niedziela, 24 września 2017

10 historycznych faktów,które brzmią jak z powieści fantastycznej

Gwiazdę Śmierci wymyślono już w XIX wieku.Wiedźmini naprawdę bronili polskich wsi przed potworami.Dracula faktycznie nurzał się we krwi.Jakie jeszcze postacie z baśni i powieści fantastycznych znajdziecie…na kartach podręczników historii?Tym razem udowadniam,że fikcja często czerpie z prawdziwych wydarzeń.
10 Zombie to nie wytwór wybraźni scenarzystów z Hollywood
Idea umarlaka o nadludzkiej sile to efekt syntezy wierzeń afrykańskich,europejskiej czarnej magii i lokalnych kultów na Haiti.Przybyła do Ameryki Środkowej wraz z niewolnikami z Czarnego Lądu.Pochodzenia słowa„zombie”można się doszukiwać w wielu określeniach.W dorzeczu Konga wspomina się czasem o„nsumbi”,czyli demonach.Z kolei na terenach dzisiejszej Angoli ciało pozbawione duszy określało się jako„nvumbi”.Na Karaibach przekonanie o istnieniu zombie jest wciąż żywe.Wierzy się w to,że człowiek może powstać z grobu,a jego ciało zostać przejęte przez czarownika i użyte w niecnych celach.
9 Wiedźmini istnieli naprawdę i znali się na swoim fachu
W okolicy grasuje potwór?Nasi przodkowie mieli od tego ludzi.Zachowała się opowieść o stróżu z Białej,który pokonał upiora przy pomocy…igły z nitką.Nieznany z imienia owczarz z Czarnostowa działający pod koniec XIX wieku stosował bardziej brutalne metody.Za opłatą zgadzał się spędzać noc w nawiedzonym domostwie.Świadkowie mogli słyszeć dochodzące ze środka jęki i odgłosy walki.Podkarpacie przed I wojną światową również mogło czuć się bezpiecznie nad mieszkańcami czuwali tak zwani bacze,zawodowi poskramiacze upiorów.
8 Karaibskiej Gwiazdy Śmierci również nie ominęła eksplozja
Po skutecznym wypędzeniu wojsk Napoleona na Haiti zbuntowani niewolnicy bali się powrotu ciemiężycieli.Ich przywódca,Henri Christophe,zlecił w 1805 roku wzniesienie ogromnej fortecy.„Tak jak widzisz gwiazdę na niebie[…],tak cytadela symbolizuje Nasze najwyższe ideały”mieli powiadać haitańscy rewolucjoniści.Christophe poczuł w sobie moc,ale raczej jej ciemną stronę.W 1811 roku koronował się na króla i jako Impera…król Henry I zmuszał swoich poddanych do niewolniczej pracy przy budowie wymarzonej budowli.Gdy była już prawie ukończona,eksplozja w prochowni zniweczyła wieloletnią pracę.Czy był to zamach,czy nieszczęśliwy wypadek?
7 Wampirów obawiano się jeszcze w XX wieku
Literatura i kino nauczyły Nas,że najbardziej niezawodne środki na wampiry to krzyż,osinowy kołek czy srebrna kula.W rzeczywistości jednak stosowano mniej wyrafinowane metody.W grobie z XIII wieku odkrytym w Bułgarii znajduje się ciało mężczyzny przebite na wylot żelaznym prętem wyjętym z pługa.Sto lat wcześniej w Czechach pochowano czternastu młodych ludzi,których ciała przybito gwoździami i przysypano stertą kamieni.W XVIII wieku pod posadzką prezbiterium odkryto ciało z odrąbanymi nogami w trumnie wzmocnionej żelazem.Zdarza się również odnajdywać pochówki wampiryczne z…XX wieku.
6 Merlin istniał naprawdę i miał niecenzuralne imię
