Jeśli przyspieszenie ocieplenia klimatu nie zostanie zahamowane,a władze nie zainstalują zabezpieczeń przeciwpowodziowych,do 2100 r.cała Wenecja zniknie pod wodą.Zabytkowe miasto zostanie zalane,bo wg prognoz,poziom Morza Śródziemnego wzrośnie o 140 cm.Ten sam los spotka obszar o długości ok.283 km na wybrzeżu północnego Adriatyku,a także część zachodniego wybrzeża Włoch.Autorzy publikacji w piśmie Quarternary International postulują,że do końca tego stulecia morze pochłonie 5500 km2 równin przybrzeżnych.Naszą metodę,opracowaną dla wybrzeża Włoch,można odnieść do innych obszarów przybrzeżnych świata,które zgodnie z prognozami,zostaną zalane przez morze wskutek globalnego ocieplenia klimatu podkreśla główny autor badań Fabrizio Antonioli z Agenzia nazionale per le nuove tecnologie,l'energia e lo sviluppo economico sostenibile(ENEA).Naukowcy kompilowali dane ze źródeł historycznych,zdjęć lotniczych,badań terenowych i paleomodelowania poziomu morza,by ustalić,co się stało z kamieniołomami z wybrzeża Morza Śródziemnego,z których niegdyś wydobywano materiał na żarna.W ten sposób mogli ocenić zmiany w poziomie morza,jakie zaszły od ich porzucenia(w sumie pod uwagę wzięto 13 stanowisk archeologicznych z Włoch,Hiszpanii,Francji,Grecji oraz Izraela).Okazało się,że w ostatnim tysiącleciu poziom morza wzrósł o 32 cm.W związku z przewidywanym dalszym wzrostem poziomu wód szczególnie zagrożone są 33 obszary na terenie Włoch.Dotyczy to,m.in.linii brzegowej między Triestem i Rawenną,Parco regionale del Delta del Po Veneto,gdzie żyją setki flamingów czy Fiumicino w regionie Lacjum.Szacuje się,że we Włoszech w obrębie 10 km od brzegu żyje ok.75% populacji.
sobota, 13 maja 2017
Pyton ze wzorem emoji
Parający się doborem hodowlanym gadów Justin Kobylka z Georgii doczekał się po 8 latach starań pytona królewskiego ze wzorem z uśmiechniętych symboli emoji.Kobylka uzyskał w swojej karierze wiele interesujących okazów,jednak pyton królewski emoji to prawdziwa perełka.Na pytonie odmiany barwnej piebald-lavender albino widnieją 3 łaty w formie uśmiechniętej buźki.Unikatowe umaszczenie to skutek mutacji recesywnych.Amerykanin sądzi,że dzięki niezwykłemu wyglądowi jego wąż może być wart nawet 4500 dol.Nie ma jednak w planach jego sprzedaży.Ponieważ oglądając w Sieci zdjęcia węża,ludzie często twierdzili,że to fake i przykład sprawnego wykorzystania Photoshopa,Kobylka nagrał film z gadem w roli głównej i zamieścił go na YouTube'ie.Jak można się było spodziewać,niedowiarków i tak to nie przekonało,bo wg nich,pyton był zbyt sztywny i się nie ruszał.
Fukushima bezpieczna?
Japońscy naukowcy informują,że mieszkańcy okolic Fukushimy mogą bezpiecznie wrócić do swoich domów.Poziom radioaktywności nie jest duży i zmniejszył się on głównie z powodu naturalnego rozpadu pierwiastków promieniotwórczych i erozji spowodowanej opadami deszczu.Kosztowny program dekontaminacji odegrał znacznie mniejszą rolę.Makoto Miyazaki,radiolog z Uniwersytetu Medycznego w Fukushimie oraz Ryugo Hayano,fizyk z Uniwersytetu Tokijskiego przeanalizowali dane dotyczące poziomu radioaktywności we wsi Date,która nie została ewakuowana.Okdryli,że w latach 2011-2013 radioaktywność zmniejszyła się o 60%.Ocenili też,poziom radioaktywności na przestrzeni kolejnych 70 lat.Z obliczeń wynika,że w strefie A,najbardziej zanieczyszczonym obszarze Fukushimy,średnia dawka promieniowania,jaką w związku z wypadkiem przez całe życie przyjmie mieszkaniec,wynosi 18 milisiwertów(mSv).Tymczasem,Międzynarodowa Organizacja Ochrony Radiologicznej uznaje za akceptowalne dawki 1-20 mSv rocznie.Ponadto 18 mSv przez całe życie to mniej niż otrzymujemy z naturalnego promieniowania skorupy ziemskiej i wysokoenergetycznych cząstek wpadających do atmosfery.Miyazaki i Hayano zbadali też,czy przeprowadzony w Date kosztowny program dekontaminacji,który polegał m.in.na myciu dachów i usunięciu wierzchniej warstwy gleby,przyczynił się do zmniejszenia promieniowania.Uczeni sprawdzili dane dotyczące ilości promieniowania przyjętego prze 425 osób mieszkających w strefie A i stwierdzili,że nie ma dowodów na spadek promieniowania w czasie prowadzenia prac odkażających.Kathryn Higley z Oregon State University mówi,że nie jest zaskoczona takimi wynikami badań.Uczona przypomina,że dekontaminację prowadzono tylko w pobliżu domów mieszkalnych,a ludzie nie przesiadują ciągle w domach.
Rosyjska biblioteka zdigitalizowała kolekcję najstarszych druków
Naukowcy z Tomskiego Uniwersytetu Państwowego zdigitalizowali zbiór 26 inkunabułów.Choć,wg Incunabula Short Title Catalogue Biblioteki Brytyjskiej,żadna z tych publikacji nie jest szczególnie znana,niektóre pozycje są naprawdę rzadkie.Kopie jednej z nich znajdują się np.tylko w Bibliotece Badawczej Uniwersytetu Tomskiego i w Niemczech.Chodzi o Fundamentum Scholarium[wydawcą jest Deventer:Richard Paffraet],podręcznik dot.gramatyki,pisowni i metryki[...].Inkunabuł zachował się[...]we wspólnej oprawie z kilkoma innymi dziełami wyjaśnia Gienadij Kwitko z Działu Ksiąg Rzadkich.Najstarsze z inkunabułów datują się na rok 1470.Znaczącą część kolekcji stanowi średniowieczna literatura teologiczna.Znalazły się w niej również wydania starożytnych autorów czy dzieła z zakresu nauki naturalnej.Jeden z inkunabułów to dar Kazańskiego Uniwersytetu Państwowego.Reszta pochodzi z prywatnych kolekcji lub antykwariatów.Digitalizacja zaczęła się w 2016 r.Inkunabuły to pomniki wczesnej historii druku.Mają wielką wartość.Porównując je z późniejszymi książkami,widzimy,jak ewoluowała technologia druku[...]podsumowuje Kwitko.
W granicach Bielska-Białej odkryto kompleks 4 jaskiń
Członkowie Stowarzyszenia Ochrony Jaskiń(z Grupy Malinka w Wiśle)znaleźli na terenach leśnych w granicach Bielska-Białej kompleks 4 jaskiń.Odkrycia dokonał Jakub Pysz.W pracach badawczych brali również udział Mateusz Cieślar i Bartłomiej Juroszek.Wg Lokalnej Organizacji Turystycznej Beskidy,jaskinie,których dokładnej lokalizacji nie zdradzono,są położone na obszarze o promieniu 150 m.Największą z jaskiń nazwano Jaskinią Żółtodzioba.Ma ponad 100 m długości i głębokość 15 m.Na antenie Radia Bielsko Juroszek powiedział,że w środku Jaskini Żółtodzioba znajduje się sala o długości 10 i szerokości 2,5 m.Jej cechą charakterystyczną jest zwisający ze stropu obelisk o niespotykanych dotąd w Beskidach rozmiarach.Speleolodzy nazywają ponad 5-tonową skałę"żądłem".Na razie zwiedzanie nowo odkrytych jaskiń byłoby niebezpieczne.Wśród powodów wymieniane są wąskie przejścia i osuwiska.Poza tym trwa inwentaryzacja.Grupa Malinka,Organizacja Turystyczna i Studenckie Koło Naukowe Reset z Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku opracowują materiały kartograficzne.Za kilka tygodni zainteresowani speleologią będą mogli odbyć w Internecie wirtualny spacer po jaskini.
Pastor ze Sierra Leone znalazł jeden z 20 największych surowych diamentów świata
Pastor Emmanuel Momoh z dystryktu Kono w Sierra Leone znalazł jeden z 20 największych na świecie surowych diamentów;709-karatowy kamień trafił do depozytu w Banku Centralnym we Freetown.Na razie nie oszacowano wartości kamienia.Wiadomo jednak,że to największy diament,znaleziony w Sierra Leone od 1972 r.(45 lat temu znaleziono 969-karatową Gwiazdę Sierra Leone).Przed umieszczeniem w banku diament pokazano prezydentowi Ernestowi Bai Koromie,który podziękował przywódcy lokalnej społeczności,że kamień nie został przeszmuglowany za granicę.
„Doktor Google”coraz popularniejszy
Europejczycy uwielbiają„doktora Google'a”.Ku przerażaniu lekarzy coraz więcej osób szuka w internecie porad medycznych,najwyraźniej uważając,że witryna internetowa może zastąpić studia i wieloletnie doświadczenie.Niewątpliwą zaletą istnienia„doktora Google'a”jest fakt,że nie trzeba się rejestrować i czekać w kolejce do lekarza.Wady i konsekwencje korzystania z porad medycznych w internecie każdy może sobie sam wyobrazić.Wykres przygotowany przez serwis Statista na podstawie danych Eurostatu pokazuje,jak w 12 krajach wzrósł odsetek osób szukających w internecie porady medycznej.Szczególnym uwielbieniem„doktor Google”cieszy się w Luksemburgu.Korzysta tam z niego aż 71% osób w wieku 16-74 lat.Jeszcze w roku 2006 odsetek ten wynosił poniżej 30%.W zestawieniu ujęto także Polskę.W naszym kraju widzimy wzrost z około 10 do 40 procent.Warto wziąć pod uwagę fakt,że statystyki obejmują też kwestie dotyczące porad dietetycznych.Pytanie wyszukiwarki o odpowiednią dietę jest niewątpliwie bezpieczniejsze niż pytanie jej o niepokojące nas objawy zdrowotne.Wciąż jednak pokazuje,jak wielkim zaufaniem cieszą się witryny internetowe.A„doktor Google”kusi.Przy obecnym rozwoju technologii możemy łatwiej wyszukiwać,przeglądać i umieszczać własne materiały.Jeśli mamy możliwość wykonania smartfonem zdjęcia niepokojącej nas zmiany na skórze i natychmiastowego wysłania jej na forum medyczne,to taka możliwość niewątpliwie kusi.Musimy jednak pamiętać,że o ile zmieniła się technologia,to nie zmieniła się wiarygodność internetowych porad.Wciąż nie wiemy,kto tak naprawdę umieścił poradę i czy ma jakiekolwiek podstawy,by jej udzielić.W 2006 roku na łamach New England Journal of Medicine ukazał się artykuł,gdzie opisano 26 przypadków chorych,którzy przed postawieniem diagnozy przez lekarza poradzili się„doktora Google'a”.Okazało się,że jedynie w 15% przypadków internetowa diagnoza została prawidłowo postawiona.Gdyby nasz lekarz prawidłowo diagnozował nas jedynie w połowie przypadków,to szybko poszukalibyśmy pomocy u kogoś innego.Jeśli więc szukamy porad zdrowotnych przez internet,zawsze warto potwierdzić to,czego się dowiedzieliśmy,u lekarza.Będziemy mieli przynajmniej pewność,że ukończył on studia medyczne.
