząc się ludzkim szacunkiem,miłośniczki literatury dożyją w zdrowiu i bogactwie sędziwego wieku:Minna osiemdziesięciu dwóch,a Ada dziewięćdziesięciu sześciu lat.

Najdziwniejsza korona Chrobrego.Dlaczego polski król nosił na głowie pióropusz?

Pióra na głowie nosił król Anglii,zresztą za radą samego papieża.Paradowały w nich cesarzowe Bizancjum,a nawet sam Justynian Wielki.Własny pióropusz miał też jeden z najsłynniejszych polskich monarchów.I nie był to w żadnym razie bezwartościowy rekwizyt!Punktem wyjścia jest jedna z monet Bolesława Chrobrego,denar zwany od napisu na nim wyrytego przez numizmatyków DVX INCLITVS.Polski władca ma na nim nakrycie głowy.Wzorowano się w tym przypadku na monecie Ethelreda II Bezradnego,ówczesnego króla Anglii,przedstawiającego go z diademem z piórami na głowie.W państwie pierwszych Piastów monety miały znaczenie przede wszystkim jako element propagandy,a nie środek płatniczy.Jeżeli Bolesław Chrobry kazał swoim mincerzom uwiecznić się w pierzastej koronie przypominającej indiański pióropusz,to musiał mieć konkretny cel.W żadnym przypadku nie było to myślenie w stylu„Ale ma fajną monetę ten Ethelred z Anglii,zróbmy taką samą”.Chrobry chciał zamanifestować swoją władzę nad Morawami.Tę piękną krainę opanował prawdopodobnie w 1002 roku.Ostrożnie interpretując znaleziska archeologiczne i korzystając z argumentów z analogii,można się domyślać,że najpierw puścił z ogniem grody stawiające mu opór,a później dogadał się z miejscowymi elitami,które uznały go za swojego władcę.W późniejszych latach„morawscy wojownicy Bolesława”nieraz wspierali go w walkach z niemieckim królem Henrykiem II i jego sojusznikami.Morawy pozostały w granicach państwa Piastów do 1031 roku(czasami proponuje się inne daty,jak np.1021 r.)kiedy zdobył je Brzetysław,syn czeskiego księcia Ołdrzycha.Jako władca Moraw zaczął wybijać monety z napisem BRACIZLAV,na których znalazło się przedstawienie…diademu z piórami.
Denar prawdę Ci powie?
Przed wielu laty czeski numizmatyk Pavel Radoměrský stwierdził,że pierzasta korona była symbolem władzy nad Morawami.Próba zgadnięcia,co przedstawione jest na denarze sprzed prawie tysiąca lat,to niezłe wyzwanie,w każdym razie coś z piórami jest na rzeczy.
Kilkanaście lat temu polski historyk Paweł Stróżyk zwrócił uwagę,że:
awers denara z napisem BRACIZLAV,który wyemitowany został przez Brzetysława I jako władcę morawskiego,rzeczywiście zdaje się przedstawiać(…)ceremonialne nakrycie głowy w kształcie diademu-przepaski z widocznymi sterczynami.Nie ma też wątpliwości,że denary Bolesława Chrobrego z napisem DVX INCLITVS miały być czytelnym przekazem,że oto jest władcą Moraw,chociaż definitywnie nie przesądzał,czy mamy do czynienia z pierzastą koroną.Czy owo ceremonialne nakrycie głowy jest diademem z piórami na co wskazuje szczegółowy,jak na monetę,rysunek z denara morawskiego czy nie,z całą pewnością nie rozstrzygniemy pisał w artykule opublikowanym w 2002 roku na łamach prestiżowych„Roczników Historycznych”.
Epoka pierzastych koron
Innych źródeł brak,ale wątpić nie sposób,że musiał istnieć jakiś symbol sprawowania władzy nad Morawami,coś jak Miecz w Kamieniu w legendach arturiańskich czy święta opaska Andala z osadzonej w IX wieku powieści"Ja,Dago"Zbigniewa Nienackiego.Tymczasem pierzasta korona pasowałaby idealnie,bo we wczesnym i dojrzałym średniowieczu monarchowie często ozdabiali w ten sposób nakrycia głowy.Zdaje się,że to wpływ bizantyński,bo i cesarz Justynian I(zmarł w 565 r.) i kilka cesarzowych z Konstantynopola,nosiło diademy ozdobione pawimi piórami.Z czasem podchwycono obyczajów również w Europie Zachodniej.Przykładowo,w 1186 roku papież Urban III przesłał angielskiemu królowi Henrykowi II Plantagenetowi koronę z oprawionych w złoto pawich piór.Przeznaczona była dla syna adresata,Jana,na znak potwierdzenia jego władzy nad Irlandią.Tak na marginesie:ów Jan to zły książę Jan bez Ziemi z powieści i filmów o Robin Hoodzie.Pozostałością po pierzastych koronach można odnaleźć w kapeluszach ozdabianych piórami w późniejszych epokach.Swoje trzy grosze dorzucają etnografowie,bo„koronę z piór,używaną bądź samodzielnie,bądź też zdobiącą strój w rodzaju czółka”jeszcze w okresie międzywojennym noszono w niektórych okolicach Łotwy,Polesia,wschodniego Podkarpacia,Serbii,zachodniej Finlandii czy Turyngii.Jak pisał w 1929 roku Kazimierz Moszyński w monumentalnej Kulturze ludowej Słowian„i ten strój porównują autorzy z indiańsko-amerykańskim;oczywiście chodzi tu tylko o czysto zewnętrzne,ogólne podobieństwo”.Tak więc Bolesław Chrobry paradujący w czymś przypominający indiański pióropusz okazuje się nie tylko zabawą w programie graficznym,ale czymś całkiem mocno osadzonym w rzeczywistości historycznej.

Moda w państwie pierwszych Piastów

Nie znamy portretów księżnej Dobrawy.Nie zachowały się jej pierścionki ani suknie.Wiemy jednak,że musiała być damą niezwykle elegancką.I,że jak żadna inna kobieta w Polsce kochała złoto.Jak wyglądała wielkopolska biżuteria w X stuleciu?Wbrew pozorom stała na naprawdę wysokim poziomie.To nie były żadne prostackie łańcuchy czy ascetyczne,pozbawione wzorów pierścionki.Z czasów żony Mieszka I Dobrawy znane są na przykład niezwykle misternie wykonane zausznice o eleganckim,pomysłowym wykończeniu.Z jednej zwisa szeroki ażurowy wisior;z innej trójkątny paciorek ze skomplikowanym wzorem.Są też ozdoby o wybitnie chrześcijańskim charakterze jak choćby zausznica w kształcie równoramiennego krzyża.Piastowska biżuteria z tej epoki zdradza wyraźne inspiracje sztuką południowej Europy czy wręcz Bizancjum.Zdaniem archeologów można pokusić się o nawet bardziej zdecydowane wnioski.Niektóre z form ozdób przybyły do Wielkopolski dopiero wraz z Dobrawą i to właśnie ona sprawiła,że zdobyły popularność wśród tutejszych elit,zaczęto je powielać i udoskonalać.Każda wielka dama żona książęcego brata,wodza wojsk czy dowódcy grodu marzyła przecież o tym,by wyglądać równie zacnie jak sama władczyni.Być może w zamiłowaniu Dobrawy do biżuterii kryje się także rozwiązanie zagadki osobliwego budynku,który znajdował się zaraz obok poznańskiego pałacu Mieszka.W drewnianej chacie działała książęca pracownia złotnicza.Archeolodzy odnaleźli fragmenty tygli odlewniczych wraz z zastygłymi kroplami drogocennego metalu,a także oczka granatu,kawałki złoconego drewna i szklane paciorki.Już samo istnienie podobnego zakładu zaskakuje.Piastowie,dzięki handlowi niewolnikami,wręcz spali na górach arabskiego srebra.Złoto było jednak w ich kraju materiałem rzadkim i kosztownym.Jeśli pod okiem władcy pracowali specjaliści od tego właśnie kruszcu,a ich warsztat powstał niemal ściana w ścianę z pałacem księcia,to za inicjatywą musiał stać ktoś z rodziny panującej.Mogła to być właśnie Dobrawa.Z kolei niezwykła pracownia może być dowodem nie tylko jej zamiłowania,ale wręcz prawdziwej pasji do luksusowych ozdób.Piękna brosza,kolczyk czy zausznica wyglądały jednak odpowiednio dopiero na tle szykownego stroju.Dobrawa musiała przywiązywać do garderoby wielką wagę.Przecież to na nią były zwrócone oczy całego dworu.Swoje stroje sprowadzała przynajmniej po części z zagranicy,z najlepszych warsztatów krawieckich w Rzeszy.Moda w X wieku zmieniała się powoli,nosiła więc zapewne to samo co największe damy Czech.Z kolei o strojach tych ostatnich wiadomo sporo dzięki wpływowej i żyjącej dokładnie w tych latach księżnej Emmie.Żona Bolesława II Przemyślidy i szwagierka Dobrawy to dla wczesnego średniowiecza przypadek wręcz unikalny:kobieta,o której wiemy,jak wyglądała.Na karcie tytułowej kodeksu z Wolfenbüttel bogato zdobionej i iluminowanej księgi,której wykonanie sama zleciła znajduje się miniatura przedstawiająca Emmę płaszczącą się przed świętym Wacławem.Jeśli Dobrawa korzystała z tych samych lekcji stylu,to nosiła długie,powłóczyste szaty sięgające do samych stóp i zakrywające całe ciało poza dłońmi.Jej wierzchnie suknie,ze złotymi lub purpurowymi obszyciami,wykonane były z drogich,zapewne zagranicznych materiałów.Tylko pospólstwu wypadało obnosić się z lnianymi strojami księżna musiała wyposażać się w tkaniny,jakich słowiański świat nie widział.Jedwabie,safiany,złotogłowie.Ze swojskiego,ale oczywiście odpowiednio dobranego lnu były wykonane wyłącznie noszone przy samym ciele i pełniące rolę bielizny giezła księżnej.Cnotliwość przyodziewku zapewniały wąskie rękawy i ściśle dopasowane mankiety.Szyto je tak,by zniwelować ryzyko odsłonięcia jakiejkolwiek nieprzyzwoitej części ciała.W tym choćby nadgarstka.O tym elemencie słowiańskiego stroju wspominał żydowski podróżnik Ibrahim ibn Jakub,ale ciasne rękawy widać też na portrecie Emmy.Księżna zakrywała również nogi.Używała do tego prawdopodobnie wykonanych szydełkiem pończoch,choć nie jest pewne,czy wytwarzano je w Wielkopolsce już w X wieku.Jeśli nie,to Dobrawa zawsze mogła wysłać paru niewolników na targ do Pragi i wymienić ich na porządne niemieckie pończochy.Buty księżnej były swoistymi dziełami sztuki.Skórzane obuwie wielkich dam zdobiono haftem,umieszczanym na przyszwie osłaniającej stopę,a często też na cholewkach.Dodatkowy ornament mogły stanowić ćwieki,znane z butów noszonych przez elity na Rusi.Wszystko to wyglądało pięknie i tylko na szczególną wygodę Dobrawa nie mogła liczyć.Dopiero w kolejnym wieku w Polsce pojawią się trzewiki o kształcie dopasowanym do profilu stopy.W czasach żony Mieszka but prawy i lewy wyglądały identycznie i można ich było używać naprzemiennie.Choć niekoniecznie z najlepszym skutkiem.Kreację dopełniała jeszcze chusta.Był to obowiązkowy element ubioru każdej mężatki.Co do zasady miała ona biały kolor stąd zresztą chyba wzięło się słowo„białogłowa”na określenie dawnych kobiet.Księżna pani nie mogła jednak pozwolić sobie na przeciętność.Emma na swoim portrecie ma chustę w barwie złota.Podobne przywdziewała też pewnie Dobrawa.Zwłaszcza,że doskonale komponowałyby się one z jej szczerozłotą biżuterią.