Począwszy od XI wieku na terenach zamieszkałych przez Celtów krążyły opowieści o bohaterach,zwane mabinogion.Jedną z popularnych postaci pojawiających się w tych opowieściach był bard Myrrdin Wyllt żyjący w VI wieku.To właśnie on stał się jedną z głównych inspiracji postaci Merlina.Stworzył ją walijski kronikarz i biskup z XII wieku Geoffrey z Monmouth,pisząc„Proroctwa Merlina”(1134 r.)„Historię królów Brytanii”(1138 r.)oraz„Żywot Merlina”(1138 r.)Dlaczego zmienił Myrrdinowi imię?Musiał to zrobić,aby nie gorszyć swoich czytelników.
5 Maria Leszczyńska trzymała na salonach wypchanego wilkołaka
Latem 1764 roku w okolicach Gevaudan we Francji zaczęła grasować bestia z piekła rodem.Jej pierwszą ofiarą padła młoda dziewczyna,następnie gromadka dzieci.W regionie zapanował strach.Przypuszczano,że sprawcą jest wilk,grupa wilków lub…wilkołak.Z Paryża przysłano posiłki,między innymi Françoisa Antoine’a,wielkiego łowczego króla Ludwika XV.Rozpoczęto nagonkę.Wkrótce Antoine ustrzelił ogromnego wilka,w którego wnętrznościach znaleziono fragmenty czerwonej tkaniny.To wraz z niespotykanym rozmiarem zwierzęcia uznano za wystarczający dowód zbrodni.Bestię wypchano i wysłano do Paryża,gdzie trafiła do antyszambru królowej Marii Leszczyńskiej.
4 Wład III Palownik nie bez powodu stał się pierwowzorem Draculi
Wiosną roku 1462 tureckie wojska prowadzone przez Mehmeda II wkroczyły na tereny Wołoszczyzny,by rozprawić się z jej hospodarem.Gdy zbliżały się do miasta Tîrgoviște,ich oczom ukazała się scena rodem z najbrutalniejszych horrorów.Wzdłuż drogi prowadzącej do stolicy wznosił się„las pali”,na które nabito ludzkie ciała.W nieszczęśnikach zwisających z zaostrzonych pni rozpoznano tureckich żołnierzy wziętych do niewoli przed rokiem.Jak zanotował jeden z kronikarzy sułtana,na palach tkwiło łącznie 20000 ludzi.Szeroki na kilometr pas nieszczęśników ciągnął się na długość trzech kilometrów.
3 Android wygrał z Katarzyną Wielką w szachy
W XIX wieku w prasie krążyła opowiastka o automatonie stworzonym przez węgierskiego konstruktora Wolfganga von Kempelena.Maszyna zwana„Turkiem”wyglądała jak człowiek siedzący przy biurku i podobno była nie do pobicia w grze w szachy.Sława automatonu-szachisty rozniosła się po kraju.Władczyni Rosji zapragnęła osobiście przetestować maszynę i poniosła sromotną klęskę.Jak się okazało,opowiastka ta nie była zupełnie wyssana z palca„Turek”rzeczywiście istniał.Tylko,że najprawdopodobniej…w środku ukrywał się człowiek i to polski oficer.
2 Baba Jaga jeszcze w XX wieku grasowała na ulicach Barcelony
Kusiła dzieci słodyczami,a następnie porywała je do swojego domu,gdzie karmiła suchym chlebem,maltretowała i w końcu zabijała.W jej„chatce”odnaleziono kości ukryte za ścianą,gliniane dzbany wypełnione krwią,smalec z ludzkiego tłuszczu,dziecięce włosy,a także stare księgi z recepturami.To nie bohaterka jednej z baśni Braci Grimm mowa o Enriquecie Martí i Ripollés,zwanej“wampirzycą z Barcelony”.Współczesna Baba Jaga tworzyła upiorne medykamenty i sprzedawała je najbogatszym i najbardziej wpływowym osobom w Hiszpanii.
1 Nasi dziadkowie mieli swoje sposoby na zombie
Jak zapobiec temu,że któryś z umarłych wstanie z grobu jako tak zwany strzygoń?Nasi przodkowie bronili się na różne sposoby.Podejrzanego trupa(na przykład kulawego lub nieposiadającego brwi)układano na brzuchu,„żeby się w ziemię wgryzał”.Zakładano również pułapki podkładano umarłemu pod szyję sierp,aby sam obciął sobie głowę przy próbie wydostania się z trumny.W zombie-strzygonie wierzono jeszcze w XVIII wieku.