Zabójca dronów nie musi płacić odszkodowania
W połowie 2015 roku opisywaliśmy przypadek Williama Mereditha,który zestrzelił drona latającego nad jego podwórkiem.Mężczyzna został wówczas aresztowany,a kilka miesięcy później sąd oczyścił go z zarzutów narażenia osób postronnych i wandalizmu.Teraz sąd federalny oddalił pozew właściciela drona,Davida Boggsa,który domagał się odszkodowania za zniszczone urządzenie.Sędzia Thomas B.Russell zgodził się z argumentacją prawników Mereditha,którzy twierdzili,że sąd federalny nie powinien zajmować się tą sprawą.Prawnicy Boggsa twierdzili zaś,że jako iż dron znajdował się w powietrzu,to podlegał regulacjom Federalnej Administracji Lotniczej(FAA),zatem sprawa należy do sądu federalnego.FAA nie była jednak stroną sporu i sąd uznał,że kwestię odszkodowania powinny rozstrzygnąć sądy stanowe.Prawnik Boggsa może teraz zwrócić się do sądu z zapytaniem,czy od decyzji przysługuje apelacja do Okręgowego Sądu Apelacyjnego.Cała sprawa rozbija się tutaj o brak jasnych uregulowań prawnych określających wysokość,na jakiej przestrzeń powietrzna nad czyjąś nieruchomością należy do właściciela tej nieruchomości.Najbliższy rozstrzygnięcia tej kwestii był Sąd Najwyższy USA,który w roku 1946 orzekł,że pewien farmer może rościć sobie prawa do 83 stóp(25 metrów)przestrzeni powietrznej nad swoją posiadłością,może zatem domagać się od wojska odszkodowania za to,że zbyt nisko latające samoloty niepokoją jego zwierzęta hodowlane.Poproszeni o komentarz eksperci stwierdzili,że sąd miał rację oddalając sprawę o odszkodowanie i prawo przelotu nad czyjąś posiadłością,gdyż w obecnym stanie prawnym powinno być to rozstrzygane na podstawie prawa stanowego,nie federalnego.Oficjalne uznanie,że przestrzeń powietrzna do jakiejś wysokości jest prywatna będzie rodziło cały szereg problemów związanych np.z komercyjnym wykorzystaniem dronów.Może się bowiem okazać,że na ich używanie nie wystarczy zgoda Federalnej Administracji Lotnictwa,ale trzeba będzie też negocjować z właścicielami nieruchomości.Tymczasem Meredith zaczął zarabiać na całej sprawie sprzedając koszulki z napisem„Drone Slayer”.
Koniec z kapaniem wina z butelki
Fizyk z Brandeis Uniersity stworzył niekapiącą butelkę na wino.Daniel Perlman,miłośnik wina i wynalazca,przez 3 lata analizował przepływ cieczy przez górną część szyjki.Okazało się,że by wyeliminować kapanie,wystarczy zrobić coś bardzo prostego:wyciąć rowek tuż pod wylotem butelki.Perlman ma na swoim koncie ponad 100 patentów na całą gamę przedmiotów:od specjalistycznego sprzętu laboratoryjnego po zminiaturyzowany domowy wykrywacz radonu.Na rynku już teraz można kupić produkty zapobiegające wylewaniu wina.Korzystanie z nich oznacza jednak nakładanie czegoś na szyjkę butelki.Perlman nie chciał zaś,by po zakupie wina konsumenci musieli pamiętać o czymś jeszcze.Planowałem zmienić samą butelkę na wino.Nie zamierzałem nikogo narażać na dodatkowe koszty czy niewygodę w postaci zakupu dodatkowych akcesoriów.Pomyślał więc,że gdy przeanalizuje procesy fizyczne,może będzie w stanie skonstruować niekapiącą butelkę.Amerykanin analizował po klatkowe nagrania nalewania wina.Zaobserwował,że kapanie jest najsilniejsze,gdy butelka jest pełna lub prawie pełna.Strumień wina"odgina się"na szczycie szyjki i spływa po boku butelki,bo szkło jest hydrofilowe,co oznacza,że przyciąga wodę.Przy pomocy inżyniera Grega Widberga Perlman nawiercił diamentowym narzędziem rowek tuż pod szczytem szyjki.Gdy kropla dociera do rowka,nie pokonuje go i nie spływa dalej,ale spada do kieliszka razem z resztą alkoholu.Naukowiec podkreśla,że nalewając wino z pełnej lub prawie pełnej butelki,trzeba lekko unieść jej wylot w stosunku do kieliszka.By kropla wina była w stanie pokonać rowek,musiałaby albo poruszać się w jego wnętrzu w górę wbrew grawitacji,albo mieć wystarczający pęd,by przeskoczyć z jednej jego strony na drugą.Po wielu próbach Perlman ustalił idealne wymiary rowka:ok.2 mm szerokości i ok.1 mm głębokości.Warto przypomnieć,że obecny dizajn butelki na wino datuje się na początek XIX w.
Larwy,które przetwarzają odpady,np.styropian
Czy larwy mącznika pomogą w rozkładzie polistyrenu?Badania nad takim rozwiązaniem prowadzą młodzi naukowcy z Wydziału Inżynierii Środowiska Politechniki Wrocławskiej.W przyszłości może to pomóc m.in.w pozbyciu się stert styropianu zalegającego na składowiskach.Mącznik młynarek to chrząszcz z rodziny czarnuchowatych,który występuje na przykład w źle utrzymanych magazynach zboża,ale także pod korą drzew i w gniazdach ptaków.Larwy mącznika mają wielkość ok.30 mm,są hodowane jako pokarm dla wielu gatunków jaszczurek i drapieżnych bezkręgowców,a także wykorzystywane przez wędkarzy jako przynęta.Owady te żywią się produktami zbożowymi m.in.mąką,otrębami i sucharami,ale są w stanie zjeść również drewno oraz,co pokazały ostatnie badania,produkty polistyrenowe.Właśnie tym tematem postanowili zająć się Radosław Rutkowski,doktorant na Wydziale Inżynierii Środowiska i Magdalena Bożek,studentka działająca w Sekcji Biomonitoringu Koła Naukowego Environmental Team.Nasz projekt ma na celu sprawdzenie wpływu larw mącznika na biodegradację polistyrenu,czyli popularnego styropianu.Dotychczas brak było w literaturze światowej informacji na ten temat.Dopiero w ostatnim czasie pojawiły się publikacje,w których,oprócz części czysto teoretycznej,znalazły się pierwsze wyniki badań prowadzonych nad tymi owadami.Temat jest więc mało znany i ciekawy,dlatego zdecydowaliśmy się rozpocząć badania na naszej uczelni mówi Magdalena Bożek.Pierwszym etapem jest sprawdzenie,jak larwy mącznika radzą sobie z różnymi formami przetworzonego polistyrenu od typowo budowlanego,który jest wykorzystywany np.do ocieplania budynków,przez opakowania służące do przenoszenia żywności,polichlorek winylu(stosowany m.in.do produkcji wykładzin),aż po polilaktyd,który stosowany jest w implantach dentystycznych czy niciach chirurgicznych.Do każdego pudełka trafia ok.20 sztuk larw mącznika,a sam eksperyment trwa co najmniej cztery tygodnie.W tym czasie regularnie ważymy i liczymy larwy,bowiem zdarzają się wśród nich przypadki kanibalizmu.Styropian,na którym żerują,nie zawsze im wystarcza i wtedy może dojść do takiej właśnie sytuacji wyjaśnia studentka.Pierwsze zebrane wyniki pokazują ubytek masy mączników,które żywiły się różnymi formami polistyrenu.Oznaczono też zawartość białek,tłuszczów i cukrów w poszczególnych larwach,żeby poznać przyswajalność tego materiału.Okazało się,że larwy karmione mąką i mające dostęp do wody mają w sobie dużo więcej tych związków niż te karmione polistyrenem.Tworzywa sztuczne nie są więc dla nich optymalnym pokarmem,ale mimo to żywiąc się nim,są one w stanie przetrwać tłumaczy Magdalena Bożek.Kolejnym etapem badań będzie próba wyizolowania bakterii z jelit larw mącznika,dzięki którym owady mogą trawić polistyren.Wiadomo,że bakterie te są w stanie rozłożyć polimery,naukowcom z Chin udało się już określić ich rodzaje,jednak nie wyizolowano ich.Tymi badaniami na PWr zajmuje się dr hab.Justyna Rybak,opiekunka Sekcji Biomonitoringu KN Environmental Team.Jeśli dalsze badania pozwolą na dokładne poznanie tych bakterii,to być może uda się je wykorzystać na skalę przemysłową do biodegradacji tworzyw sztucznych już bez użycia samych owadów.Konieczne są jednak dodatkowe badania i dokładna analiza uzyskanych wyników podkreśla studentka,a Radosław Rutkowski dodaje,że do badań wykorzystywane są jak najmłodsze larwy,bowiem wówczas można także obserwować ich rozwój w zależności od różnego rodzaju pożywienia.Mączniki okazują się więc znakomitym materiałem do badań są bardzo wytrzymałe,ich hodowla jest łatwa i tania.Dodatkowo owady te nadają się do jedzenia przez ludzi i co więcej w przyszłości mogą rozwiązać problem braku żywności na świecie.Larwy mącznika nazywane bywają tzw.superfoods,bo zawierają w sobie bardzo dużo białka i aminokwasów,dlatego z powodzeniem mogły rozwiązać problem głodu w wielu krajach.Otwiera to także nowe kierunki do badań,np.sprawdzenie w jaki sposób kumulują się w nich różne toksyczne związki i czy mogą być one w jakimś stopniu szkodliwe dla człowieka mówi doktorant.Badania nad larwami mącznika prowadzone są od lipca,a w ostatnim czasie do projektu dołączyli naukowcy z Wrocławskiego Uniwersytetu Przyrodniczego.
KN Environmental Team
Działające na Wydziale Inżynierii Środowiska Koło Naukowe Environmental Team powstało w 2011 r.Zrzesza ono studentów oraz doktorantów Politechniki Wrocławskiej z kierunków Inżynieria Środowiska i Ochrona Środowiska.Koło podzielone jest na pięć sekcji:Sekcja Wodociągów i Kanalizacji,Sekcja Biomonitoring,Sekcja Biotechnologia Środowiska,Sekcja Czyste i Zdrowe Powietrze oraz Sekcja Gospodarka Odpadami.Opiekunem naukowym koła jest prof.Izabela Sówka.Działalność Koła opiera się przede wszystkim na prowadzeniu badań naukowych,udziale w szkoleniach i konferencjach, rganizacji wycieczek dydaktycznych oraz współpracy z przedsiębiorstwami.