Ilu Niemców zabili naziści?

Masowe aresztowania,napady,pobicia,morderstwa polityczne.Pełne więzienia i piwnice,70 obozów koncentracyjnych,kara śmierci wykonywana toporem.Takimi sposobami hitlerowcy zdobywali władzę i pacyfikowali niemieckie społeczeństwo.Objęcie przez Adolfa Hitlera stanowiska kanclerza w dniu 30 stycznia 1933 roku stało się początkiem gruntownej przebudowy Niemiec.Hitler bardzo precyzyjnie planował zmiany,które chciał wprowadzić we własnym kraju.Ich pierwszym etapem miało być oczyszczenie Niemiec z wrogów narodu i narodowego socjalizmu.A wrogami byli żydzi,komuniści,socjaldemokraci,niechętni Hitlerowi katolicy,słowem:wszyscy opozycjoniści.
„Spontaniczny terror”
Zachęceni politycznym sukcesem swojego wodza,członkowie SA,a więc„Oddziałów Szturmowych”partii nazistowskiej,od razu rozpoczęli napady na biura komunistów i związków zawodowych,a także domy lewicowych działaczy.Rozpoczął się„spontaniczny”terror wymierzony w opozycję.Niebawem został on oficjalnie usankcjonowany przez przepisy prawa.4 lutego 1933 roku wprowadzono„Dekret o ochronie narodu niemieckiego”.Ograniczał on wolność prasy,zezwalał na stosowanie aresztu zapobiegawczego i był skutecznym narzędziem walki z opozycją.
Bezwzględnie strzelać do wrogów państwa!
Kampanię wyborczą,przed wyznaczonymi na 5 marca wyborami,Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników(NSDAP)prowadziła pod sugestywnym hasłem„Atak na marksistów”.17 lutego Hermann Göring,komisaryczny minister spraw wewnętrznych,wprowadził tzw.rozkaz strzelania.Nie tylko zezwalał on policjantom na używanie broni przeciwko wrogom państwa,ale wręcz nakazywał taką reakcję,a ponadto znosił jej wszelkie negatywne konsekwencje.Jakby tego było mało,nowe prawo przewidywało kary dyscyplinarne dla tych,którzy wykazywaliby zbyt daleko idącą ostrożność.„Każda kula,która teraz wyjdzie z lufy policyjnego pistoletu,jest moją kulą.Jeśli nazywa się to morderstwem,to ja zamordowałem”stwierdził Goering.Pięć dni później szeregi policji zasiliło 50 tysięcy członków SA,SS i prawicowej organizacji kombatanckiej Stalhelm,które stworzyły oddziały policji pomocniczej.Dało to„szturmowcom”zielone światło i pozwoliło na szaleństwa bez poważnej ingerencji ze strony oficjalnych,państwowych stróżów prawa i porządku.W czasie gdy policja,oczyszczona z socjaldemokratów już po przewrocie von Papena,ścigała komunistów i rozpędzała ich demonstracje,nowo powołane siły,przy zgodzie policji,wdzierały się do biur partyjnych oraz związkowych,niszczyły dokumenty i siłą wyrzucały pracowników czytamy w książce brytyjskiego historyka Richarda J.Evansa"Nadejście Trzeciej Rzeszy".Policyjne areszty oraz więzienia zaczęły pękać w szwach;miejscem internowania stawały się więc koszary i knajpy SA,ładownie statków,wieże ciśnień,a nawet zimne piwnice browaru w Oranienburgu na północ od Berlina.Schwytanych,z których większość stanowili komuniści,traktowano z przerażającą brutalnością pisze z kolei Michael Burleigh w swojej pracy"Trzecia Rzesza.Nowa historia".Do 15 marca uwięziono 10 tysięcy komunistów.
25 tysięcy aresztowanych w ciągu miesiąca
Nazistom w sukurs przyszło pewne zdarzenie.W nocy z 27 na 28 lutego 1933 roku młody komunista Marinus van der Lubbe„w proteście przeciwko uciskowi klasy robotniczej”podpalił berliński budynek Reichstagu.Dało to hitlerowcom świetny pretekst do jeszcze większego przykręcenia śruby opozycji.Już 28 lutego wprowadzono nadzwyczajne zarządzenie„o ochronie narodu i państwa”,skierowane„przeciw zdradzie narodu niemieckiego i zdradzieckim knowaniom”.Zawieszało ono bezterminowo konstytucyjne wolności,takie jak:swoboda wypowiedzi,prasy i zrzeszania się oraz tajemnica korespondencji i rozmów telefonicznych.Wprowadzało natomiast rewizje i bezterminowy areszt bez nakazu sądowego.Dekret ten obowiązywał w Niemczech do 1945 roku.Na jego podstawie tylko do kwietnia 1933 roku aresztowano 25 tysięcy osób…Później liczba ta wzrosła do bagatela 45 tysięcy.Z kolei 29 marca Hitler ogłosił tzw.Lex van der Lubbe,czyli przepisy ustanawiające karę śmierci za podpalenia,zamachy,porwania i opór z bronią w ręku.Nowe prawo można było stosować wstecz.Zdarzało się,że skazanych na śmierć komunistów ścinano toporem,a egzekucji przyglądali się zaproszeni członkowie NSDAP,SA i SS.Takim praktykom poddawano również kobiety.Inną formą represji było przenoszenie zwolnionych z więzienia prosto do…obozu koncentracyjnego.Richard J.Evans cytuje w swojej książce,pt."Nadejście Trzeciej Rzeszy"jedną z ówczesnych niemieckich prawicowych gazet:Dni fałszywego,ckliwego sentymentalizmu[w wymiarze sprawiedliwości]dobiegły końca.I rzeczywiście:do 1936 roku wykonano w Niemczech około 90 procent,wydanych przez sądy,wyroków śmierci.
Napady,pobicia,morderstwa
W ramach oczyszczania państwa,hitlerowcy wprowadzili kilka ustaw nakazujących usunięcie z administracji ludzi pochodzenia żydowskiego,socjaldemokratów oraz wszystkich,którzy przejawiali choćby ślad lewicowych tendencji.Państwowy terror uderzył również w samą partię socjaldemokratyczną.Władze zaczęły zakazywać wydawania jej gazet,a nazistowskie bojówki napadały na lokale i brutalnie rozpędzały partyjne spotkania.Na pobiciach uczestników jednak się nie kończyło.Coraz częściej dochodziło do politycznych morderstw.