Śmierć w męczarniach po zjedzeniu kromki chleba i waleczne Polki

Skąd wzięła się skuteczność armii Chrobrego?Co Niemcy sądzili o powstańcach warszawskich,a Brytyjczycy o polskich pilotach?Dlaczego Kanadyjczyk dowodził dywizjonem 303,a Amerykanka próbowała uwieść polskiego dyplomatę? To właśnie na te pytania odpowiem w tym poście.
10 Czy to ta kobieta wpędziła Mickiewicza do grobu?
Magnetyczna uwodzicielka,wcielenie szatana,wampir.Współcześni i potomni nie szczędzili jej tych„pieszczotliwych”określeń.Kim była tajemnicza Xawera i jaką rolę odegrała w życiu narodowego wieszcza?
9„Nie chcieli wyszorować owiec swego lorda”.Sześć naprawdę dziwacznych średniowiecznych przepisów
Kruczki prawne na każdą okazję?Absurdalne regulacje i kary?Zakazy nie mieszczące się w głowie?Mieszkańcy średniowiecznej Anglii znali to wszystko.I jeszcze więcej.
Ostatnia szarża polskiej kawalerii.O tej bitwie naprawdę warto pamiętać
Na silnie ufortyfikowane niemieckie stanowiska we wsi Borujsko nacierają polskie czołgi i piechota.Wróg jednak zaciekle broni swoich pozycji.Po kolejnych bezskutecznych atakach do walki zostaje rzucona 1 Warszawska Brygada Kawalerii.1 marca 1945 roku ułani przeprowadzają ostatnią szarżę w historii Wojska Polskiego.
7 Słynnym Dywizjonem 303…dowodził Kanadyjczyk.Jak do tego doszło?
Dla Anglików był obcy,a jego rozrywki hokej,baseball i strzelanie do grzechotników nie były na Wyspach w poważaniu.Znaczenie dystansu kulturowego poznał jednak dopiero,gdy dostał przydział do Dywizjonu 303.I zaczął latać z Polakami.
6 Aby poznać tajemnicę Enigmy,Brytyjczycy kazali swojej agentce…zaciągnąć do łóżka jednego z najważniejszych polskich dyplomatów
Obracała się w najwyższych kręgach władzy w Polsce.Żądna przygód,o zniewalającej urodzie,kipiąca seksapilem.Nie skąpiła informatorom wdzięków swojego ciała.Dzięki temu wykradła najpilniej strzeżoną tajemnicę polskiego wywiadu.
Sztuka wojny Chrobrego.Gdzie krył się sekret morderczej skuteczności największego polskiego zdobywcy?
Rusini drżeli przed jego potęgą.Niemcy czuli do niego respekt większy,niż do jakiegokolwiek innego wodza.Wikingowie bali się go spotkać na polu boju.Dlaczego jego wojowie byli niepokonani?
Co Brytyjczycy naprawdę sądzili o polskich pilotach myśliwskich?
Kiedy polscy lotnicy pojawili się w Wielkiej Brytanii,nie spodziewano się zbyt wiele po„bandzie dzikusów”.Opinia o Polakach zmieniała się powoli.Jakie zdanie mieli Brytyjczycy o Polakach?
3„Bandyci w Warszawie walczą fanatycznie i zaciekle”.Co Niemcy sądzili o powstańcach warszawskich?
Ginęli w zasypanych piwnicach,na osnutych dymem barykadach i w śmierdzących kanałach.Dla Polaków są bohaterami.Co jednak o pokoleniu Kolumbów sądzili ich przeciwnicy?Jakie zdanie Niemcy mieli o powstańcach warszawskich?
To mogły wymyślić tylko Polki.Jak Nasze babcie radziły sobie z gestapowcami?

Żydzi nie potrafili chodzić po ulicach.Na widok wachy zawsze ogarniał ich paraliż,spuszczali wzrok,panie nasuwały kapelusik na twarz.Uczyłam ich,żeby nie spuszczać wzroku,zachowywać się pewnie.Kobiety żeby iść prosto na szefa patrolu,zarzucić bioderkiem,uśmiechnąć się flirtująco.
Nogi gniły i odpadały.Tej choroby można się było nabawić od jednej kromki chleba
Nasi przodkowie nazywali ją„ogniami świętego Antoniego”.Umierały na nią w niewyobrażalnych mękach dziesiątki tysięcy ludzi.Znalezienie przyczyn tej choroby zajęło całe stulecia mimo,że wróg był codziennie w zasięgu ręki.