Uber wycofuje się z Danii
Uber skończył działalność w Danii.18 kwietnia,firma przewiozła tam ostatniego pasażera.Przyczyną zamknięcia duńskiego oddziału są nowe regulacje prawne wprowadzone przez rząd w Kopenhadze.To niekoniecznie jest ostateczne pożegnanie z Danią,ale to sygnał do polityków,że musimy wyciągnąć konsekwencje z proponowanych uregulowań prawnych.Nie możemy działać w takim stanie prawnym,jaki jest proponowany mówił rzecznik prasowy Ubera.Nowe przepisy wymagają,by wszystkie taksówki a pojazdy Ubera są za takie uważane były wyposażone w czujniki nacisku na siedzenie,kamery wideo oraz taksometry.Uber ma w Danii 2000 kierowców,z których usług korzysta 300000 osób.A prawodawcy stwarzają mu coraz większe problemy.Duńskie sądy uznały,że Uber jest nielegalnym przedsiębiorstwem taksówkowym.Z przedsiębiorstwem walczą też rządy w wielu innych krajach,jak na przykład Niemcy i Francja.Rządzącym nie podoba się,że prywatne osoby mogą bez zgody urzędnika świadczyć sobie usługi.Do takiej postawy polityków przyczynia się lobbing korporacji taksówkarskich,dla których często tańsze i solidniejsze usługi kierowców Ubera stanowią poważną konkurencję.
Latem odbędzie się światowa premiera nieukończonej opery Liszta
Latem tego roku będzie miała miejsce premiera nieukończonej opery węgierskiego kompozytora,jednego z najwybitniejszych przedstawicieli romantyzmu w muzyce Ferenca Liszta.Znany tylko garstce specjalistów manuskrypt przeleżał prawie 2 wieki w niemieckim archiwum.Ukończony został tylko jeden akt opery.Generalnie utwór uznawano za fragmentaryczny i często nieczytelny.W 1849 r.Liszt zaczął komponować włoską operę,ale w połowie ją porzucił.Muzyka,którą skończył,przeleżała w archiwum blisko 170 lat.To coś zapierającego dech w piersi:unikatowa mieszanka liryki w stylu włoskim i harmonicznej kreatywności.Niczego takiego nie znajdziemy w całym świecie opery.Choć dostrzegalny jest charakterystyczny melodyjny język Liszta,opera powstawała w czasie odkrywania przez kompozytora oper Wagnera.Jedynym źródłem opery jest manuskrypt złożony ze 111 stron muzyki dla fortepianu i śpiewaków.Zawsze zakładano,że niemożliwe jest złożenie wszystkich części w całość,ale po zbadaniu szczegółów zapisu stało się jasne,że Liszt utrwalił wszystkie kardynalne elementy 1 aktu opowiada David Trippett z Wydziału Muzyki Uniwersytetu w Cambridge.Pierwszy akt zostanie wydany w 2018 r.przez Editio Musica Budapest(Universal Music Publishing).Nad odtworzeniem muzyki na postawie notacji Liszta pracował Trippett.Odkodowaniem włoskiego tekstu zajęła się zaś Francesca Vella(również z Uniwersytetu w Cambridge).Rola przetłumaczenia libretta z włoskiego na angielski przypadła muzykologowi Davidowi Rosenowi.Libretto bazuje na dramacie George'a Gordona Byrona Sardanapal.Jest to historia kochającego pokój króla Asyrii,który bardziej niż politykę i wojnę ukochał kobiety i hulanki.Dziesięciominutowa scena z opery zostanie wykonana w ramach finału BBC Singer of the World przez armeńską sopranistkę Anush Hovhannisyan.
Czesi odkrywają tajemnice 100-letniego piwa
Odkryte dwa lata temu w Czechach 3 butelki ok.100-letniego piwa pozwolą naukowcom lepiej zrozumieć praktyki browarnicze z początku XX w.a także zmiany zachodzące w trunku na przestrzeni dłuższego czasu.Jana Olšovská i jej zespół uważają,że dwa piwa zepsuły się wskutek zanieczyszczenia mikroorganizmami,zaś trzecie zestarzało się naturalnie.Piwo najprawdopodobniej 3 lagery znaleziono podczas odbudowy starego browaru w Záhlinicach na Morawach.Wyprodukowano je mniej więcej w czasie I wojny światowej i przechowywano w piwnicy.Gotowy produkt rozlano do ciemnych butelek i dobrze zamknięto.Podczas analiz okazało się,że jedno piwo miało siarkowy i fekalny zapach(off-flavor).Było jasne,a zawartość ekstraktu w oryginalnym roztworze wynosiła 10,3° w skali Plato.Drugie piwo(7,6°P)było ciemne i przypominało belgijski Lambic.Analizy DNA wskazały na obecność drożdży z gatunku Dekkera bruxellensis,co pasowałoby do profilu chemicznego,np.zawartości estrów czy kwasowości ogólnej.Trzecie piwo zawierało ślady bąbelków dwutlenku węgla,było jasnobrązowe i lekko gorzkie.Zawartość ekstraktu to w jego przypadku 10,4°.Ponieważ przeszło ono naturalne procesy starzenia,wykryto owocowy off-flavor i produkty przekształcania izo-α-kwasów.Za pomocą różnych technik,m.in.wysokosprawnej chromatografii cieczowej,porównano cechy starych i współczesnych piw.Okazało się,że piwa sprzed 100 lat zawierały więcej alkoholu i były mniej gorzkie.Ich zawartość żelaza,miedzi,manganu i cynku także okazała się wyższa.
Bezos sprzedaje akcje Amazona i inwestuje w Blue Origin
Jeff Bezos,założyciel Amazona,sprzedaje akcje wartości miliarda dolarów,a uzyskane pieniądze ma zamiar zainwestować w drugą ze swoich firm,Blue Origin,która działa w przemyśle kosmicznym.Obecnie Bezos jest drugą najbogatszą osobą na świecie.Jego majątek jest wyceniany na 78 miliardów USD.Podczas 33rd US Space Symposium Bezos powiedział,że każdego roku ma zamiar sprzedawać akcje Amazona o wartości miliarda dolarów i zdobywać w ten sposób środki na inwestycje w Blue Origin.Przedsiębiorca zdradził też swoje przyszłe plany odnośnie przemysłu kosmicznego.Stwierdził,że zgodnie z nimi w roku 2018 pojazd New Shepard będzie gotowy do przewozu pasażerów.Dotychczas odbyło się pięć udanych startów i lądowań tej rakiety.Blue Origin jeszcze przed SpaceX doprowadziła do udanego startu i lądowania rakiety.Trzeba jednak pamiętać,że rakiety Bezosa wykonują loty suborbitalne,łatwiej jest więc nimi lądować niż Falconami SpaceX.Podczas konferencji Bezos zaprezentował makietę kapsuły pasażerskiej z sześcioma miejscami i dużymi oknami.Firma ma zamiar sprzedawać bilety osobom chętnym do odbycia lotu na krawędzi przestrzeni kosmicznej.Blue Origin pracuje też nad rakietą New Glenn.Będzie ona zdolna do lotów na orbicie,zostanie wyposażona w siedem silników BE-4s,ale prace nad jej skonstruowaniem pochłoną 2,5 miliarda dolarów.Jak stwierdził Bezos,Blue Origin chce być dochodowym przedsięwzięciem,które w przyszłości umożliwi milionom ludzi życie i pracę poza Ziemią.Docelowo firma chce obniżyć koszty lotów kosmicznych o 99%.
Tańcząca z małpami
Policja z północnych Indii przeszukuje listy zaginionych dzieci,by zidentyfikować ok.8-10-letnią dziewczynkę,która najprawdopodobniej żyła w dżungli w stanie Uttar Pradesh z małpami.Wg BBC i Hindustan Times,dziewczynka została wypatrzona kilka tygodni temu w rezerwacie Katarniaghat przez okolicznych rolników.Kiedy policjanci po nią przyszli,bawiła się ze stadem małp i naśladowała ich zachowania.Małpy próbowały atakować stróżów prawa przeprowadzających interwencję.Zgodnie z doniesieniami Times of India,2 miesiące temu otoczone małpami"zdziczałe"dziecko dostrzegł zaś w czasie patrolu podinspektor Suresh Yadav.Ponoć gdy policjant próbował się dowiedzieć,co dziecko robi samo w tak głębokim lesie,został zaatakowany zarówno przez małpy,jak i dziewczynkę.W końcu udało mu się odpędzić zwierzęta i zabrać dziecko do szpitala.Jak opowiadają lekarze,dziecko było niedożywione,miało długie włosy i paznokcie oraz rany na ciele.Choć nauczono je chodzić w pozycji wyprostowanej,nadal od czasu do czasu przemieszcza się na czworakach.Z czasem dziewczynka trafi do agencji zajmujących się dziećmi.Nad stopniowym wprowadzeniem w realia ludzkiego świata mają zaś czuwać inni lekarze.Na razie dziecko nie umie mówić,tylko piszczy i pokrzykuje.Wg specjalistów,nie czuje się dobrze w towarzystwie ludzi i często wpada wtedy w złość.Dr D.K.Singh wyjaśnia,że gdy stan zdrowia na to pozwoli,8-latka trafi do Lucknow Medical College, gdziemożna jej będzie zapewnić lepszą opiekę.Po wizycie w szpitalu Ajaydeep Singh z magistratu lokalnego dystryktu nazwał dziewczynkę"leśną Durgą".Wielu mieszkańców Indii zwraca jednak uwagę na jej podobieństwo do Mowgli z"Księgi dżungli"Rudyarda Kiplinga.
Toshiba wyprzedaje kolejne części firmy
Wygląda na to,że sprzedaż wydziału produkcji pamięci NAND nie załatwi wszystkich problemów Toshiby.W mediach pojawiły się informacje,jakoby japoński koncern przymierzał się też do sprzedaży wydziału produkcji telewizorów.Wśród zainteresowanych zakupem są turecki producent urządzeń domowych Vestel oraz chińska Hisense Group.Toshiba już od pewnego czasu przeżywa kłopoty finansowe,a ostatnio jej sytuacja uległa gwałtownemu pogorszeniu,gdy należąca do niej działająca na rynku energii atomowej amerykańska Westinghouse Electric złożyła w sądzie wniosek o ogłoszenie bankructwa.Najprawdopodobniej oferty na wydział produkcji TV będą składane już w najbliższym czasie.Toshiba zapewne chciałaby zakończyć transakcję przed końcem marca 2018 roku,kiedy to kończy się rok podatkowy.Po wyjściu w 2015 roku na jaw skandalu księgowego,Toshiba przeprowadziła restrukturyzację.Doszło do połączenia działów rozwoju i sprzedaży telewizorów w Japonii,a za granicą skupiono się na licencjonowaniu ich produkcji.Wspomniany już Vestel to producent telewizorów Toshiby na Europę.
Google oskarżone o dyskryminację kobiet
Amerykański Departament Zatrudnienia(DoL)oskarża Google'a o skrajną dyskryminację kobiet pod względem płacowym.W przemyśle IT kobiety zwykle zarabiają mniej niż mężczyźni,ale przypadek Google'a ma być szczególnie skandaliczny.W ramach śledztwa prowadzonego przez DoL wyszło na jaw,że Google narusza federalne przepisy dotyczące zarobków kobiet.Janette Wipper,dyrektor regionalna DoL,zeznała przed sądem w San Francisco,że urzędnicy w niemal każdym przypadku zauważyli systematyczne różnice pomiędzy zarobkami kobiet i mężczyzn.Google wykonuje zlecenia dla rządu federalnego,a to oznacza,że firma ma obowiązek udostępniania DoL informacji o tym,jak przestrzega przepisów dotyczących równości zatrudnionych osób.Mimo to koncern wielokrotnie odmawiał udostępniania takich danych twierdzą,że żądania urzędników w tym zakresie idą zbyt daleko,że ich spełnienie naruszałoby poufność kontraktów czy też prywatność pracowników.Lisa Barnett Sween,jedna z prawniczek Google'a twierdziła,że żądania urzędów naruszają gwarantowaną przez Czwartą Poprawkę ochronę przed nieuzasadnionymi przeszukaniami.Google utrzymuje też,że nie robi niczego złego i nie jest prawdą,by istniała znacząca różnica pomiędzy zarobkami kobiet i mężczyzn.Firma niedawno stwierdziła,że całkowicie wyrównała zarobki pomiędzy płciami.Koncern oświadczył również,że zarzuty DoL nie są poparte żadnymi dowodami.Nawet jeśli zarzuty DoL są prawdziwe,to nie wiadomo,czy Google powinien się nimi przejmować.Prezydent Trump jest bowiem przeciwnikiem ustawowego narzucania równości i zniósł część wprowadzonych za Obamy przepisów chroniących pracujące kobiety.