Zabić obcych i swoich
5 lutego 1933 r.młody nazista zastrzelił socjaldemokratycznego burmistrza Stassfurtu.Kilka dni później,kiedy oficjalny dziennik Partii Socjaldemokratycznej„Vörwarts”potępił zabicie komunisty przez członków SA w czasie ulicznej potyczki w Eisleben,komendant policji Berlina na tydzień zakazał wydawania tej gazety czytamy w cytowanej już książce profesora Evansa.Przypadków zabójstw socjaldemokratycznych działaczy było znacznie więcej.Represjami objęto zresztą także innych niewygodnych dla nowej władzy obywateli,np.świadków Jehowy,działaczy katolickich czy niechętnych nazizmowi działaczy protestanckich.Hitler rozprawił się także z wewnętrzną opozycją.W nocy z 29 na 30 czerwca 1934 roku(nazwanej Nocą Długich Noży)zaufani wodza z SS dokonali rzezi członków SA.Zginęło około 400 osób,między innymi,dążący do przejęcia władzy w NSDAP szef SA,Ernst Röhm.Wszystkich oskarżono o przygotowywanie zamachu stanu.Przy okazji zabito wielu przypadkowych ludzi,niezwiązanych bezpośrednio z SA,którzy mieli jednak pecha narazić się Hitlerowi lub któremuś z jego siepaczy.Wyższy oficer SS,Erich von dem Bach-Zelewski,wykorzystał dogodny moment,żeby pozbyć się znienawidzonego rywala,oficera kawalerii SS Antona Freiherra von Hohberg und Buchwald,zastrzelonego we własnym domu pisze Richard J.Evans w swojej innej książce"Trzecia Rzesza u władzy".
Po związkach…
Kolejnym etapem likwidowania opozycji była rozprawa ze związkami zawodowymi.2 maja 1933 roku zamknięto wszystkie liczne i silne socjalistyczne organizacje zawodowe.Nie uchroniła się również potężna,związana z socjaldemokratami,Federacja Związków Zawodowych,która znacznie wcześniej zadeklarowała chęć współpracy z NSDAP.W kolejnych miesiącach przejęto inne organizacje zrzeszające robotników,a na ich miejsce stworzono jednolity Niemiecki Front Pracy.Z czasem stał się on największą w historii organizacją zawodową,skupiającą ponad 20 milionów członków.
Naziści zjadają Niemcy
Po związkach zawodowych przyszła kolej na coś znacznie ważniejszego:partie polityczne.7 marca 1933 roku Komunistyczna Partia Niemiec została zdelegalizowana,a na jej sympatyków spadły represje.W latach 1933-1945 do obozów koncentracyjnych trafiło 150 tysięcy członków partii,a na 30 tysięcy zapadł wyrok śmierci.Podobny los spotkał Socjaldemokratyczną Partię Niemiec.Została rozwiązana przez władze 22 czerwca 1933 roku.Z kolei inne partie wyznaniowe,konserwatywne i liberalne rozwiązały się same.Niemiecka Narodowa Partia Ludowa,będąca koalicjantem w rządzie Hitlera,rozpadła się z powodu przechodzenia członków do NSDAP.14 lipca wydano ustawę zakazującą powoływania jakichkolwiek nowych partii.Jedyną istniejącą miała być NSDAP.„Narodowi socjaliści to ludzie systematyczni.Nie zjadają więcej niż mogą strawić,ale co mogą strawić,to zjadają kawałek po kawałku,tak,że w ciągu niewielu miesięcy zjedzą całe Niemcy”oświadczył Joseph Goebbels.
70 obozów koncentracyjnych
W pierwszych miesiącach sprawowania władzy hitlerowcy zbudowali co najmniej 70 obozów koncentracyjnych.Przetrzymywano w nich masowo aresztowanych„wrogów narodu”,gdzie traktowani byli wyjątkowo brutalnie:bici i poniżani musieli również pracować ponad własne siły.Śmiertelność wśród więźniów była wysoka.Po ugruntowaniu swojej władzy i zakończeniu„narodowosocjalistycznej rewolucji”hitlerowcy zlikwidowali większość obozów,pozostawiając cztery:Dachau,Sachsenhausen,Buchenwald i Lichtenburg(ten przeznaczony był dla kobiet).Trzymano w nich najważniejszych i najbardziej nieprzejednanych przeciwników.W 1935 roku w obozach przebywało 3 tysiące więźniów,ale w 1939 roku było ich już 21 tysięcy(obozów było wtedy pięć),a liczba ta stale rosła…
30 tysięcy kar śmierci
Podsumowując:jak podaje brytyjski historyk III Rzeszy Frank McDonough,w latach 1933-1945 w Niemczech na karę śmierci z powodów politycznych skazano około 30 tysięcy osób;22 tysiące z nich było komunistami.150 tysięcy członków Komunistycznej Partii Niemiec znalazło się w obozach koncentracyjnych.W latach 1933-1935 do więzień trafiło w sumie około 80 tysięcy osób.Zdecydowanie trudniej oszacować dokładną liczbę tych,którzy ponieśli tam śmierć(z powodu brutalnego traktowania,chorób lub po prostu została umyślnie zamordowana).Ostrożne kalkulacje wskazują,że mogło ich być 8-10 tysięcy.Poza tym,w okresie chaosu związanego z umacnianiem się władzy NSDAP,w latach 1933-1934 w rozmaitych okolicznościach zginęło około 3 tysiące osób.Wiele z nich zmarło podczas zamieszek i walk ulicznych,napadów SA i SS na lokale partii opozycyjnych oraz morderstw politycznych(w tym Nocy Długich Noży).Niemiecka opozycja drogo zapłaciła za dojście nazistów do władzy.Brutalnie„oczyszczone”społeczeństwo stało się w pełni posłuszne Hitlerowi.Opozycjoniści zostali brutalnie zmiażdżeni,obywatele wtłoczeni w ciasne rany totalitarnego państwa i objęci wszechstronną kontrolą.Przyniosło to Führerowi wymierne efekty opozycja antyhitlerowska w III Rzeszy do samego końca wojny miała charakter śladowy.