10 niesamowitych faktów o dynastii Romanowów.Mogę się założyć,że ich nie znaliście

Znęcali się nad dziećmi i dworem,ale sami też doświadczyli niezliczonych okrucieństw.Przyczynili się do upadku Polski,ale jeden z nich z dumą wskazywał,że ma ojca Polaka.Wyznawali prawosławie,ale ratowali ultrakatolicki zakon.Co jeszcze powinniście wiedzieć o legendarnej rosyjskiej dynastii?
Nawet nie podejrzewaliście,że…
10 Dynastia Romanowów była bliska wymarcia…jeszcze zanim przejęła tron
Przystojny i elegancki Fiodor Romanow(1553-1633)był kuzynem ostatniego cara z rodu Rurykowiczów,Fiodora I.Krążyły pogłoski,że to jemu zasiadający na tronie imiennik zostawił czapkę Monomacha,symbol władzy wielkich książąt moskiewskich i carów Rosji.Ostatecznie jednak droga do panowania Romanowów okazała się znacznie dłuższa i bardziej wyboista.Władzę przejął bowiem Borys Godunow,który zwrócił się przeciw nim,próbując wyeliminować z gry całą dynastię.I prawie mu się udało.Fiodora osadzono w klasztorze,a jego krewniacy trafiali w różne obrzeża kraju,gdzie przebywali pod ścisłym nadzorem.Trójka z nich wtedy zginęła.
9 Katarzyna II uratowała zakon jezuitów
21 lipca 1773 roku nastąpiła formalna kasata zakonu jezuitów w całym Kościele katolickim.Zakon przestał istnieć wszędzie poza…Rosją.Katarzyna II przez wsparcie udzielone zakonnikom chciała dopiec papieżowi,przeciwnikowi rozbiorów.Zakazała więc przeprowadzania kasaty na przejętych rok wcześniej ziemiach Rzeczypospolitej.Niezależnie od tego caryca miała też nadzieję,że jezuici będą tłumili wywrotowe nastroje wśród Polaków.Dlatego trzymała ich na krótkiej smyczy,stopniowo uzależniając byt zakonu od państwa.
8 Jeden z Romanowów uważał się za Polaka…
Car Paweł I oficjalnie był synem Piotra III i Katarzyny II.Wierzył jednak,że jego biologicznym ojcem był…Stanisław Poniatowski.Nie przeszkadzało mu nawet to,że urodził się na rok przed pierwszym spotkaniem polskiego szlachcica z Katarzyną II!Prawdopodobnie Poniatowski wydawał mu się najbardziej odpowiednim kandydatem spośród licznych kochanków jego matki.Mimo,że były król Polski starał się wyprowadzić cara z błędu,Paweł zapewnił„ojcu”wysoki poziom życia i godny pogrzeb.
7 …a inny traktował polską kochankę jak żonę
Car Aleksander I w 1803 roku rozpoczął romans z księżną Marią Naryszkiną,córką targowiczanina Antoniego Czetwertyńskiego.Ich związek trwał ponad półtorej dekady.Car otoczył ją przepychem,z którego chętnie korzystała.Para pokazywała się oficjalnie jako małżonkowie.W takim charakterze pojawili się na przykład na Kongresie Wiedeńskim.
6„Dziewicza”Elżbieta wcale nie była taka święta
Caryca Elżbieta I była starą panną.Ale z dziewictwem miało to niewiele wspólnego.Już jako nastolatka deprawowała swego bratanka,cara Piotra II.Niedługo później wdała się w romans z Szymonem Naryszkinem.Z innym kochankiem,Aleksem Razumowskim,podobno nawet wzięła ślub.Co,oczywiście,nie było dla„dziewiczej”Elżbiety wystarczającym powodem,by nie zapraszać do łoża innych panów.
5 Jeden z carów korzystał z usług„zielonych ludzików”
Dzięki rosyjskiej protekcji pierwszym księciem Bułgarii został Aleksander Battenberg,kuzyn cara Aleksandra III.Rosjanie uważali go za swoją marionetkę.Niestety przeliczyli się,a Aleksander zaczął się niebezpiecznie uniezależniać od wschodniego Wielkiego Brata.By temu zapobiec,Rosjanie na bazie przebywających w Bułgarii carskich popleczników stworzyli w jego państwie piątą kolumnę.Była to XIX-wieczna wersja„zielonych ludzików”.Latem 1886 roku porwali oni nawet władcę.
4 Piotr Wielki uwielbiał zabawę w„dentystę-sadystę”…
Piotr Wielki pobił innych władców Rosji w lekarskich„osiągnięciach”.Już w młodości zafascynowało go usuwanie zębów.Postanowił więc sam to robić!Medyczne eksperymenty kończyły się dla ofiar cara zwykle tragicznie.Piotr miał to w nosie,gdyż traktował pacjentów jak eksponaty.Albo zabawki.A wyrwane kowalskimi obcęgami zęby wraz ze strzępami dziąseł przechowywał jako cenne trofea.
3 …i miał własnego syna na sumieniu
Ten sam władca wsławił się szczególnym okrucieństwem względem własnego syna.Piotr nie był zadowolony,że jego pierworodny Aleksy nie wdał się w niego.Groził mu wręcz,że przekaże tron w ręce cudzoziemca,byle tylko nie zostawić go rozczarowującemu potomkowi.Gdy na dodatek wyszło na jaw,że syn spiskuje przeciwko niemu,car zwołał sąd złożony z duchowieństwa,generalicji i senatorów.Carewicz został skazany na śmierć.Zginął dzień po wyroku,podobno w obecności ojca.
2 Aleksander II przeżył aż sześć zamachów na swoje życie
W 1867 roku car Aleksander II udał się do Paryża na otwarcie Wystawy Światowej.W stolicy Francji pewna Cyganka wywróżyła mu z ręki siedem zamachów na jego życie.I rzeczywiście,władcę wielokrotnie usiłowano zabić.Pierwsza próba miała miejsce już rok wcześniej.Pocisk minął celu,gdyż osoba stojąca obok zamachowca odtrąciła jego rękę.Ale dopiero siódmemu zamachowcowi się powiodło.
1 Bolszewicy potraktowali bestialsko także dalszych krewnych Mikołaja II
Dobę po tym,jak rozprawili się z carską rodziną,bolszewicy zajęli się Romanowami uwięzionymi w szkole w Ałapajewsku.Znajdowała się tam Elżbieta,wdowa po stryju Mikołaja II i pięcioro innych krewnych cara.Nocą zawieziono ich do zalanej kopalni i zepchnięto do 20-metrowego szybu.Niektórzy przeżyli upadek.Próbowano ich dobić granatami ręcznymi i płonącymi gałęziami.