Prawdziwy geek nie będzie musiał robić pompek i strzelać?
W ciągu ostatnich lat przestępczość zmieniła się tak bardzo,że FBI rozważa zmianę niektórych kryteriów przyjmowania kandydatów.Biuro musi coraz częściej radzić sobie z przestępczością popełnianą za pośrednictwem internetu czy z użyciem najnowszych technologii.Dlatego też dyrektor James Comey wielokrotnie wspominał ostatnio o potrzebnie dostosowania procesu rekrutacyjnego do nowej rzeczywistości i potrzebie zatrudniania specjalistów ds.IT.Jeśli FBI chce skutecznie walczyć z przestępcami wykorzystującymi nowoczesne technologie musi konkurować z przemysłem o najlepsze umysły techniczne.Dyrektor Comey nie wykluczał,że Biuro będzie musiało stworzyć własny uniwersytet techniczny i publicznie zastanawiał się,czy każdy agent musi być zdolny do posiadania broni i dobrego posługiwania się nią.Nie wykluczał nawet,że przynajmniej na niektórych stanowiskach z pracy w FBI nie będzie eliminowało zamiłowanie do marihuany.Comey wspominał,że często trudno jest znaleźć człowieka,który spełniałby wszystkie wymogi stawiane obecnie przed agentami.Mamy na przykład człowieka,który jest uczciwy,mądry,zna się na IT,ale nie jest w stanie zrobić nawet jednej pompki.Albo też kogoś,kto robi pompki,jest mądry,zna się na IT,ale w drodze na rozmowę kwalifikacyjną wypalił sobie zioło mówił Comey podczas spotkania Intelligence National Security Alliance.Świat się nie cofa.Przestępstwa,z którymi spotkałem się 20-30 lat temu w policji federalnej i w FBI są teraz w dużej mierze popełniane cyfrowo stwierdza Robert Anderson,emerytowany agent,który nadzorował cyfrowe śledztwa.Niewykluczone,że niektóre wymogi zostaną zniesione,ale będzie to dotyczyło byłych agentów FBI.Obecnie osoba,która opuści Biuro na czas dłuższy niż 2 lata musi ponownie starać się o przyjęcie i przejść kurs w akademii w Quantico.Wiele takich osób nie spełnia ostrych wymagań.Nasi agenci odchodzą,idą do pracy w sektorze prywatnym,stwierdzają,że to praca bezduszna,nie daje im satysfakcji,że potrzebują też jakichś wartości moralnych i chcą wrócić.Rozmawiałem z 42-letnim agentem,specjalistą od IT,który w ten sposób wrócił do FBI.Zapytałem go,jak było w Quantico.Odpowiedział:„To był koszmar.Prawdziwy koszmar”.Musimy więc zastanowić się,jak przyciągać utalentowanych ludzi mówił Comey.
Coraz więcej energii odnawialnej za coraz mniej pieniędzy
Najnowszy raport dotyczący globalnego rynku energii odnawialnej przynosi bardzo dobre informacje.W roku 2016 zainstalowano więcej mocy ze źródeł odnawialnych i wydano przy tym mniej pieniędzy niż w roku 2015.Raport został przygotowany przez ONZ,Frankfurt School i Bloomberg New Energy Finance.Dowiadujemy się z niego,że w ubiegłym roku inwestycje w energię słoneczną,wiatrową,z biomasy,geotermalną,małe hydroelektrownie i energię ze źródeł morskich pochłonęły 241,6 miliarda dolarów,czyli o 23% mniej niż rok wcześniej.Jednocześnie zainstalowano 138,5 GW mocy,czyli o 9% więcej niż rok wcześniej.Inwestorzy wydają więc mniej pieniędzy,a otrzymują więcej energii.Jest to możliwe dzięki spadającym cenom niektórych technologii,szczególnie słonecznych i wiatrowych.Dzięki temu odsetek energii,jakie świat uzyskuje ze źródeł odnawialnych zwiększył się z 10,3 do 11,3 procenta.Jednoprocentowy przyrost może wydawać się mały,ale zapobiegło to wyemitowaniu w samym tylko 2016 roku 1,7 gigatony CO2.Żeby jednak nie popadać w zbytnią euforię musimy jednocześnie wiedzieć,że w tym samym czasie średnie stężenie CO2 w atmosferze wzrosło o 3,6 ppm i wyniosło w styczniu 406,1 ppm.Innymi słowy,wciąż akumulujemy dwutlenek węgla w atmosferze.Wydaje się,że świat nieodwracalnie odchodzi od paliw kopalnych.Dodana w ubiegłym roku moc ze źródeł odnawialnych wynosi 55% całkowitej dodanej mocy.Inwestorzy wydali też dwukrotnie więcej na energię odnawialną niż na energię związaną z paliwami kopalnymi.
Najdroższy okręt wojenny w historii wyruszył w testowy rejs
Najdroższy okręt wojenny w historii ruszył w swą dziewiczą podróż.U wybrzeży Wirginii pojawił się USS Gerald R.Ford(CVN-78),pierwszy lotniskowiec klasy Gerald R.Ford.Sama budowa okrętu kosztowała 12,9 miliarda USD i opóźniła sie o ponad rok.Stępkę położono w listopadzie 2009 roku,a zakończenie budowy zaplanowano na wrzesień 2015 r.Koszt okrętu szacowano na 10,5 miliarda dolarów.Pojawiły się jednak problemy z zaawansowanymi systemami i technologiami,w tym z systemami produkcji energii i katapultami elektromagnetycznymi,które zastąpiły dotychczas wykorzystywane katapulty parowe.Stąd opóźnienie budowy i zwiększone koszty.Obecnie okręt przechodzi testy prowadzone przez stocznię Huntington Ingalls Industries-Newport News Shipbuilding,która go wybudowała.Po powrocie do portu wyruszy w kolejne testy,tym razem prowadzone przez inspektorów strony zamawiającej, czyli US Navy.Jeszcze pod koniec czerwca ubiegłego roku w specjalnej notatce informowano o problemach z okrętem.Pojawiły się kłopoty z czterema systemami przeznaczonymi do prowadzenia operacji lotniczych.Dopóki problemy te nie zostaną rozwiązane,a prawdopodobnie będzie to wymagało zmian konstrukcyjnych,będą one znacząco ograniczały zdolności bojowe CVN-78.W oparciu o obecne oceny trzeba stwierdzić,że CVN-78 nie będzie zdolny do prowadzenia intensywnych operacji lotniczych w przypadku wojny czytamy w notatce.Wyporność USS Gerald R.Ford wynosi 100000 ton,załogę stanowi 4660 osób,a okręt może zabrać 75 samolotów.Maksymalna prędkość jednostki to 30 węzłów(55 km/h),a jej długość to 337 metrów.Okręt ma bardzo niski profil radarowy.Dzięki katapultom elektromagnetycznym z okrętu można przeprowadzić 220 uderzeń lotniczych na dobę.USS Gerald R.Ford zastąpi USS Enterprise(CVN-65),który był pierwszym w historii lotniskowcem o napędzie atomowym.Służył on w latach 1962-2012.W planach jest budowa dwóch kolejnych okrętów klasy Ford:USS John F.Kennedy i USS Enterprise.Mają być one gotowe prawdopodobnie w roku 2020 i 2025.Budowa wszystkich trzech jednostek ma kosztować w sumie 43 miliardy dolarów.
Konsumenci wygrają z koncernami o prawo do naprawy elektroniki?
Rozszerza się popularność ruchu„Right to Repair”,który walczy o prawo do naprawy urządzeń.W kolejnych trzech amerykańskich stanach legislatorzy wprowadzili pod obrady przepisy ułatwiające klientom naprawy na własną rękę.Producenci elektroniki starają się zmonopolizować rynek napraw swojego sprzętu.Robią to pod pretekstem dbałości o klientów.Argumentują na przykład,że klient,samodzielnie naprawiając np.pękniętą szybę w smartfonie czy telewizorze,może się skaleczyć.Z koncernami próbują walczyć organizacje konsumenckie czy właściciele niewielkich warsztatów.Urządzenia i tak są naprawiane domowymi sposobami,ich posiadacze wymieniają się w sieci doświadczeniami,tworzą własne podręczniki napraw,istnieje wielki rynek części zastępczych sprowadzanych najczęściej z Chin.Od pewnego czasu walka o prawo do napraw rozgorzała na nowo i wygląda na to,że konsumenci zaczęli ją wygrywać.Toczy się ona o to,by zobowiązać producentów sprzętu do sprzedaży części zamiennych każdemu chętnemu,a nie tylko autoryzowanym serwisom,oraz do upublicznienia narzędzi diagnostycznych i podręczników napraw.Jako,że koncerny takie jak Apple,IBM czy John Deere są w stanie wydać olbrzymie kwoty na lobbystów w Waszyngtonie,walka toczy się na poziomie legislatur stanowych.Rozpoczęła ją organizacja Repair.org,skupiająca małe prywatne warsztaty,która niedawno zyskała wsparcie wpływowej American Farm Bureau Federation,w której skupieni są farmerzy.Inicjatorzy akcji chcą,by odpowiednie ustawy zostały wprowadzone w jak największej liczbie stanów.Wiedzą bowiem,że jeśli zajmą się nimi parlamenty 1 czy 2 stanów,to koncerny łatwo doprowadzą do ich odrzucenia.W ciągu ostatnich tygodni w stanach Iowa,Missouri i Karolina Północna pojawiły się odpowiednie inicjatywy ustawodawcze.Tym samym liczba stanów,których parlamenty pracują nad odpowiednimi przepisami wzrosła do 11.Bardzo znaczący jest też fakt,że we wspomnianych trzech stanach ustawy pojawiły się bez pomocy Repair.org.Organizacja jeszcze w ubiegłym tygodniu nie wiedziała,że ustawy takie są przygotowywane.Oznacza to,że ruch„Right to Repair”zyskuje nowych zwolenników.Walka o prawa klientów nie jest jednak łatwa.W bieżącym roku lobbyści doprowadzili już do odrzucenia ustaw a Minnesocie i Nebrasce,a prawodawcy w Tennessee zdecydowali,że zajmą się nowym prawem dopiero w przyszłym roku.Repair.org szykuje się na wieloletnią walkę,jednak po cichu liczy na to,że powtórzy się sytuacja z rynku samochodowego.Gdy w roku 2012 stan Massachusetts wprowadził przepisy„Right to Repair”dotyczące samochodów,koncerny motoryzacyjne wolały stosować je na terenie całego kraju niż walczyć w każdym ze stanów o odrzucenie ustaw.Warto zwrócić uwagę,że to,co dzieje się obecnie w USA będzie miało wpływ na cały światowy rynek.Jeśli bowiem koncerny zostaną zobowiązane do wolnej sprzedaży części zamiennych i udostępnienia odpowiednich narzędzi oraz podręczników ograniczy się zapotrzebowanie na nowy sprzęt,zmniejszy się liczba elektrośmieci,powstanie też wiele nowych miejsc pracy z małych warsztatach zajmujących się naprawą elektroniki.