Cztery odrażające morderstwa,których nigdy nie rozwikłano.Intrygujące sprawy z początku XX wieku

Krew prostytutki wyssana do ostatniej kropli.Brutalna masakra w zagrodzie niemieckich kazirodców.I zbrodnia w luksusowej willi,która nie miała prawa się wydarzyć.Wszystkie te mordy miały miejsce.I żadnego nie udało się wyjaśnić.
4 Wampir z Atlasu
Dzisiaj jest to miejsce o największym zagęszczeniu barów i restauracji w całym Sztokholmie.Sto lat temu jednak w okolice Sankt Eriksplan(placu świętego Eryka,nazwanego na cześć króla Eryka IX)nie szło się na obiad lecz na prostytutki.To tutaj mieszkańcy szwedzkiej stolicy szukali cielesnych uciech,płacąc za nie biednym,obdartym kobietom zmuszonym handlować własnym ciałem,by utrzymać się przy życiu.Lilly Lindström miała przynajmniej to szczęście,że dysponowała mieszkaniem,w którym mogła przyjmować swoich klientów.Właśnie w kamienicy w dzielnicy Atlas,w której mieszkała,widziano ją po raz ostatni.Zajrzała do sąsiadki z piętra niżej,prosząc ją o pożyczenie prezerwatyw.To ta kobieta zgłosiła się na policję,gdy Lilly nazajutrz nie dała żadnego znaku życia.Funkcjonariusze nie spieszyli się z interwencją.Gdy wreszcie 4 maja 1932 roku wkroczyli do mieszkania zaginionej,zastali tam porażający widok.
Jak pisze Benjamin Welton w poświęconym jej artykule:
Ciało Lilly leżało na łóżku,obrócone twarzą w dół.Była naga,a jej ubranie złożono schludnie na stojącym obok krześle.Nie ulegało wątpliwości,że Lilly jest martwa już od dwóch lub trzech dni.Dało się też na pierwszy rzut oka poznać,że bezpośrednio przed śmiercią angażowała się w czynności seksualne.W jej odbycie policjanci odnaleźli zużyty kondom.
Przyczyną zgonu były wielokrotne uderzenia w głowę tępym narzędziem.Późniejsze badanie wykazało też,że większość,jeśli nie cała krew Lilly została wytoczona z jej ciała.Na ciele i szyi denatki odnaleziono ślady śliny,przez co policja szybko zaczęła podejrzewać,że pozostawiona w pomieszczeniu,zakrwawiona łyżka do sosu została użyta do wychłeptania krwi ofiary.Tak oto„Wampir z Atlasu”zdobył swój przydomek.W obliczu braku świadków śledczy nie znający badań DNA i innych nowoczesnych metod detektywistycznych bezradnie rozkładali ręce.Mordercy nie odnaleziono.Nie udało się też ustalić co tak naprawdę stało się z krwią usuniętą z ciała Lilly.
3 Kat z Nowego Orleanu
Tylne drzwi domu państwa Maggio zostały wyważone,a jego mieszkańcy zmasakrowani we własnych łóżkach.Głowy małżonków,Josepha i Catherine,zostały rozpłatane siekierą,a ich szyje podcięto brzytwą.Zbrodni dokonano przed świtem 23 maja 1918 roku na skrzyżowaniu ulic Magnolia i Upperline w Nowym Orleanie.Dała ona początek całej serii morderstw przypisywanych z mniejszą lub większą pewnością jednemu sprawcy.Ofiarami kolejnych nocnych włamań,połączonych z brutalnymi atakami,padali głównie imigranci z Włoch,choć powiązanie każdej z tych zbrodni z pierwszym atakiem budzi wątpliwości;szczególnie,że różniły się narzędzia wykorzystane przy napaści,a nawet sposób zachowania napastnika.Jeśli coś poza narodowością łączyło ofiary,to głównie fakt,że w większości…miały one coś wspólnego z branżą spożywczą.Prasa nakręcała atmosferę grozy,nie tylko zmyślając kolejne ataki i fałszując policyjne doniesienia,ale też publikując rzekomy list kata.
Anonimowy morderca stwierdzał w nim:
Nigdy mnie nie schwytali i nigdy nie schwytają.Nigdy mnie nie dostrzegli,albowiem jestem niewidzialny,niczym eter otaczający tę ziemię.Nie jestem istotą ludzką,lecz duchem i demonem z najgorętszego piekła.Ja oto jestem tym,którego tak Wy,Orleańczycy,jak i policyjni głupcy nazywają Katem.
Autentyczności listu nie potwierdzono,a formułowane w nim zapowiedzi się nie spełniły.Rzekomy zbrodniarz twierdził chociażby,że w kolejny wtorek,dokładnie piętnaście minut po północy dokona nowego mordu,ale…oszczędzi każdego człowieka,który będzie słuchać głośno jazzu.Bo ponoć uwielbiał ten gatunek muzyki.Do nowej zbrodni nie doszło ani o wskazanej godzinie,ani ogółem w zapowiedzianym dniu.Mimo to redakcje kolportowały epistołę,licząc,że powszechna panika pozwoli im pomnożyć nakłady.Nowe napaści notowano aż do jesieni 1919 roku.Zdaniem badaczy sprawy,ofiar śmiertelnych było od kilku do kilkunastu.Nagle ataki kata ustały,bez żadnego wytłumaczenia.Ich sprawcy nigdy nie udało się namierzyć.
2 Kazirodcy z Hinterkaifeck
Sąsiedzi gardzili Gruberami.63-letni Andreas Gruber uchodził za człowieka pazernego i kłótliwego.Opowiadano o nim najgorsze rzeczy.Nawet to,że dopuszczał się kazirodztwa z własną,35-letnią córką.I,że doczekał się z nieczystego związku z nią syna,Josefa.Widząc Gruberów,miejscowi mieszkańcy małej,niemieckiej wioski Hinterkaifeck,położonej około czterdziestu kilometrów na północ od Monachium spluwali lub przechodzili na drugą stronę drogi.Ale czy jednocześnie życzyli im śmierci?1 kwietnia 1922 roku cała rodzina zniknęła.Wnuczki Andreasa,Cäzilii,nie było w szkole.Żaden z Gruberów nie pojawił się na mszy świętej,choć dotąd uczęszczali na nią regularnie.Gospodarstwo wydawało się opuszczone:Gruberowie nie odebrali listów,ani 3 ani 4 kwietnia.Kiedy z kolei do ich domu przyszedł umówiony zawczasu mechanik,nie zastał na miejscu ani Andreasa,ani żadnego z jego krewnych.Sąsiedzi jak to zwykle na wsi,wścibscy i żądni plotek nie zamierzali dłużej czekać.Właśnie 4 kwietnia urządzili w gospodarstwie rekonesans.Nie spotkawszy żywej duszy,postanowili wyłamać drzwi stodoły.Wewnątrz ujrzeli scenę najohydniejszego aktu zwyrodnialstwa.Cztery zmasakrowane trupy znajdowały się właśnie w stodole;dwa kolejne w zamkniętym domu.Nie żył żaden z Gruberów,ani dorośli,ani małe dzieci.Na wszystkie sześć ofiar morderca zasadził się z kilofem,okładając je bez litości.Ciężko ranna Cäzilia konała później przez przynajmniej kilka godzin,rwąc włosy z głowy zamienionej w krwawą miazgę.Policjanci ustalili,że morderca zwabiał kolejne ofiary po kolei,mordując je jedna po drugiej.Później wcale nie uciekł z miejsca zbrodni.Przez kilka kolejnych dni pomieszkiwał w domu Gruberów,paląc w piecu,zjadając ich zapasy,a nawet oporządzając zagrodę.Zniknął zaraz przed wkroczeniem policji.Niczego więcej śledczy nie byli w stanie ustalić.Zanim przybyli,miejscowi zadeptali wszystkie ślady zbrodni.Niektórzy z ciekawskich sąsiadów robili sobie zakąski w kuchni Gruberów,zupełnie nie przejmując się widokiem masakry.Sprawca pozostał nieuchwytny.Według jednej z teorii był nim kochanek córki Andersa tej samej,z którą pan domu miał ponoć kazirodczy romans.Inni twierdzili,że to mąż tej kobiety,ponoć zabity na wojnie,wrócił jednak z frontu i wymordował wszystkich Gruberów,zasięgnąwszy informacji o grzechu,który na nich ciążył.Wreszcie próbowano też szukać winnych wśród politycznych ekstremistów.Bo ponoć gospodarstwo Andreasa idealnie nadawało się na kryjówkę dla bandy nazistów lub komunistów.
1 Mordercza partia brydża
Pokojówka niczego nie podejrzewała.W luksusowej,trzypiętrowej rezydencji z granitową fasadą pojawiła się około godziny 8:35.O tej porze jej pracodawca zwykle wciąż spał,nie spodziewała się więc spotkać go na nogach.Wkroczyła do jednego z gabinetów i stanęła jak wryta.Joseph Bowne Elwell siedział w fotelu,ubrany w czerwoną,jedwabną piżamę.Kobieta odruchowo przeprosiła za wtargnięcie,do jej uszu nie dotarła jednak żadna odpowiedź.Zaniepokojona podeszła bliżej.Z czoła pracodawcy ściekała strużka krwi;mężczyzna zastygł z pochyloną głową,pośrodku której widniała okrągła rana.Strzał oddał człowiek stojący zaraz obok ofiary.I był to strzał śmiertelny.Kim był Joseph Elwell?Kiedyś powiedziałby,że sprzedawcą ubezpieczeń,znalazł jednak dużo bardziej dochodowe zajęcie.Mistrzowsko grał w karty,zwłaszcza w wista i brydża.W epoce rozkochanej w podobnych rozrywkach talent karciany nie tylko czynił z niego rozchwytywanego uczestnika towarzyskich wieczorków,ale też człowieka doskonale sytuowanego.Grał na pieniądze,udzielał lekcji członkom socjety pragnącym popisać się przed znajomymi,a nawet napisał poradnik pt."Elwell o brydżu" i kilka innych książek o brydżu.Zrobił zawrotną karierę.Miał szereg nieruchomości,luksusowy jacht,pięć samochodów i całą stajnię koni wyścigowych.Zginął 11 czerwca 1920 roku,w wieku czterdziestu pięciu lat w Nowym Jorku.Zbrodnia spotkała się z olbrzymim zainteresowaniem prasy nie tylko brukowców,ale też najszacowniejszych tytułów.„New York Times”donosił o sprawie niemal każdego dnia.„Los Angeles Times”poświęcił śmierci Elwella dwanaście artykułów,a„Chicago Tribune”aż osiemnaście.Fascynowała sylwetka denata,ale przede wszystkim:okoliczności towarzyszące morderstwu.Elwell zginął w zamkniętym od środka domu.Nie odnaleziono śladów włamania,w budynku nikt nie przebywał i nie udało się ustalić,by ktokolwiek zdołał go opuścić już po morderstwie.Nie było śladów żadnej szarpaniny,nie doszło do rabunku,nawet papiery zabitego znajdowały się nadal w idealnym porządku.Zupełnie jakby do żadnego morderstwa nie doszło.New York Times podkreślał,że to„jedna z najniezwyklejszych zbrodni w przestępczych annałach tego kraju”.Nie tylko jej nie rozwikłano,ale wręcz dała ona początek nowej odmianie powieści kryminalnych.„Zagadka zamkniętego pokoju”to opowieść o zbrodni doskonałej:dokonanej w miejscu,do którego morderca nie mógł mieć dostępu i z którego nie mógł uciec.Formułą tą bawił się chociażby Gilbert Keith Chesterton sławny przedwojenny pisarz,uznawany niekiedy wręcz za konkurenta Arthura Conana Doyle’a.W zbiorze opowiadań"Niewinność ojca Browna",wydanym po raz pierwszy w roku 1911,przedstawił on właśnie morderstwo z pozoru niemożliwe do wyjaśnienia.Wprawdzie dokonane nie w zamkniętym pokoju,ale za to w odciętym od świata ogrodzie,przy willi do której prowadziło tylko jedno,strzeżone wejście.Zbiór właśnie ukazał się w języku polskim,nakładem wydawnictwa Fronda.