Połowa królestwa i ręka księżniczki?Zapomnijcie.W 10 punktach udowodnimy Wam,że księżniczka to najgorsza kandydatka na żonę

Uważacie,że księżniczka to wspaniała partia?Piękna,zamożna i ze świetnymi koligacjami?Nic z tych rzeczy!Prawdziwe błękitno krwiste panny potrafiły nieźle zaleźć za skórę.A związek z nimi można było nawet przypłacić życiem.Tym razem postanowiliśmy pokazać ciemną stronę życia z księżniczkami.Żeniąc się z księżniczką,musielibyście pamiętać o tym,że może ona…
10 Kazać Wam długo czekać na noc poślubną
Tego,że seks przed ślubem nie wchodzi w rachubę,można było się spodziewać.Ale także w noc poślubną nie było na niego szans.XVI-wieczny obyczaj nie pozwalał,by panna młoda(a szczególnie nowa królowa)tego samego dnia przyjmowała komunię świętą i oddawała cnotę mężowi.Dopiero po kolejnym dniu ucztowania nowożeńcy mogli się spotkać w łożu.Wycieńczeni i przejedzeni,musieli poczekać na pobłogosławienie posłania przez biskupa,a potem wysłuchać rubasznych żartów dostojników państwowych.
9 Wnieść do rodziny choroby genetyczne
Kazirodztwo i chów wsobny tak można streścić politykę małżeńską wielu dynastii,a szczególnie Habsburgów.Małżeństwa wujków z siostrzenicami nie były dla nich niczym wyjątkowym.Cierpiały na tym dzieci,które rodziły się wyjątkowo słabe.Wiele z nich umierało w dzieciństwie.Te,które dożywały dorosłości,były często opóźnione fizycznie i umysłowo oraz cierpiały na bezpłodność.Ale nawet takie jak Maria Antonia Habsburg,której ojciec był równocześnie wujkiem i bratem ciotecznym jej matki były łakomym kąskiem dla wszystkich dynastów.
8 Pouczać Was na każdym kroku
Księżniczkę Helenę Orleańską swatano z następcą austriackiego tronu,Franciszkiem Ferdynandem.Kiedy potencjalni małżonkowie się spotkali,mieli jednak spore problemy komunikacyjne.Helena mówiła wyłącznie po francusku,a arcyksiążę słabo władał tym językiem.Ciągle popełniał lapsusy,które panna bezlitośnie poprawiała.Czuł się jak na klasówce.Sam zresztą wybór żony spośród księżniczek skwitował następująco:„wszystkie one są dziećmi,siedemnasto- albo osiemnastoletnimi podlotkami,a jedna brzydsza od drugiej”.
7 Pobić Was…jedną ręką
Cymbarka z czerskiej linii Piastów słynęła z urody… i nadzwyczajnej siły fizycznej.Ta żyjąca na XV-wiecznym Mazowszu księżniczka potrafiła gołymi rękami łamać podkowy i wbijać gwoździe.Orzechy zgniatała w dłoniach tak,że spomiędzy jej palców wyciekał olej.Strach byłoby jej podpaść.
6 Kosztować Was mnóstwo pieniędzy i zachodu