Bakterie do zdalnego wykrywania min lądowych
Na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie stworzono emitujące fluorescencyjny sygnał bakterie,dzięki którym za pomocą lasera można zdalnie wykrywać miny i niewybuchy.Autorzy publikacji z pisma Nature Biotechnology wyjaśniają,że miny/niewybuchy stanowią problem o zasięgu globalnym.Na świecie żyje bowiem ok.0,5 mln osób z urazami wywołanymi przez miny,a każdego roku wypadkom ulegają lub giną kolejne tysiące(ok.15-20).Szacuje się,że w ponad 70 krajach w ziemi nadal kryje się ponad 100 mln takich urządzeń.Naukowcy podkreślają,że zasadniczo metody oczyszczania pól minowych nie zmieniły się od II wojny światowej.Zamiast saperów Izraelczycy zatrudnili jednak zmodyfikowane bakterie.Wykrywają one pary materiałów wybuchowych o niskim stężeniu,które gromadzą się w glebie nad minami lądowymi.Wchodząc z nimi w kontakt,mikroorganizmy emitują sygnał fluorescencyjny,który można wychwycić i ocenić z bezpiecznej odległości.Bakterie enkapsulowano w małych polimerowych"koralikach".Rozrzucono je na polu testowym,na którym zakopano prawdziwe miny.Za pomocą laserowego systemu skanującego określono ich położenie.Nasze dane terenowe pokazują,że skonstruowane przez inżynierów bioczujniki mogą być użyteczne dla systemu wykrywania min lądowych.Najpierw trzeba jednak rozwiązać parę problemów,np.zwiększyć wrażliwość i stabilność bakterii,poprawić prędkość skanowania,by sprawdzać duże obszary,a także uzyskać bardziej kompaktową aparaturę,tak by dało się ją umieścić w dronie podsumowuje prof.Shimshon Belkin.
Kanadyjczycy stracili część cennej kolekcji rdzeni lodowych
Kanadyjczycy stracili część cennej kolekcji rdzeni lodowych.Awaria chłodziarki w magazynie University of Alberta spowodowała,że rozpuściło się 180 metrowej długości rdzeni.Naukowcy stracili jedne z najstarszych zapisów dotyczących klimatu północnej Kanady.Utracono 12,8% zbiorów Canadian Ice Core Archive.Rdzenie przechowywane są w temperaturze -37 stopni Celsjusza jednak wskutek awarii systemu chłodzącego temperatura wzrosła do 40 stopni Celsjusza i roztopiły się tysiące lat historii zamknięte w lodzie w postaci np.bąbli powietrza,pyłków roślin czy kurzu.Utracono m.in.jedne z najstarszych rdzeni pobrane z góry Logan.Straciliśmy jedynie 15 metrów,ale jako,że pochodziły one z dna odwiertu to jest to strata 16 tysięcy z 17,7 tysiąca lat mówi glacjolog Martin Sharp.Rozpuściło się też 66 metrów rdzeni z Penny Ice Cap na Wyspie Baffina.To 22000 lat dziejów klimatu.Większość ze wspomnianych rdzeni została pozyskana w ubiegłym dziesięcioleciu.Po wydobyciu były one transportowane samolotem do Whitehorse na Terytorium Yukon,następnie ciężarówkami przewieziono je do odległej o 5,5 tysiąca kilometrów Ottawy.W ostatnim czasie przetransportowano je do laboratorium w Edmonton.Oczywiście kolekcję można uzupełnić,jednak będzie kosztowne.Ze względu na trudności logistyczne związane z pracą i transportem na dalekiej północy zastąpienie każdego utraconego rdzenia będzie kosztowało od 0,5 do 1 miliona dolarów.
Chińczycy płacą krocie za sprzątanie po niedźwiedziach polarnych
W Wuhan Haichang Ocean Park w prowincji Hubei w centralnej części Chin turyści płacą 998 juanów(ok.145 dol.)za 3-godzinne sprzątanie wybiegu z odchodów i karmienie niedźwiedzi polarnych.Oferta jest dostępna tylko raz w tygodniu.Rezerwacje trzeba robić z tygodniowym wyprzedzeniem.Pierwszy,na razie pilotażowy,program dla dorosłych ma służyć popularyzacji nauki i wiedzy o zwierzętach dla dobra publicznego,nie dla pieniędzy.Nie przyjmujemy zbyt wielu chętnych,by nie przeszkadzać niedźwiedziom tłumaczy rzecznik parku Chen Ting.Ponieważ usługę wprowadzono 1 kwietnia,początkowo wiele osób myślało,że to primaaprilisowy kawał.Teraz cieszy się ona dużą popularnością.Odpowiada zwłaszcza młodym,którzy później publikują w serwisach społecznościowych selfie z niedźwiedziem.Nim wyposażony w kalosze i szczotkę z szufelką ochotnik uda się na sprzątanie wybiegu,musi przejść krótkie badania medyczne.Informuje się go także,jak powinien zachowywać w stosunku do zwierząt.
Celnicy z portu nad Amurem zarekwirowali ponad tonę ciosów mamuta
W prowincji Heilongjiang na północnym wschodzie Chin celnicy skonfiskowali ponad tonę ciosów mamuta.Oprócz ok.100 ciosów Mammuthus primigenius znaleziono także 37 fragmentów rogów nosorożców włochatych i przeszło tonę jadeitu.Przewożono je w skrytkach w ciężarówce.Państwowe media poinformowały,że kontrabanda pochodziła z Rosji.Do uniemożliwienia przemytu doszło w lutym w porcie Luobei nad Amurem.Największy kieł miał ponoć ponad 1,6 m długości.Chińskie służby celne tłumaczą,że nie ma co prawda międzynarodowego zakazu handlu ciosami mamuta,ale w tym przypadku towar nie został zadeklarowany.Kierowca feralnej ciężarówki twierdził,że przewoził tylko soję,uciekł jednak w czasie przeszukiwania pojazdu.Nie na wiele mu się to zdało,bo wkrótce został aresztowany.Zatrzymano też jeszcze jedną osobę.Rosyjsko-chiński handel ciosami kwitnie,co z pewnością ułatwia wywołane globalnym ociepleniem klimatu topnienie lodu w Arktyce.Specjaliści oceniają,że w wiecznej zmarzlinie tundry znajduje się jeszcze ok.10 mln mamutów.Niektórzy eksperci sugerują,że handel ciosami tych zwierząt powinien zostać zakazany choćby dlatego,że to wymarły gatunek.Wg nich,często są one sprzedawane jako kość słoniowa,co napędza ogólny popyt na ten materiał.Szacuje się,że aż połowa kości słoniowej sprzedawanej do Chin to de facto ciosy mamutów.Nie wszyscy zgadzają się z propozycją zakazu i twierdzą,że to tylko pogorszyłoby sprawę:handel zszedłby do podziemia,stając się łakomym kąskiem dla zorganizowanych grup przestępczych.
Qualcomm ma zwrócić BlackBerry ponad 800 milionów dolarów
Firma BlackBerry,która jeszcze niedawno przeżywała spore problemy,złapała wiatr w żagle i powoli poprawia swoją sytuację.Niewątpliwie pomoże jej w tym ponad 800 milionów dolarów,jakie właśnie przyznał jej sąd arbitrażowy.Kwotę 814,9 miliona dolarów wraz z odsetkami i wynagrodzeniem dla adwokatów ma wypłacić Qualcomm,z którym BlackBerry była w sporze.Dotyczył on umowy licencyjnej,która obowiązywała w latach 2010-2015.Qualcomm dobrowolnie oferował w tym czasie swoim partnerom obniżki opłat licencyjnych jeśli partner korzystał też z jego układów scalonych.W przypadku BlackBerry obniżek nie zastosowano.Doszło więc do sporu,który obie strony zdecydowały się rozwiązać na drodze arbitrażu.Właśnie zapadła ostateczna nieodwołalna decyzja.Qualcomm ma zwrócić BlackBerry sporą sumę.Dla kanadyjskiej firmy to świetna wiadomość.Dysponuje ona bowiem obecnie 1,2 miliardem dolarów w gotówce i niedawno zapowiedziała,że ma zamiar przejmować kolejne przedsiębiorstwa.Teraz otrzyma dodatkowe 800 milionów.Gdy ogłoszono wynik arbitrażu,a takiego rozstrzygnięcia się nie spodziewano,akcje BlackBerry natychmiast zdrożały o 15%.Firma odmówiła szczegółowego skomentowania sprawy,stwierdziła jedynie,że nadal chce współpracować z Qualcommem.Dyrektor wykonawczy BlackBerry,John Chen,pytany o nagły przypływ gotówki stwierdził:będziemy działali ostrożnie i rozsądnie.Nie zrobimy żadnych głupich rzeczy.Chen chce w ten sposób uspokoić inwestorów,którzy mogą się obawiać,że dodatkowe pieniądze zostaną wydane na nieprzemyślane akwizycje.Warto przypomnieć,że w latach 2014-2015 BlackBerry przejęło sześć firm.Ostatnio jednak przedsiębiorstwo znacznie mniej intensywnie zajmowało się przejęciami.Jednak sam Chen już w przeszłości udowodnił,że przejęcia nie są mu obce.Jako dyrektor firmy Sybase kupił pięć przedsiębiorstw,a w końcu sprzedał Sybase SAP-owi za 5,8 miliarda USD.
Reklama Burger Kinga strolowała urządzenia Google'a
Burger King wpadł na świetny pomysł zareklamowania swoich produktów.Przygotował reklamę telewizyjną,która...uruchamiała Google Assistanta w domach osób oglądających reklamę.Na krótkim filmie widzimy młodego człowieka w stroju pracownika Buger Kinga, tóry trzymając burgera wyjaśnia,że w 15-sekundowej reklamie nie da się wymienić wszystkich świeżych składników,z których stworzono kanapkę Whopper.Na koniec aktor mówi:OK Google,what is the Whopper burger?Komenda"OK Google"uruchamia urządzania korzystające z Google Assistanta,jak np.telefony z Androidem czy Google Home.Urządzenia te wykonywały polecenie,które zostało wydane po słowach"OK Google",wyszukiwały w Wikipedii informacje na temat Whoppera i zaczynały na głos czytać listę składników.Google'owi nie spodobał się pomysł Google Burgera i na swoich serwerach założył blokadę,przez którą urządzenia z Google Assistant nie reagują na reklamę.Jednak zanim się to stało część użytkowników dowiedziała się od swoich urządzeń,jaki jest skład Whoppera.Oczywiście znaleźli się też wandale,którzy przystąpili do edycji Wikipedii i dopisali np.cyjanek do składu kanapki.Mimo,że Google Assistant pobiera informacje z cache'u, a nie z bieżącej wersji Wikipedii,podobno niektórzy klienci mieli okazję usłyszeć fałszywy skład Whoppera.Telefony z Androidem są bardziej odporne na opisane powyżej działania niż urządzenie Google Home.Korzystają one z funkcji zaufanego głosu,która pozwala na wydanie komendy"OK Google"jedynie właścicielowi.Ponadto Assistant nie jest na nich domyślnie uruchomiony.Mimo,że Google szybko zareagował i zablokował możliwość uruchomienia Assistanta przez reklamę,to Burger King z pewnością odniósł sukces.O jego pomyśle zrobiło się głośno,szeroko informowały o tym media,a reklamę obejrzały w internecie setki tysięcy osób.