Cztery niezwykłe Polki,których wstyd nie znać

Walczyły o Polskę równo,ramię w ramię z mężczyznami.Zdobywały najwyższe szczyty i ustanawiały światowe rekordy.Udowadniały,że do wykonywania najtrudniejszych zawodów wcale nie potrzeba testosteronu.A dla wielkiej sprawy gotowe były nawet oddać życie.
4 Henryka Pustowójtówna.Dziewczyna z powstania
Henryka Pustowójtówna przyszła na świat 26 lipca 1838 roku jako córka polskiej szlachcianki i rosyjskiego oficera.Urodziwszy się w rodzinie mieszanej,czuła się Polką,tymczasem jej starszy brat gorliwie prześladował Polaków,po tym jak poszedł w ślady ojca i tak jak on wybrał karierę w carskim wojsku.Henrykę na polską patriotkę wychowała babka ze strony matki.Dziewczyna już od młodych lat pakowała się w tarapaty między innymi przez to,że śpiewała publicznie pieśni patriotyczne,czy składała kwiaty pod pomnikiem Unii Lubelskiej.Została nawet z tego powodu aresztowana przez carską policję i miała zostać osadzona w klasztorze prawosławnym w głębi Rosji,jednak rozchorowała się i zamiast tego…posłano ją do Żytomierza do matki.Zanim władze rosyjskie podjęły jakiekolwiek dalsze kroki wobec niepokornej dziewczyny,ta uciekła wraz z dwoma kolegami,posługując się fałszywymi dokumentami.Mimo prowadzonej obławy,udało jej się umknąć i kiedy wybuchło powstanie styczniowe nawet się nie zastanawiała natychmiast dołączyła do walczących.
Anna Dziewitt-Meller w swojej książce dla dzieci poświęconej polskim bohaterkom(„Damy,dziewuchy,dziewczyny.Historia w spódnicy”)z Henryki Pustowójtówny czyni narratorkę i jej ustami opowiada o powstaniu i o tym jak walczący traktowali dziewczynę w swoich szeregach:
Warunki w górach były raczej nie dla dam.Czasem spało się pod gołym niebem,na zimnej ziemi,kule świstały mi koło ucha,o głodzie i chłodzie szłam nieraz wiele kilometrów,marząc o talerzu zupy i o gorącej kąpieli.Moi towarzysze zupełnie zapominali o tym,że pod utytłaną w błocie czamarą kryje się delikatna dziewczyna,a nie silny chłopak.Traktowali mnie jak równą sobie.A ja nigdy się nie skarżyłam.
3 Magdalena Bendzisławska.Ze skalpelem jej do twarzy
Wydaje Nam się,że kobieta-lekarz to musi być zjawisko,które Naszym prababkom nawet się nie śniło.Słynny chirurg profesor Ludwik Rydygier na przełomie XIX i XX wieku absolutnie nie wyobrażał sobie,że kobieta mogłaby chwycić za skalpel.Nie mieściło mu się w głowie także to,że miałaby wykonywać zabiegi na mężczyznach.To by przecież był szczyt nieprzyzwoitości!Tymczasem już w czasach saskich,za panowania króla Augusta II Mocnego,pojawiła się w Polsce pierwsza kobieta-chirurg,wówczas zwana cyrulikiem.Magdalena Bendzisławska udowodniła,że panie wcale nie są za delikatnego zdrowia,by wykonywać tę profesję.6 października 1697 roku zdobyła przywilej królewski pozwalający jej na praktykowanie.Zawodu Bendzisławska nauczyła się u boku męża,który sam był cyrulikiem w Wieliczce.Kiedy owdowiała,przypadły jej w spadku narzędzia po małżonku i posada.Cyruliczka została rzucona od razu na głęboką wodę,zajmowała się bowiem górnikami.Pracujący pod ziemią w wielickiej kopalni mężczyźni często ulegali wypadkom miała zatem na kim nabierać wprawy.
W książce„Kraków i jego okolice”z 1866 roku(wydanie piąte)Ambroży Grabowski,były sędzia pokoju,członek towarzystwa naukowego krakowskiego,pozostawił wzmiankę na temat pierwszej kobiety-chirurga:
[…]Cerulik,a w r.1698 była nim kobieta potrzebną zdolność posiadająca,Magdalena Bendzisławska wdowa.
2 Stefania Wilczyńska.Za swoimi sierotami poszła nawet do komory gazowej
Wychowała się w zasymilowanej rodzinie żydowskiej.Skończyła pensję dla panien w Warszawie i studia z zakresu nauk przyrodniczych w Liège.Kiedy wróciła do Polski,rozpoczęła najważniejsze dzieło swojego życia pracę z dziećmi.Stefania Wilczyńska w 1909 roku trafiła do znajdującego się w fatalnym stanie żydowskiego sierocińca jako wolontariuszka.Kiedy udowodniła,że jest doskonałą organizatorką,która potrafi sobie poradzić z wszelkimi przeciwnościami,została kierowniczką.To tam poznała człowieka,który tak jak ona oddał serce dzieciom Janusza Korczaka.W 1912 roku razem założyli nowy dom dla sierot,w którym zaczęli wprowadzać postępowe metody,zmieniając podejście do podopiecznych.Wilczyńska porzuciła wygodny dom rodzinny i zamieszkała razem z Korczakiem i osiemdziesięcioma pięcioma dziećmi.Jak wspominali po latach wychowankowie,pierwsza wstawała,ostatnia kładła się spać i dom był jej pełen.Swoje życie w całości poświęciła pielęgnowaniu i wychowaniu swoich podopiecznych.Kiedy Korczak na okres I wojny światowej zniknął powołany do wojska,ona pozostała na posterunku i niestrudzenie prowadziła sierociniec.Wychwalamy Janusza Korczaka za to,że nie opuścił dzieci nawet gdy te szły na śmierć.Razem z nimi ramię w ramię maszerowała też jednak Stefania Wilczyńska i nie porzuciła swoich ukochanych sierot nawet w drodze do komory gazowej.Zginęła wraz z nimi w Treblince w 1942 roku.
1 Wanda Rutkiewicz„Wspinać się jak baba”brzmi dumnie
Całkiem niedawno w polskim środowisku himalaistycznym wybuchł niemały skandal.Jeden z organizatorów wyprawy,w gronie której nie znalazła się żadna kobieta,stwierdził,że panie w górach przydają się tylko do jednego…Gdyby Wanda Rutkiewicz jeszcze żyła,za takie podejście wbiłaby mu trochę rozumu grubą liną wspinaczkową.Już jako licealistka była miłośniczką sportu,jednak gdy odkryła wspinaczkę wiedziała,że znalazła swoje powołanie.Zdobywała coraz wyższe szczyty i podbijała coraz potężniejsze pasma górskie.
Jak podkreśla Anna Dziewitt-Meller w książeczce„Damy,dziewuchy,dziewczyny.Historia w spódnicy”:
Z Alp ruszyła w Himalaje,góry,o których śni każdy,kto zaczyna się wspinać.Zdobywała po kolei trudne szczyty i podbijała rekordy.Była też organizatorką i kierowniczką wypraw górskich innych kobiet jako idolka wielu dziewczyn,które marzyły o wspinaczce wysokogórskiej.
Wanda Rutkiewicz była pierwszą Europejką,która stanęła na szczycie Mount Everestu 16 października 1978 roku.Jako pierwsza kobieta na świecie zdobyła też potężne K2,choć w drodze powrotnej zginęli wszyscy jej towarzysze.W górach wytyczała nowe szlaki wspinaczkowe,wiele razy otarła się o śmierć,jednak cały czas wyznaczała sobie nowe,ambitne cele.Gdy wyruszyła realizować ostatni z nich zdobycie Kanczendzongi już nie wróciła.Żyła pasją aż do końca i do dziś uznawana jest za najwybitniejszą polską himalaistkę w historii.

Jak bawili się Nasi pradziadkowie?Wszystko,co chcielibyście wiedzieć o przedwojennych przyjęciach