Pajęczyny pomogą wykryć zanieczyszczenie powietrza
Czy pajęczych sieci można używać w walce z zanieczyszczeniem powietrza?Takie badania prowadzą naukowcy z Wydziału Inżynierii Środowiska Politechniki Wrocławskiej.Dzięki ich pracy można nie tylko monitorować stan powietrza,lecz także określić rodzaj zanieczyszczeń i ich źródło.Badania nad sieciami pająków prowadzone są na naszej uczelni od kilku lat przez dr hab.Justynę Rybak z Wydziału Inżynierii Środowiska,a teraz dołączyli do niej młodzi naukowcy doktorant Radosław Rutkowski i Magdalena Bożek,studentka działająca w Sekcji Biomonitoringu Koła Naukowego Environmental Team.
Ulepszyć proces kontroli powietrza
W powietrzu różnego rodzaju zanieczyszczenia m.in.związki kancerogenne,czyli zwiększające ryzyko rozwoju nowotworów takiej jak np.benzopiren,rozprzestrzeniają się bardzo szybko,dlatego jego stan trzeba stale monitorować.Służą do tego różnego rodzaju elektroniczne czujniki,które są jednak dosyć ciężkie,bardzo drogie,wymagają ciągłego dozoru,a prowadzone za ich pomocą pomiary są ograniczone czasowo.Dzięki naszym badaniom chcielibyśmy udoskonalić cały proces mówi Radosław Rutkowski.W tym celu nasi naukowcy skupili się na badaniach sieci pająków z rodziny lejkowcowatych,których przedstawiciele tkają gęste,łatwe do zebrania sieci w kształcie płachty z lejkiem,w którym zamieszkują.Pająki te nie są zbyt duże,chociaż np.długość ciała kątnika większego może dochodzić do 2 cm,a rozpiętość odnóży nawet do 10 cm.Co ważne pająki te nie zjadają swoich sieci,a to pozwala na ich dalszą analizę.Działania badaczy można określić jako biomonitoring,czyli obserwację stanu środowiska za pomocą określonych gatunków zwierząt lub roślin.W kwestii badania zanieczyszczenia powietrza analizować można m.in.mchy,porosty,skład liści czy igieł,sierść zwierząt,ptasie pióra czy właśnie sieć pająków.Pajęcza sieć wydaję się w tym zestawieniu najbardziej korzystna.Pająki żyją praktycznie wszędzie,w domach,fabrykach,tunelach komunikacyjnych,parkach oraz innych miejscach użyteczności publicznej i co ciekawe zanieczyszczenia im tak bardzo nie przeszkadzają.Samą sieć do badań można łatwo i tanio zebrać lub też wyhodować w laboratorium i samodzielnie rozstawić tłumaczy doktorant.Dzięki analizie zebranych sieci można nie tylko monitorować zmiany poziomu zanieczyszczenia powietrza w określonym czasie,lecz także zbadać rodzaj zanieczyszczeń,na jakie były one narażone i ich źródło(np.komunikacyjne lub przemysłowe).Sieci nadają się również do sprawdzania poziomu zanieczyszczenia powietrza metalami ciężkimi oraz wielopierścieniowymi węglowodorami aromatycznymi(WWA),a więc związkami,które mają właściwości rakotwórcze.Optymalny okres badawczy,w trakcie którego sieć jest narażona na oddziaływanie zanieczyszczeń,wynosi trzy miesiące,chociaż można też badać sieci kilkudniowe.Zaletą naszej metody jest fakt,że mamy możliwość oceny poziomu zanieczyszczeń z kilku miesięcy,czego nie da się wykonać żadnym innym sposobem.Po tym czasie jesteśmy w stanie przeanalizować stopień kumulacji zanieczyszczeń i określić,jak bardzo ludzie przebywający w danym obszarze są na nie narażeni podkreśla Radosław Rutkowski.
Rozwiązanie tańsze,ale czy równie skuteczne?
We Wrocławiu mamy obecnie trzy elektroniczne stacje,które monitorują jakość powietrza.Zlokalizowane są przy al.Wiśniowej,ul.Korzeniowskiego i przy ul.Bartniczej.To zbyt mało,aby kompleksowo ocenić stan powietrza w całym mieście,tymczasem pajęcze sieci można rozmieścić praktycznie wszędzie i dzięki analizie wskazać np.miejsca,w których zanieczyszczenie powietrza jest największe dodaje Magdalena Bożek.We Wrocławiu sieci do badań były już zbierane m.in.na Biskupinie,przy ul.Na Grobli,Starogranicznej,Długiej,Pułaskiego,przy pl.Grunwaldzkim i przy al.Wiśniowej.Pod względem zanieczyszczeń najgorzej wypadły próbki,które znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie ruchu drogowego,a więc przy al.Wiśniowej,pl.Grunwaldzkim i przy ul.Pułaskiego.Przed naukowcami stoi jednak sporo wyzwań.Każda rodzina pająków tka bowiem inny rodzaj sieci,które w różnym stopniu mogą reagować na zanieczyszczenia.Jesteśmy jednak w stanie stwierdzić,które miejsca są bardziej zanieczyszczone i objąć badaniami dużo większy obszar niż urządzenia elektroniczne.To prostsze i dużo tańsze rozwiązanie zaznacza studentka.Tego typu projekty badawcze mają jednak duży potencjał rozwojowy o czym świadczy choćby fakt,że w Stanach Zjednoczonych są już plany wprowadzenia do użytku tej metody monitoringu powietrza.Projekt ten jest realizowany we współpracy właśnie z Politechniką Wrocławską.Pajęcze sieci,choć zapewne nie zastąpią elektronicznych czujników,stanowią znakomite uzupełnienie stosowanych obecnie metod kontroli powietrza,a na pewno są dużo tańsze.Mamy też sporo pomysłów na rozwinięcie naszych badań zapewnia Radosław Rutkowski.W przyszłości naukowcy chcieliby m.in.porównać skład zanieczyszczeń na sieciach z zawartością zanieczyszczeń w ciele pająka oraz ich reakcjami na poziomie komórkowym i sprawdzić tym samym,jak zwierzę radzi sobie z kumulacją zanieczyszczeń,czy są korelacje w tym względzie i wyłonić gatunki najlepiej radzące sobie z wysokim poziomem zanieczyszczeń.
KN Environmental Team
Działające na Wydziale Inżynierii Środowiska Koło Naukowe Environmental Team powstało w 2011 r.Zrzesza ono studentów oraz doktorantów Politechniki Wrocławskiej z kierunków Inżynieria Środowiska i Ochrona Środowiska.Koło podzielone jest na pięć sekcji:Sekcja Wodociągów i Kanalizacji,Sekcja Biomonitoring,Sekcja Biotechnologia Środowiska,Sekcja Czyste i Zdrowe Powietrze oraz Sekcja Gospodarka Odpadami.Opiekunem naukowym koła jest prof.Izabela Sówka.Działalność Koła opiera się przede wszystkim na prowadzeniu badań naukowych,udziale w szkoleniach i konferencjach,organizacji wycieczek dydaktycznych oraz współpracy z przedsiębiorstwami.
Szybki rozwój energetyki słonecznej
W roku 2000 na całym świecie zainstalowane były panele słoneczne o łącznej mocy około 4 GW i wydawało się,że energetyka słoneczna raczej nie ma przed sobą przyszłości.Jeszcze w 2002 roku Międzynarodowa Agencja Energii przewidywała,że do roku 2020 zainstalowana globalnie moc energetyki słonecznej wyniesie około 10 GW,a jej udział w światowej produkcji energii będzie praktycznie niezauważalny.Sytuacja szybko się jednak zmieniała.W ciągu 15 lat zainstalowana moc zwiększyła się o 5700%,osiągając w roku 2015 poziom 227 gigawatów.Międzynarodowa Agencja Energii zrewidowała swoje przewidywania i stwierdziła,że do roku 2020 moc zainstalowana wzrośnie do 400 GW.Już teraz można stwierdzić,że to prawdopodobnie mocno zaniżone przewidywania.W samym tylko roku 2015 dodano 57 GW mocy,co nawet przy nierealistycznym założeniu braku rocznego przyrostu instalowanej mocy wskazuje,że w roku 2020 zainstalowana moc ogniw fotowoltaicznych znacznie przekroczy 400 GW.Jaka więc przyszłość czeka energetykę słoneczną?Wszystko wskazuje na to,że w przyszłej dekadzie będziemy dysponowali terawatami mocy pozyskiwanej ze Słońca.Bardzo dobrym prognostykiem jest też ciągły spadek kosztów fotowoltaiki.W ciągu ostatnich 7 lat ceny spadły o 75% i obecnie średnia cena za megawatogodzinę energii słonecznej(MWh)na terenie USA to 50 USD.Dlatego też eksperci spodziewają się,że do roku 2020 w samych tylko Stanach Zjednoczonych każdego roku instalowane będą ogniwa o mocy 10-15 megawatów.W skali globalnej ceny są jeszcze niższe i w wielu miejscach zbliżają się do 30 USD/MWh.Z drugiej jednak strony energetyka słoneczna pada powoli ofiarą własnego sukcesu.Inwestorzy zaczynają obawiać się spowolnienia wzrostu instalacji,a środki na badania nad nowymi technologiami są ograniczone.Obecnie głównym celem firm inwestujących w energetykę słoneczną w USA jest zmniejszenie ceny megawatogodziny do 30 dolarów.Jednak by to osiągnąć konieczne będzie obniżenie kosztów produkcji samych paneli,zwiększenie ich wydajności i tańsza produkcja podzespołów. erspektywy są obiecujące.Firma First Solar zapowiada produkcję paneli po tak niskich cenach,że możliwa będzie sprzedaż energii poniżej 30 USD/MWh,po latach stagnacji udało się zwiększyć wydajność ogniw krzemowych,rośnie też wydajność CIGS i Cad-Tel,a na horyzoncie pojawiły się obiecujące ogniwa z perowskitów.Jeśli wszystko dobrze pójdzie,to w roku 2030 na całym świecie mogą zostać zainstalowane ogniwa słoneczne o łącznej mocy 5 TW,a później każdego roku może być instalowany kolejny terawat.Nawet jeśli wydajność ogniw nie przekroczy 30%,to będą one zapewniały światu olbrzymią część zużywanej energii.Obecnie globalne zapotrzebowanie na energię wynosi bowiem około 15 TW.