Polskie elity zabawiały się w otoczce blichtru,racząc się szampanem z kryształowych kieliszków,przy suto zastawionym stole.Zwykli obywatele marzyli,by choć na chwilę zakosztować podobnych szaleństw i robili to…na miarę własnego portfela.Ale z klasą,o której dzisiaj można tylko pomarzyć.Choć ich możliwości finansowe były ograniczone,zwyczajni Polacy po odzyskaniu niepodległości zapragnęli się bawić.Co prawda nie mogli dołączyć do przedstawicieli korpusu dyplomatycznego brylujących na raucie u prezydenta,jednak nikt nie mógł im zabronić urządzania przyjęć we własnym domu.Wiązało się to oczywiście z wydatkami,pewnymi niedogodnościami i całym mnóstwem roboty dla gospodyni,niemniej jednak spraszanie gości na mały raucik,herbatkę tańcującą czy elegancką kolację stało się zwyczajnie modne.Zarówno dobrze sytuowani przedsiębiorcy,jak i znacznie ubożsi urzędnicy,sklepikarze i przedstawiciele mniej dochodowych profesji nie chcieli czuć się gorsi.Dlatego przy najróżniejszych okazjach bawiono się po domach,organizując sobie high life na miarę możliwości.
Jak zabłysnąć przed gośćmi?
Niejedna pani domu,której rodzina wybiła się na nieco wyższą stopę życia,marzyła o tym,by zabłysnąć w swoim nowym towarzystwie.Najlepiej było zrobić to właśnie w trakcie urządzanego przez siebie przyjęcia.Cały szkopuł tkwił w jednym dręczącym pytaniu:jak?W sukurs takim niepewnym siebie gospodyniom przychodziły ówczesne poradniki.Warszawskie Towarzystwo Wydawnicze„Bluszcz”w swojej serii Życie Praktyczne wypuściło składającą się z dwóch tomów książeczkę"Co,kiedy i jak podawać?"Była to istna skarbnica wiedzy.
Autorka pierwszej części we wstępie podkreślała,jak istotne jest przede wszystkim wrażenie estetyczne:
I dlatego niezmiernie ważną dla każdej pani domu jest umiejętność podawania potraw w formie właściwej,oddziałującej na apetyt za pomocą wzroku.Trzeba nie tylko umieć gotować potrawy i dysponować je bez wahania:trzeba też wiedzieć,co i kiedy należy podawać i w jaką ubrać formę.
Wszystko powinno nie tylko odpowiadać porze dnia,w której jest spożywane,ale i miejscu w jakim jest podawane.Po prawdzie zasady te nie uległy zmianie do dnia dzisiejszego.Zawsze lepiej na przykład elegancko ukroić kawałek pieczeni,położyć go na półmisku i polać z pomocą sosjerki lub odpowiedniej łyżki,niż niechlujnie rzucić kawał mięsa prosto na talerz i chlusnąć sosem z gara lub patelni.Niby smaku potrawy to nie zmienia,jednak wrażenia są nieporównywalne.Nasze prababcie,które nie miały okazji przyswoić sobie sztuki podejmowania gości w rodzinnych domach,musiały sobie radzić inaczej.Im wyżej się pięły w drabinie społecznej,tym więcej konwenansów je dopadało.Obiad.Współcześnie jedno-,lub dwudaniowy,ewentualnie z deserem.Do tego coś do picia i z głowy.Tymczasem przed wojną obiady można było podzielić na aż pięć kategorii!Skromny obiad codzienny,obiad„prowizoryczny”,ugotowany na szybko na kuchence po powrocie z pracy,pomiędzy innymi obowiązkami,obiad codzienny spożywany w późniejszych godzinach wieczornych,wystawny obiad wieczorny i obiad proszony.Można się pogubić.Zaznaczmy jednak,że taki„codzienny obiad”wcale nie był specjalnie skromny,a często pojawiali się na nim goście.Do jedzenia przed telewizorem,z talerzem na kolanach,miał się jak gotowy hamburger z mikrofalówki do burgera z sezonowanej wołowiny grillowanego na ogniu.Nijak.
Przede wszystkim wrażenie estetyczne
Do takiego posiłku stół miał być bowiem nakryty białym obrusem i serwetami,a do dyspozycji gości miały być odpowiednio duże serwetki do położenia na kolanach.Zastawa koniecznie jednolita,ładna i skromna.Dzisiaj używamy takiej raczej tylko od święta,a na co dzień często jadamy z talerzy nie do pary.Oprócz zastawy na stole musiały się znaleźć świeża woda w szklanym dzbanku lub karafce,solniczki,cukiernica z miałkim cukrem,naczynia z oliwą,octem i musztardą oraz koszyczek pełen świeżego pieczywa.Obok talerzy naturalnie nóż,widelec,łyżka,widelczyk i łyżeczka deserowa.Słowem,elegancja.Według autorów obu części poradnika"Co,kiedy i jak podawać?"każdy posiłek powinien być spożywany w odpowiedniej oprawie,łącznie ze śniadaniami(pierwszym i drugim).Żaden ze stołowników nie powinien się pojawiać w niedbałym,brudnym czy nieodpowiednim do pory dnia stroju.Tym bardziej,jeśli w domu zjawiali się goście.Największej staranności wymagały proszone kolacje.Kolacja proszona,podawana na większym zebraniu,raucie lub balu,ma swoje specjalne prawidła,do których stosować się musimy.Stół,nakryty podług wszelkich wymagań mody,zasłany jest białą,gładką lub zdobną koronkami bielizną stołową,zastawiony jednolitym porcelanowym serwisem,umiejętnie i prawidłowo rozmieszczonymi nożami i widelcami(…);wykwint i strojność potęguje szkło i kryształy kieliszków oraz świeże kwiaty i owoce.
Bez spektakularnego menu ani rusz
Chociaż na takie dictum dzisiejsi dietetycy złapaliby się za głowę,wytworny posiłek opisanego rodzaju podawano zwyczajowo po godzinie 22,a jeśli był on częścią balu to nawet o 1.Co wówczas jedzono?Zdecydowanie nie było to lekkie menu.W poradniku możemy znaleźć przykładowy jadłospis proszonej kolacji.Znalazł się w nim między innymi sandacz po parysku,pasztet na gorąco w kruchym cieście czy indyk z kasztanami.Do tego oczywiście sałatki i pikle.Nie mogło też zabraknąć deseru,czyli na przykład lodów dekorowanych wafelkami bądź bakaliami oraz owoców i czarnej kawy.Zwłaszcza zasadność serwowania tej ostatniej wydaje się być dyskusyjna,zważywszy na porę,jednak filiżanka małej czarnej była absolutnie nieodzowna.Taka góra jedzenia nie mogła być łatwa do przełknięcia późnym wieczorem,a mocna kawa pita o wspomnianej godzinie zdecydowanie nie ułatwiała później zaśnięcia.Z pozoru nieco mniej wystawne,jednak w rzeczywistości wymagające od gospodyni o wiele więcej logistyki,były przyjęcia bufetowe.Podczas eleganckiej kolacji wystarczyło usadzić gości i serwować dania,dbając o to,by były ciepłe i podane z odpowiednim alkoholem.A jednak przyszykowanie porządnego poczęstunku zwanego dzisiaj szwedzkim stołem zmuszało gospodynię do prawdziwej ekwilibrystyki.
Wielkie przemeblowanie
Przede wszystkim trzeba było przygotować stół.Ustawiano go zwykle w pokoju jadalnym,jednak przez wzgląd na gości i na…nerwy pani domu lepiej było usunąć z pomieszczenia wszystkie niepotrzebne sprzęty.Wszak w sytuacji,w którą wmieszany był alkohol,o drobne potknięcie urastające do rangi kompletnej katastrofy nietrudno.Bibeloty,antyczne sofy,stojące lampy i inne delikatne przedmioty musiały koniecznie zniknąć.Bufet ustawiano pośrodku pokoju,natomiast wszystkie krzesła lądowały pod ścianami,by goście przypadkiem nie rozsiedli się przy stole jak na staropolskiej biesiadzie.Drugi stół potrzebny był na alkohol.Na wszelki wypadek należało go dodatkowo zabezpieczyć,kładąc pod obrus ceratę.Im dłużej trwały takie przyjęcia,tym alkohol miał większą tendencję do rozlewania się w najmniej odpowiednich momentach,a przy tym modne w latach dwudziestych i trzydziestych politurowane wykończenie mebli było wrażliwe na jego działanie.Na stole z napojami wyskokowymi oprócz butelek zawierających procenty miały też stać kieliszki,dzbanki z lemoniadą,kruszonem oraz woda.Stół przeznaczony na bufet musiał być oczywiście przykryty obrusem,a na dwóch jego końcach koniecznie miały stać piramidy czystych talerzyków,sztućce(w zależności od menu widelce,noże,łyżki i łyżeczki) i kompotierki(naczynka szklane lub porcelanowe służące do podawania kompotów z owocami i lodów).W ramach dekoracji autorzy"Co,kiedy i jak podawać?"zalecali przede wszystkim kandelabry z płonącymi świecami oraz owoce.Te ostatnie łączyły przyjemne wrażenia estetyczne z bardzo ważną funkcją byciem deserem.Można je było podawać w koszach,na paterach,w porcelanie,w kształcie,jaki nadała im Matka Natura,lub wyrzeźbione w fantazyjne formy.Owoce jagodowe,podobnie jak truskawki,należało układać w misterne piramidki i dobierać z uwzględnieniem pory roku.Ewentualnie,jeśli pani domu chciała naprawdę zabłysnąć,zamiast owoców mogła zaserwować elegancki tort,stawiając go na środku,na honorowym miejscu bufetu.
Odrobina logistyki
Na takich przyjęciach podawano zimne potrawy,co miało swoje doskonałe uzasadnienie.Bez względu na to,czy gości obsługiwała pani domu,czy służąca,w każdym przypadku zaserwowanie gorących dań wymagało zbyt wiele zachodu(trzeba było postawić je w odpowiedniej temperaturze i utrzymać ją tak,by z czasem nie straciły smaku),a przy okazji roztaczały one wokół siebie przeróżne,niekoniecznie pożądane zapachy.Zamiast nich najwygodniejszą opcją były potrawy zimne,które nie tylko wystarczyło raz postawić na stół,ale i znikała kwestia pilnowania ich temperatury.Doskonale sprawdzały się pieczone mięsa i wędliny,na przykład sztufada,schab,rostbef,drób,dziczyzna,pięknie pokrojone na cieniutkie plasterki i elegancko ułożone.Podawane na soczyście zielonych liściach sałaty,ubrane gotowanymi jajami,piklami czy galaretkami warzywnymi,ewentualnie polane delikatnie galaretką mięsną po wierzchu,tylko po to,by dodać im błysku.Oprócz nich drobne przekąski,jak sardynki z puszki(ale nie śledzie przez wzgląd na zapach!)kanapeczki,różnorodne i artystycznie podane,sałatki z oliwą,octem lub ostrym bądź majonezowym sosem.Do tego nie mogło zabraknąć musztardy i różnych sosów,w tym chrzanu ze śmietaną i sosu tatarskiego.Prawdziwa uczta!Tylko nie można było zapomnieć o jednym naczyniach.Uprzednio przygotowane stosiki talerzy miały tendencję do zbyt szybkiego znikania.Trzeba było koniecznie na bieżąco pilnować zbierania,wynoszenia do kuchni i mycia brudnych talerzyków,inaczej nici z przyjęcia bufetowego,skoro goście nie mieli na czym jeść.Niesamowita zaradność,wyśmienite potrawy,jedyny w swoim rodzaju smak.

czwartek, 12 października 2017

Ilu seryjnych morderców grasowało w wiktoriańskiej Anglii?

Kamienicznik mordujący własnych lokatorów.Gang bezdusznych zabójców,odurzających ofiary przy użyciu opium,krępujących je i wrzucających do miejskich studni.Oraz kobieta,która przez dwie dekady zabiła nawet...czterysta osób.Czy ktokolwiek z nich był seryjnym mordercą?Nierzadko zdarza się,że przepisy mające na celu zapobieżenie bezeceństwom i występkom tylko napędzają kołowrót zbrodni.Tak było w Wielkiej Brytanii,gdzie aż do lat 30 XIX wieku surowo zakazywano przeprowadzania sekcji zwłok na jakichkolwiek denatach poza skazanymi na karę śmierci mordercami.W efekcie środowisko lekarskie stale narzekało na brak zwłok,potrzebnych do szkolenia nowych adeptów medycyny,do prowadzenia badań i do jakichkolwiek odkryć anatomicznych.Naukowcy,rozżaleni nierównym traktowaniem(przecież w innych krajach pozwalano kroić wszelkie anonimowe ciała,po które nikt się nie zgłosił!)uciekali się do metod pokątnych czy wręcz przestępczych.Jak podkreśla Sanjib K.Ghosh w pracy Human cadaveric dissection.A historical account,“przypadki rabowania grobów,porywania zwłok a nawet morderstw powodowanych chęcią zdobycia materiału do sekcji,stały się alarmująco częste”.
Porywacze zwłok,którzy nie chcieli czekać
Właśnie na tym tle swoją działalność rozwinęło dwóch obrotnych Irlandczyków,osiadłych w Edynburgu.W 1828 roku William Burke i William Hare zabili łącznie szesnaścioro kobiet i mężczyzn,następnie sprzedając ich zwłoki Robertowi Knoxowi jednemu z najbardziej wpływowych specjalistów z zakresu anatomii w całym kraju.Knox prowadził sekcje dwa razy dziennie.Ściągało na nie każdorazowo nawet czterystu adeptów medycyny i ciekawskich,doktor stale więc potrzebował nowych ciał.William Hare tymczasem był kamienicznikiem i swoją serię zabójstw w której asystował zaprzyjaźniony z nim William Burke zaczął od osłabionego chorobą lokatora domu.Burke i Hare mieli w zwyczaju upijać swoje ofiary,a następnie dusić je,gdy te były już zbyt zdezorientowane,by stawiać opór.Metodę tę prasa okrzyknęła mianem„burkingu”,od nazwiska jednego ze sprawców.Morderców schwytano dopiero po dziesięciu miesiącach,gdy przypadkiem nakryli ich dopiero czekający na swoją kolejkę do śmierci lokatorzy Burke’a.Kamienicznik został skazany na śmierć.Stracono go 28 stycznia 1829 roku,a jego ciało…oddano na potrzeby nauki.Zwłoki zostały poddane sekcji,natomiast szkielet Burke’a do dzisiaj jest eksponowany na wystawie Muzeum Anatomii Edynburskiej Szkoły Medycznej.O ponurym losie mordercy z ekscytacją rozpisywały się wszystkie bulwarówki,nie zdołały jednak odstraszyć potencjalnych naśladowców irlandzkiego tandemu.„Burking”szybko zyskał sobie popularność nie tylko w Szkocji,ale też w samy sercu Wielkiej Brytanii.
Naśladowcy krwawego procederu
W Londynie zaczął nawet działać cały gang znany pod nazwą„London Burkers”(londyńskich burkerów)ponownie ukutą od nazwiska najgłośniejszego z dostawców trupów.Burkerzy oferowali swoim bezdomnym i zabiedzonym ofiarom miejsce noclegu,a następnie otumaniali je rumem i nalewką z opium.Półprzytomnych nieszczęśników,przywiązanych do liny,wrzucali do studni,by ci sami utonęli.Ofiary były przynajmniej trzy.Przywódców gangu,Johna Bishopa i Thomasa Williamsa,powieszono 5 grudnia 1831 roku,a ich egzekucji przyglądało się trzydzieści tysięcy londyńczyków.Ciała jeszcze tego samego dnia oddano w ręce chirurgów prowadzący tak zwany Teatr Anatomii przy Windmill Street.Tak,by żądne pomsty tłumy nadal mogły mieć z nich uciechę.
Nowa matka dzieciom
Żniwo jakie zebrali burkerzy tak ci pierwsi,w Edynburgu,jak i wszyscy ich naśladowcy i tak niknie na tle zbrodniczych dokonań Amelii Dyer.Była ona jedną z tak zwanych fabrykantek aniołków.Kobiet przyjmujących na wychowanie niechciane dzieci i dokładających starań,by te jak najkrócej pożyły.Mniej wyrachowane fabrykantki ograniczały się do głodzenia i zaniedbywania swoich podopiecznych.Amelia początkowo też tak postępowała,stopniowo jednak przeszła od obojętności i sadyzmu,do zbrodni.Dyer,zamieszkała w Bristolu,reklamowała się w prasie,oferując,że za 10 funtów zaadoptuje dowolne dziecko,ściągając hańbę pozamałżeńskiej ciąży z tej czy innej nieszczęśnicy.Następnie dusiła niemowlęta białą taśmą,owijała ich ciała brązowym papierem pakowym i wrzucała je do Tamizy.Działała,z przerwami,przez dwie dekady.Gdy wreszcie ją schwytano,przyznała się do jednego tylko morderstwa.Zeznania świadków,zapytania matek,które oddały jej pod opiekę swoje pociechy oraz ślady odnalezione w domu Dyer wskazywały jednak bez porównania większą liczbę ofiar:od kilkudziesięciu do nawet kilkuset.Zbrodniarkę powieszono 10 czerwca 1896 roku.
Istota zbrodni
Autorzy artykułów poświęconych bristolskiej przestępczyni często określają ją mianem jednego z największych seryjnych morderców w dziejach.Specjaliści z zakresu psychologii i kryminologii mają jednak wątpliwości…czy Amelia Dyer w ogóle była seryjną morderczynią.Z taką samą rezerwą podchodzą też do klasyfikowania czynów Williama Burke’a,Williama Hare’a,Johna Bishopa czy Thomasa Williamsa.Problem dotyczy tego,jak właściwie rozumiemy pojęcie seryjnego mordercy.
Według francuskiego profesora historii najnowszej,Philippe’a Chassaigne,określenie to należy odnosić tylko do zbrodniarzy,którzy spełniają co najmniej jeden z trzech warunków:
  1. Są zafiksowani na jednym tylko typie ofiary
  2. W ich zbrodni jest element seksualny
  3. Ich czynom towarzyszą sadystyczne rytuały
Punkty te można odnieść do klasycznych seryjnych morderców,którzy zabijają po to,by zaspokoić swoje chore żądze i dać upust nieposkromionym obsesjom.Co jednak ze zbrodniarzami,którzy działali nie dla obmierzłych podniet,ale dla czystego zysku?Pieter Spierenburg,holenderski profesor historii kryminologii,twierdzi,że tych zwyrodnialców nie należy nazywać seryjnymi mordercami,ale:mordercami wielokrotnymi.Jeśli przyjmiemy jego nomenklaturę,okaże się,że w Wielkiej Brytanii czasów wiktoriańskich grasował jeden tylko znany seryjny morderca.Niesławny Kuba Rozpruwacz z londyńskiego Whitechapel.