Koło do opisu,które pomoże w zachowaniu zapachów ważnych dla dziedzictwa kulturowego
Na Uniwersyteckim College'u Londyńskim powstało Koło Zapachowe Książek Historycznych(Historic Book Odour Wheel),które ma pozwalać na dokumentowanie i archiwizowanie woni związanych ze starymi woluminami.Metodę opisano na łamach Heritage Science.Koło powstało jako część eksperymentu,w ramach którego odwiedzających bibliotekę w Katedrze św.Pawła w Londynie proszono o scharakteryzowanie tutejszego zapachu.Najczęściej woń biblioteki opisywano jako drzewną(taką odpowiedź wybrało 100% respondentów).Na kolejnych pozycjach uplasowały się określenia:dymny(86%),ziemisty(71%) i waniliowy(41%).Intensywność zapachów uznawano za silną-bardzo silną.Dla ponad 70% ankietowanych woń była przyjemna,a dla 14% lekko przyjemna.Również 14% uznało,że jest neutralna.W kolejnym eksperymencie odwiedzającym Birmingham Museum and Art Gallery prezentowano zapach historycznej książki(próbki pobrano z wydanej w 1928 r.książki z londyńskiego antykwariatu).Naukowcy zapisywali określenia używane do jego opisu.Najczęściej pojawiało się słowo czekolada (i wyrazy pokrewne,typu kakao i czekoladowy).Na dalszych miejscach znalazły się zaś słowa:kawa,stary,drewno i spalony.Wspominano też o rybie,zapachu ciała,śmierdzących skarpetkach i kulkach na mole.Nasze koło zapachowe stanowi przykład na to,jak naukowcy i historycy mogliby zacząć identyfikować,analizować i dokumentować wonie o znaczeniu kulturowym,np.aromaty starych książek w historycznych bibliotekach.Dotąd nie badano systematycznie roli zapachów w postrzeganiu dziedzictwa podkreśla Cecilia Bembibre.Próbując odpowiedzieć na pytanie,czy pewne zapachy można uznać za część dziedzictwa narodowego,a jeśli tak,jak je identyfikować,chronić i konserwować,naukowcy przeprowadzili analizę lotnych związków organicznych(LZO),próbkowanych z książek w bibliotece.Z połączenia analizy LZO i odpowiedzi respondentów powstało Koło Zapachowe Książek Historycznych,które łączy chemiczny opis zapachu(np.kwas octowy)z epitetami zmysłowymi zapewnionymi przez ludzi(np.octowy).Koło Zapachowe Książek Historycznych może potencjalnie zostać narzędziem diagnostycznym dla konserwatorów,informując ich o stanie obiektu,np.stopniu rozkładu,za pośrednictwem profilu zapachowego.Brytyjczycy dodają,że koło dałoby się także zastosować do odtwarzania/tworzenia woni towarzyszących wystawom muzealnym.
Ballmer patrzy rządzącym na ręce
Jak zapewne niektórzy pamiętają,po odejściu z Microsoftu Steven Ballmer kupił drużynę koszykówki Los Angeles Clippers.Myliłby się jednak ten,kto sądzi,że tak barwna postać,którą pamiętamy z licznych niekonwencjonalnych występów może w wieku 60 lat spokojnie usiedzieć na emeryturze.Ballmerowi nie wystarcza najwyraźniej zarządzanie drużyną.Były menedżer Microsoftu postanowił patrzeć rządzącym na ręce.Wszystko zaczęło się jeszcze przed zakupem Los Angeles Clippers.Ballmer,gdy opuszczał Microsoft, miał 57 lat,był jednym z najbogatszych ludzi na świecie i...nie miał nic do roboty.Jego żona,Connie,namawiała go,by pomógł jej w działalności dobroczynnej,którą prowadziła.No przestań.Czy rząd nie dba o biednych,chorych i starych,odpowiedział żonie.Przypomniał też,że w czasie pracy zawodowej zapłacił w podatkach kolosalne kwoty,które powinny być przeznaczone na pomoc społeczną.Ballmer nie zaangażował się w działalność dobroczynną,ale rozmowa z żoną,która stwierdziła,że rząd wcale nie zajmuje się wszystkim,dała mu do myślenia.A efektem przemyśleń i działań Ballmera jest prawdopodobnie najbardziej ambitny w USA niezależny ponadpartyjny projekt publicznego nadzoru nad wydatkami rządzących.Ballmer zebrał grupę ekonomistów,naukowców z różnych dziedzin i innych ekspertów i przez ostatnie trzy lata wspólnie pracowali nad projektem,w wyniku którego powstała uruchomiona właśnie witryna USAFacts.To pierwsza w pełni zintegrowana baza danych zawierająca wszystkie wpływy i wydatki amerykańskich władz,od agend federalnych,poprzez stanowe po urzędy lokalne.Baza daje obywatelom do ręki potężne narzędzie.Można w niej na przykład sprawdzić,ilu policjantów pracuje w konkretnych częściach kraju i porównać ich liczbę z odsetkiem przestępstw.Każdy chętny może dowiedzieć się,jakie wpływy osiągają hrabstwa z biletów parkingowych i jaki jest koszt systemu ściągania opłat.Sprawdzimy też np.ilu Amerykanów cierpi na depresję i ile rząd wydaje na walkę z tą chorobą.Ballmer mówi,że jego witryna ma być odpowiednikiem formularza 10-K dla rządu.10-K to formularz,który każda spółka giełdowa musi złożyć co roku przed amerykańską Komisją Giełd(SEC).Gdy chcę dogłębnie zrozumieć,co robi jakaś firma,Amazon czy Apple,biorę ich 10-K i go czytam.To bardzo dokładne sprawozdanie i im bardziej się w nie wgłębiasz,tym lepiej wszystko rozumiesz stwierdził Ballmer.Witryna USAFacts może pomóc w lepszym zrozumieniu tego,co się wokół dzieje.Znajdziemy tam np.informacje o przychodach i wydatkach lotnisk.Dowiemy się,ile podatku płacą korporacje.Chciałbym,żeby obywatele używali jej,by świadomie formułować poglądy.Jego witryna ma być wiarygodnym źródłem danych, a podstawie których można będzie wyrobić sobie opinię na różne tematy.Ballmer był przekonany,że tego typu baza danych już istnieje.Szukał informacji w Bingu i Google'u.Ale nie znalazł tego,co chciał.Musisz jednocześnie przeszukiwać federalne,stanowe i lokalne bazy.Jako,że jestem obywatelem,nie interesuje mnie,czy dałem pieniądze panu A,B czy C.Chcę wiedzieć,co oni z nimi zrobili stwierdził.Ballmer wynajął więc zespół ekspertów i przyznał grant University of Pennsylvania.Celem obu działań było skupienie wszystkich rozproszonych informacji w jednym miejscu.Przez trzy lata wydał ponad 10 milionów dolarów.Jestem szczęśliwy,że udało mi się to sfinansować,stwierdził biznesmen.Prezentując swoje osiągnięcie dziennikarzom New York Timesa powiedział,że jego ulubione dane dotyczą zatrudnienia w sektorze publicznym.Ile osób zatrudnia rząd Stanów Zjednoczonych?zapytał dziennikarzy.Niemal 24 miliony.Zgadlibyście?A potem ludzie mówią"Ci cholerni biurokraci'".Kolejnym wielkim zaskoczeniem było dla niego odkrycie,że większość niedochodowych organizacji pożytku publicznego czerpie od 50 do 90 procent swoich wpływów z rządowych dotacji.Podczas prac nad bazą dowiedział się również,że nigdzie nie ma informacji o liczbie legalnie posiadanych przez obywateli sztuk broni.Rządzącym nie wolno bowiem zbierać takich danych.Ballmer ma nadzieję,że USAFacts to dopiero początek.Chce,by organizacje,przedsiębiorstwa i obywatele mogli tworzyć własne zestawienia i raporty w oparciu o dane zebrane w jego bazie.
Badanie bliźniąt wykazało,na które elementy twarzy geny wpływają najsilniej
Analizując modele 3D twarzy blisko 1000 brytyjskich bliźniaczek,naukowcy z Królewskiego College'u Londyńskiego odkryli,że geny silnie wpływają na wygląd czubka nosa,obszaru nad i pod ustami,kości policzkowych oraz wewnętrznych kącików oczu.Akademicy skanowali twarze kobiet za pomocą kamer 3D. osługiwali się też specjalnym oprogramowaniem statystycznym,dzięki któremu można było generować tysiące punktów i określać wygląd(topografię)twarzy w tych okolicach.Autorzy artykułu z pisma Scientific Reports porównywali,do jakiego stopnia uzyskane wartości(pomiary)są podobne w parach bliźniąt jedno- i dwujajowych.Patrząc na to,kształt których części ciała jest najbardziej podobny u bliźniąt jednojajowych,Brytyjczycy wyliczali prawdopodobieństwo,że wygląd tego obszaru jest determinowany genetycznie.W zakresie od 0 do 1 większe wartości oznaczały,że prawdopodobieństwo kontrolowania kształtu elementu twarzy przez geny jest wyższe.Naukowcy opublikowali nawet atlas,w którym można sprawdzić,w jakim stopniu dziedziczny jest wygląd poszczególnych cech fizjonomii.Jak podkreśla prof.Giovanni Montana,jest oczywiste,że geny kształtują wygląd naszych twarzy.Często jesteśmy bardzo podobni do rodziców,a bliźniąt jednojajowych praktycznie nie da się odróżnić.Dotąd nie radziliśmy sobie jednak z precyzyjnym liczbowym przedstawieniem,które części twarzy są silnie dziedziczne.Łącząc modele 3D z algorytmem statystycznym,który mierzy lokalne zmiany kształtu,potrafiliśmy jednak stworzyć szczegółowe mapy dziedziczności twarzy.Mapy te pomogą zidentyfikować geny kształtujące ludzką fizjonomię;to ważne,bo mogą one wpływać na choroby zmieniające morfologię twarzy.Prof.Tim Spector dodaje,że badanie pokazało,że nawet bliźnięta jednojajowe różnią się nieco pod względem cech twarzy,ale ponieważ kluczowe obszary są kontrolowane genetycznie,postrzegamy je jako wyglądające identycznie.
CLR CFF niebarwiąca zębów przezroczysta kawa
Słowacy David i Adam Nagy stworzyli pierwszą na świecie niebarwiącą zębów przezroczystą kawę,która,przynajmniej w zamierzeniu,nadal smakuje i pachnie jak oryginał.Nazwa produktu to CLR CFF(clear coffee bez samogłosek).Jak wielu ludzi zmagaliśmy się z przebarwieniami zębów spowodowanymi przez kawę.Jako,że na rynku nie było niczego,co odpowiadałoby naszym potrzebom,zdecydowaliśmy się opracować własną recepturę wyjaśnia David.Bracia z Koszyc twierdzą,że CLR CFF jest produkowana wyłącznie z arabiki i wody,bez konserwantów,sztucznych barwników,słodzików czy cukrów dodanych.Opracowanie receptury trwało ponoć tylko 3 miesiące.Przezroczysta kawa ma powstawać na drodze fizycznego przetwarzania,a cały proces opiera się na niewykorzystywanych dotąd metodach.Ponieważ obróbka(mocne palenie)ziaren kawy prowadzi do spadku zawartości kofeiny,Słowacy kompensują jej straty,dodając do swojego napoju naturalny alkaloid.Koniec końców w każdej butelce znajduje się ok.100 mg kofeiny.Gdy parę lat temu David i Adam próbowali zebrać na Indiegogo fundusze na uruchomienie produkcji,projekt wsparło 30 osób,przez co z założonej kwoty 35 tys.euro udało się zebrać zaledwie 466 EUR.Niezrażeni niepowodzeniem bracia znaleźli jednak inny sposób na sfinansowanie swojego pomysłu.Nie wiadomo dokładnie,jak CLR CFF smakuje,ale podobno jest najlepsza po schłodzeniu.Kiperzy,którzy zechcieli się podzielić swoimi wrażeniami,opowiadają,że da się ją pić.Piszą też,że generalnie to woda z posmakiem kawy.Na razie CLR CFF można kupić tylko w Wielkiej Brytanii i na Słowacji.Za 2 butelki o pojemności 200 ml trzeba zapłacić 5,99 GPB.Istnieje też możliwość zamówienia 5-paku online(w tym przypadku kosztuje to 14,99 GBP).