Czarna wdowa mafii.Szalona i nieobliczalna kobieta,przy której żaden gangster nie był bezpieczny

Była jedną z najbardziej pożądanych kobiet w gangsterskim świecie.Kusiła niezwykłym seksapilem,pociągała wyjątkowym zuchwalstwem.I sprowadzała śmierć na każdego ze swoich partnerów.Margaret Collins,urodzona w 1900 roku,przybyła do Chicago jako dwudziestoparolatka.Miasto właśnie zyskiwało sobie sławę mafijnej stolicy Ameryki.Po wprowadzeniu w 1919 roku prohibicji na niespotykaną skalę rozwinął się tu nielegalny handel alkoholem.Jak podaje Dominic Candeloro,autor pracy Chicago’s Italians.A Survey of the Ethnic Factor,był to również jeden z tych ośrodków,które najboleśniej odczuły problem masowej imigracji.Właśnie przybysze z Starego Kontynentu zasilali szeregi dwóch gangów,prowadzących ze sobą krwawą wojnę uliczną:North Side,skupiającego Irlandczyków oraz Chicago Outfit,na którego czele stał pochodzący z Włoch Al Capone.Margaret postawiła na tych pierwszych.To oni stanowili dla kobiety kwintesencję męskości.Ją samą,jak pisał Cecil V.R.Thompson,cechowały bezczelność i niepohamowany pociąg do przemocy.Lubiła nosić przy sobie broń.Była zabójczo piękna,a do tego posiadała wyjątkową zdolność kamuflażu.Lodowate spojrzenie jej niebieskich oczu przeszywało patrzących.Wydawała się idealną dziewczyną dla każdego gangstera…
Paskudna słabość
Meg lubiła wypić.I nieraz zdarzało jej się przesadzić z ilością spożywanego alkoholu.Wtedy odzywała się w niej specyficzna słabość,jaką miała do muzyków.Szczególnie pociągało ją rzucanie w nich kostkami lodu.A jeśli jeden z artystów dodatkowo okazywał się rudzielcem pokusa rozrywki była niemal nie do odparcia.Gdy więc 7 grudnia 1923 roku Margaret wybrała się ze swoim nowym chłopakiem do klubu Rendez-Vous przy Diversey Parkway 626 i grający tam pianista okazał się rudy jedną z pierwszych reakcji dziewczyny była prośba o wiaderko z kostkami lodu.Kelner niezbyt przejął się jednak dziwną zachcianką kobiety i to go zgubiło.Ale nie tylko jego.John Sheehy,opryszek z North Side,został przez swoją partnerkę niemalże zmuszony,aby stanąć w obronie jej honoru.W przypływie gangsterskiego natchnienia zabił nie tylko kelnera,ale i kierownika sali.Chwilę później sam skończył jednak podziurawiony policyjnymi kulami niczym sito.Jak podała Rose Keefe w biografii O’Baniona,Margaret przywdziała swój pierwszy kir po gangsterze.Wystawiła mu nawet pomnik.A następnie rozpoczęła śmiertelny pochód wśród chicagowskich mafiosów.
Krwawe żniwo
Po śmierci Sheehy’ego Margaret nie rozpaczała zbyt długo.Niespełna dwa tygodnie później znalazła sobie nowego partnera.Był to John Phillips.Oficjalnie:przedsiębiorca,mniej oficjalnie:handlarz alkoholem.Romans z kolejnym gangsterem zakończył się równie szybko jak jej poprzedni związek.Ponownie wszystko rozegrało się w barze,gdzie tym razem nie kelner,ale muzyk nie przypadł do gustu wybrednej Margaret.Urażona samą obecnością artysty,poprosiła partnera o interwencję,która skończyła się jego własną śmiercią.
Jak można przeczytać w nowej książce Diane Ducret pt."Kobiety mafii":
Tak oto Margaret znów kroczy w kondukcie pogrzebowym.Ponowna żałoba przynosi jej w środowisku ksywkę Pocałunek Śmierci i umacnia renomę kobiety,z którą jeśli nie śpieszno Ci na spotkanie z kostuchą lepiej się nie wiązać.Chociaż śmierć Philipsa przyniosła Margaret rozgłos,prawdziwą sławę zapewniła jej dopiero kolejna„zdobycz”:Dean O’Banion.Ten Irlandczyk był już prawdziwą szychą w strukturach Chicagowskiej mafii.Podejrzany jak relacjonowała Rose Keefe o ponad dwadzieścia zabójstw stał na czele gangu North Side,trzymając w garści polityków na najwyższych stanowiskach.Przy tym elegancki,ubierający się w stylu angielskiego lorda z włosami ułożonymi w falę nie mógł nie zrobić wrażenia na kobiecie.Miał jednak ogromną wadę:nie dość,że był żonaty,to jeszcze darzył swoją małżonkę uczuciem.Margaret musiała pogodzić się z byciem wyłącznie“tą drugą”.I nie skończyło się to happy endem.
W książce Kobiety mafii czytamy:
W październikowy wieczór 1924 roku kobieta,która zmienia kolor włosów szybciej,niż jej kochankowie uchylają się przed kulami tym razem w wydaniu“płomienna miedź”szykuje się do wyjścia.Na kolację zaprosił ją najbardziej wpływowy obywatel Chicago,Dean O’Banion.
Na kolacji,prócz zaproszonej przez gangstera Meg,była obecna także żona Deana oraz jego prawa ręka Mike Carozzo,również z partnerką.Trzy kobiety mafii w jednym miejscu nie mogły zwiastować niczego dobrego.„Nieco wstawiona i z natury pobudliwa”Margaret zareagowała nazbyt emocjonalnie na uwagi pozostałych pań o prześladującym ją śmiercionośnym pechu.Awantura zakończyła się bójką panów,którzy stanęli w obronie swoich partnerek.Kilka dni później doszło do nieudanego zamachu na Carozzo.Seria wzajemnych porachunków zdawała się nie mieć końca,aż 10 listopada 1924 roku O’Banion padł martwy,dostając sześć pocisków w głowę,szyję i klatkę piersiową.Czyżby to Margaret wyeliminowała jednego z najgroźniejszych mafiosów Chicago?
Do…ośmiu razy sztuka
Tak pomyślało nie tylko całe miasto,wypełnione po brzegi dziennikami piszącymi o„fatalnej kobiecie”,ale i policja,która dość szybko zatrzymała Collins.Brakowało jednak dowodów.Czy można aresztować kogoś za przynoszenie pecha?Niestety dla jej przyszłych kochanków nie.Irving Schling,kolejny partner Margaret,nie wierzył w klątwę spoczywającą na ukochanej,drwiąc sobie z zakładów,które robiono o jego życie.Jednak dość szybko,bo“28 sierpnia 1925 roku o godzinie szóstej czterdzieści pięć dwudziestojednoletni Irving zostaje znaleziony na obrzeżach miasta.Zginął od strzału w kark”.Znów w żałobie,Meg postanowiła poszukać szczęścia w innym mieście,gdzie wkrótce doprowadziła do śmierci kolejnego kochanka.Po siedmiu w sumie zgonach,wreszcie trafił się jeden,który przeżył.Pytanie brzmi:czy Sol Feldman,ostatni partner Collins,był odporny na działanie ciążącego na niej pecha czy może był na tyle sprytny,by nie dać się zabić?
Niezwykła femme fatale czy zwykła zbrodniarka?
Jak czytamy w książce"Kobiety mafii"autorstwa Diane Ducret:
Margaret była niezwykle zajęta:trwałe ondulacje,wraz z każdym nowym ukochanym zmiana koloru włosów,przesłuchania na policji,a zwłaszcza składanie kwiatów na grobach ma już ich pod swoją opieką siedem.W każdym spoczywa gangster,którego kochała!A jednak nie wyczerpała zapasu łez.
Jeśli będzie trzeba,wyleje ich całe wiadra na następnym pogrzebie i nie zamierza iść do klasztoru!Jak pomyślała,tak też uczyniła.Znalazła ósmego gangstera,który wkrótce stanął jak jego poprzednicy na granicy światów.
W 1933 roku„Chicago Tribune”świeciło nagłówkiem:
„Ukochany nr 8 fatalnej dziewczyny bliski śmierci",
a„Pittsburgh Post-Gazette”donosiło:
„Klątwa kobiety mafii dosięgła ósmego gangstera”.Ku zaskoczeniu wszystkich:Feldman przeżył policyjny ostrzał!
Z czasem wyszły na jaw nieznane dotąd okoliczności poprzednich zgonów,niewynikłych z policyjnej interwencji,a prasa i policja zaczęły łączyć fakty.Kolejni kochankowie Margaret okazywali się łównymi podejrzanymi o zabójstwo poprzednich.Nie było jednak kogo sądzić,a kobiecie,której dcisków nie znaleziono na żadnym narzędziu zbrodni nie można było postawić zarzutów.Feldman,jedyny wyszły cało ze związku z Collins,wyrównał rachunki sam:rozbił byłej artnerce butelkę na głowie i upokorzył ją przed wszystkimi.Margaret opuściła miasto,w którym yskała podczas swojego krótkiego pobytu szereg różnych przydomków:Szalona Meg,Czarna Wdowa,a w końcu:Pocałunek Śmierci.Ulubienica ówczesnej prasy pozostała zagadką także dla policji.Czy była na tyle wyrachowana i przebiegła,aby eliminować kolejnych kochanków nie wzbudzając żadnych podejrzeń?Czy może po prostu wiązała się z gangsterskimi nieudacznikami,którzy nie potrafili utrzymać się przy życiu?Nagłe interwencje policji,brutalne napaści,a w końcu tajemnicze zgony jej kolejnych siedmiu narzeczonych pozostały niewyjaśnione. Nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności.A sama Margaret?
W końcu wpadła w ręce policji,ale za kradzież.Bez kochanka-gangstera nie mogła już sobie pozwolić na najdroższe futra,które stanowiły jej drugą po muzykach-rudzielcach słabość.Szybko jednak umknęła po raz kolejny tym razem przywłaszczając sobie pieniądze wpłacone jako kaucja za kogoś zupełnie innego.Podobno wyszła za mąż.Podobno prowadziła sklep z zabawkami.Podobno.Bo nikt nie wie ani jak naprawdę żyła,ani jak umarła.