Włoski sąd ustanowił komórkowy precedens
Sąd z Ivrei we Włoszech orzekł,że nadmierne,związane z pracą korzystanie z telefonu komórkowego spowodowało,że u 57-letniego dziś Roberta Romeo rozwinął się łagodny guz mózgu.Romeo zeznał,że obowiązki służbowe obligowały go do korzystania z komórki przez 3-4 godziny każdego dnia roboczego przez 15 lat.Po raz pierwszy na świecie sąd uznał,że zaistniał związek między niewłaściwym korzystaniem z telefonu i guzem mózgu powiedzieli prawnicy Włocha Stefano Bertone i Renato Ambrosio.Romeo podkreśla,że nie zamierza demonizować telefonów komórkowych,tym niemniej powinniśmy mieć większą świadomość,jak ich używać.Nie miałem wyboru;musiałem sięgać po komórkę,by porozmawiać z kolegami i organizować sobie pracę.Przez 15 lat ciągle dzwoniłem,także z domu i samochodu.Były menedżer opowiada,że w pewnym momencie zaczęło mu się wydawać,że jego prawe ucho jest cały czas zatkane.W końcu 7 lat temu w jego mózgu wykryto guz.Na szczęście był łagodny,ale nadal nic nie słyszę,bo trzeba było usunąć nerw przedsionkowo-ślimakowy[VIII nerw czaszkowy].Specjalista orzekł,że Romeo poniósł 23% uszczerbek na zdrowiu.Na tej podstawie zasądzono,by Krajowy Zakład Ubezpieczeń z tytułu Wypadków przy Pracy(INAIL,Istituto nazionale Assicurazione Infortuni sul Lavoro)wypłacał mu 500 euro miesięcznie.
Gates o wychowaniu dzieci i pomocy humanitarnej
Bill Gates,który dzięki nowoczesnym technologiom stał się najbogatszym człowiekiem na świecie,ściśle ogranicza swoim dzieciom korzystanie ze zdobyczy współczesnej techniki.W wywiadzie dla Mirror założyciel Microsoftu odpowiadał na pytania dotyczące m.in.wychowania dzieci.Gates ma ich trójkę.Jennifer ma obecnie 20 lat,Rory to 17-latek,a najmłodsza jest 14-letnia Phoebe.Jak się okazuje,dzieci miliardera mogą przynajmniej w pewnych okolicznościach pozazdrościć swobody przeciętnym polskim rówieśnikom.Okazuje się,że w domu Gatesów obowiązuje ściśle wyznaczona godzina,po której dzieci nie mogą mieć kontaktu z monitorem czy telewizorem.Dzięki temu lepiej śpią.Nie od dzisiaj bowiem wiadomo,że telewizory czy monitory komputerowe zaburzają zegar biologiczny.To jednak nie jedyne ograniczenie.Urządzenie tak powszechne wśród polskich dzieci jak smartfon nie jest w domu Gatesów oczywistością.Do 14 roku życie żadne z potomstwa miliardera nie miało własnego telefonu,a urządzenia te są ściśle zakazane podczas rodzinnych posiłków.Nie używamy telefonów przy stole podczas posiłków,nie daliśmy dzieciom smartfonów zanim nie ukończyły 14 lat i skarżyły się,że inne dzieci miały je wcześniej.Osoby,które co nieco czytały o Gatesie,nie będą zdziwione,że jego dzieci nie opływają w luksusy.Sam założyciel Microsoftu nie afiszuje się ze swoim bogactwem.Jak odnotowała dziennikarka"Mirror",podczas wywiadu Gates miał na ręku zegarek wart 8 funtów,a sam uważa się za przeciętnego Amerykanina,który lubi hamburgery.Od czasu odejścia z Microsoftu Gates poświęcił się pracy w Fundacji Billa i Melindy Gatesów.Jego wizyta w Wielkiej Brytanii miała związek z przekazaniem przez Londyn funduszy na Global Polio Eradication Initiative.To program,którego celem jest ostateczne wytępienie polio,a Fundacja Gatesów jest jego ważnym sponsorem.Pomimo głosów twierdzących,że w związku z działaniami konserwatywnego rządu Theresy May oraz podobnych obaw wyrażanych w związku z prezydenturą Donalda Trumpa,Gates optymistycznie patrzy w przyszłość działań charytatywnych.W 1930 roku tylko 30% ludzi potrafiło czytać.Dzisiaj potrafi 80% ludzi.Jeszcze w 1950 roku 3/4 świata żyło w skrajnej nędzy.Dzisiaj jest to mniej niż 10%.W 1990 roku około 10% dzieci umierało przed 5 rokiem życia,niemal wyłącznie z przyczyn,którym można było zapobiec.Obecnie odsetek ten wynosi mniej niż 5%,stwierdza Gates.Jeśli miałbym wybrać jedną liczbę,która pokazuje znaczenie pomocy dla krajów rozwijających się,byłaby to liczba 122 miliony.Tyle dzieci udało się ocalić od 1990 roku,dodaje.
Dzięki automatycznym bramkom Chińczycy mają zacząć przechodzić przez pasy na zielonym
Władze Wuhanu ustawiły na ruchliwych skrzyżowaniach automatyczne bramki dla pieszych,które otwierają się tylko po zmianie świateł na zielone.Ma to zapobiec przechodzeniu w niedozwolonych momentach,które stało się plagą w wielu miastach Chin.Mówi się nawet o chińskim stylu przechodzeniu przez ulicę,w ramach którego piesi ignorują światła i wkraczają na ruchliwe drogi i skrzyżowania,zazwyczaj w dużych grupach.Jedni argumentują,że za takim zachowaniem stoi brak poszanowania Chińczyków dla prawa,inni,np.pisarz Yuan Xiaobin,podkreślają,że to raczej skutek działania samej infrastruktury.O ile bowiem w Niemczech czerwone światła dla pieszych świecą nie dłużej niż 60 s(tyle,jak wykazały badania,Niemcy są skłonni poczekać,by przejść przez ulicę),o tyle w Państwie Środka zaprogramowany czas sięga nawet 90 s.Poza tym,gdy zielone się wreszcie pojawi i tak nie wiadomo,czy samochody pozwolą pieszym przejść.Chiński styl przechodzenia przez drogę prowadzi do dużych korków.Wbrew oczekiwaniom władz,grzywny wcale nie okazały się skutecznym środkiem zaradczym.Dotąd próbowano zwalczać"wolną amerykankę"na wiele różnych,czasem dziwnych,sposobów,np.karząc łamiących przepisy noszeniem zielonych czapek czy malując na chodniku czerwone linie,co miałoby skłaniać ludzi do refleksji.Na drodze umieszczano też manekiny z urazami i białe krzyże.Nic się jednak tak naprawdę nie sprawdziło.Na razie bramki,które do złudzenia przypominają te z metra,stanęły na kilku przejściach dla pieszych w Wuhanie.Jeśli się sprawdzą,zostaną zainstalowane w całym mieście.Bramki otwierają się po przełączeniu świata na zielone i zamykają się po zapaleniu czerwonego.By ludzie nie obchodzili czy nie przeskakiwali urządzeń,zainstalowano tam kamery przemysłowe.Twarze naruszających przepisy będą wyświetlane na cyfrowych billboardach w okolicy.
Wg najnowszej hipotezy,chmury z"Krzyku"Muncha to obłoki perłowe
Dotąd wygląd chmur na obrazie"Krzyk"Edvarda Muncha interpretowano albo jako metaforę psychicznego cierpienia,albo jako przestawienie cząstek zanieczyszczających powietrze po wybuchu wulkanu Krakatau w 1883 r.Najnowsza hipoteza Helen Muri,badaczki z Uniwersytetu w Oslo,wskazuje jednak na polarne chmury stratosferyczne,a właściwie jeden z ich rodzajów tzw.obłoki perłowe.Norweżka zaprezentowała swoją teorię na kongresie Europejskiego Towarzystwa Geonauk w Wiedniu.Wg niej,po pierwsze,wybuch wulkanu nie mógł odpowiadać za pofalowanie chmur Muncha.Po drugie,zabarwione w wyniku erupcji zachody słońca występują przeważnie przez parę lat,tymczasem wizja Muncha wydaje się jednorazowym doświadczeniem[...].W swoim dzienniku artysta napisał bowiem,że niebo nagle stało się krwiste.Obłoki perłowe są rzadkie.By powstały,na dużych wysokościach(ok.20-30 km)muszą panować temperatury poniżej −85°C.Pojawiają się zimą,częściej nad Antarktyką niż nad Arktyką.Ponieważ są bardzo cienkie,w ciągu dnia ich nie widać i można je podziwiać dopiero przed wschodem albo po zachodzie słońca.Wiemy,że pod koniec XIX w.w okolicach Oslo pojawiły się obłoki perłowe.Udokumentował je co najmniej jeden naukowiec,który napisał:są tak piękne,że można uwierzyć,że jest się w innym świecie.Ostatnie badania zainspirowały obłoki perłowe,które pojawiły się nad południowo-wschodnią Norwegią w 2014 r.Były tak podobne do chmur z dzieła Munka,że trudno się było nad tym nie zastanowić...Edvard Munch mógł się przestraszyć,gdy nagle niebo stało się krwistoczerwone.Niewykluczone,że to doświadczenie doprowadziło do namalowania"Krzyku".Tak czy siak Muri podkreśla,że to jedna z wielu hipotez.Istnieją też inne.Ponieważ jesteśmy naukowcami o określonej specjalności,szukamy,oczywiście,odpowiedzi w naturze,podczas gdy psycholodzy sugerowali,że obraz powstał jako pokłosie psychicznego cierpienia.
Wielka Brytania obyła się bez węgla
Zwolennicy alternatywnych źródeł energii i miłośnicy ochrony środowiska powinni zapamiętać datę 21 kwietnia 2017 roku.Brytyjski dostawca energii elektrycznej,National Grid,poinformował,że tego dnia przez 24 godziny Wielka Brytania obywała się bez energii ze spalania węgla.Uchodzący w Polsce za„czarne złoto”węgiel jest w wielu krajach coraz rzadziej używany.W roku 2016 Wielka Brytania pozyskała z węgla jedynie 9% energii elektrycznej.Rok wcześniej było to 23%.W dniu bez węgla energię pozyskiwano ze spalania gazu(50,3%),elektrowni atomowych(21,2%),wiatru(12,2%),z importu(8,3%),biomasy(6,7%)oraz energii słonecznej(3,6%).Importowana energia pochodziła w 59,7% z Francji,36,8% z Holandii i w 3,5% z Irlandii.Wielka Brytania ma zamiar zmniejszyć emisję węgla i do roku 2025 chce wyłączyć wszystkie elektrownie węglowe.Dlatego też wykazanie,że kraj można przez 24 godziny zasilać bez węgla było bardzo ważnym momentem.Zużycie węgla spada w Wielkiej Brytanii od lat 70,kiedy to naturalny gaz z Morza Północnego zaczął zastępować węgiel.W latach 80 uruchomiono liczne elektrownie atomowe,które jeszcze bardziej zmniejszyły zapotrzebowanie na węgiel,a w latach 90 doszło do zwiększenia z 5 do 28 procent udziału gazu w produkcji energii.Spadające ceny energii oraz podatek nałożony na emisję dwutlenku węgla czynią energetykę węglową coraz mniej opłacalną.Podobny proces widać zresztą w całej Europie.W ubiegłym roku,dzięki inwestycjom w energetykę odnawialna,europejska emisja CO2 zmniejszyła się o 11%.Od węgla odchodzą też na przykład Chiny i Indie.Państwo Środka zrezygnowało niedawno z budowy planowanych 85 elektrowni węglowych,a Indie zapowiadają,że po roku 2022 przestaną budować nowe elektrownie węglowe.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)