W najtrudniejszej sytuacji byli ci,którzy oglądali się za księżniczkami nie mając dziedzicznego tytułu.Przekonał się o tym Jakub Sobieski,syn króla elekcyjnego Jana III.Po licznych afrontach na europejskich dworach uderzył on w konkury do księżniczki ubogiej,ale za to spowinowaconej z cesarzem.Nawet za to Sobiescy musieli słono zapłacić.Choć zwyczaj nakazywał mniej więcej równy wkład pieniężny małżonków,ostatecznie pan młody wniósł wiano czterokrotnie wyższe od swojej oblubienicy.
5 Nie pachnieć jak konwalie
Święta Kinga,żona Bolesława Wstydliwego,księcia krakowskiego i sandomierskiego,jak wiele księżniczek w XIII-wiecznej Europie Środkowej wystawiała męża na liczne próby.Jej żywoty donoszą,że nawet w małżeństwie nie zrezygnowała z dziewictwa.Nie przywiązywała też chyba wielkiej wagi do urody,bo„gdy ją z urody chwalono,brukała twarz i mazała”.I na dodatek prawie wcale się nie myła:„nigdy nie zażywała ulgi w kadzi lub w łaźni,ani też żadną wodą nie obmywała twarzy,jak tylko przy okazji komunii albo w wielkiej potrzebie”.
4 Nie zachwycać urodą
Księżniczka musi być automatycznie posągowo piękna?Król Szwecji Eryk XIV przekonał się,że wcale tak nie jest.Starając się o rękę córki landgrafa Hesji,Krystyny,słyszał od tamtejszego ambasadora,że dziewczyna jest wielce urodziwa.Tymczasem prawda przedstawiała się znacznie gorzej.Pewien szwedzki rycerz miał okazję odwiedzić dwór landgrafa i osobiście ujrzeć niezbyt nadobną pannę.Z jego relacji wynikało,że Krystyna ma na twarzy szpetne pozostałości po ospie.
3 Zabić Wam matkę
Gdy macie władczą matkę,ślub z ambitną i dumną ze swojego pochodzenia kobietą może zakończyć się rodzinną tragedią.Przekonał się o tym Galeazzo Maria Sforza.Jego żona,księżniczka Bona di Savoia,nie znosiła swojej teściowej,Bianki Marii Visconti.I kiedy Bianka Maria zmarła nagle w trakcie podróży do rezydencji wyznaczonej jej przez Galeazza,podejrzewano,że otruła ją właśnie synowa.
2 Przynieść Wam śmiertelnego pecha
Księżniczkę Ryksę,córkę króla Polski Przemysła II,śmiało można nazwać Naszą pierwszą femme fatale.Nad jej kolejnymi związkami ciążyło istne fatum.Mężczyźni,którzy pragnęli jej ręki,wyjątkowo szybko umierali.Pierwszego narzeczonego straciła,kiedy miała 10 lat.Do 19 roku życia owdowiała dwukrotnie.Dopiero ostatnia miłość jej życia pożyła dłużej może dlatego,że temat ślubu między nimi nigdy nawet się nie pojawił.
1 Mieć temperament,który wpędzi Was do grobu
Księżniczka Małgorzata Habsburg,córka cesarza Maksymiliana I,została entuzjastycznie przyjęta przez swego męża,księcia Asturii Jana.Była to miłość od pierwszego wejrzenia.Jana trudno było choć na chwilę oderwać od żonki.Trzy miesiące po ślubie jego zdrowie zaczęło podupadać.Medycy podejrzewali,że powodem była nadmierna gorliwość w wykonywaniu obowiązków małżeńskich.Coś było na rzeczy,bo chłopak zmarł zaledwie pół roku po pierwszym spotkaniu z Małgorzatą.

czwartek, 14 września 2017

To mogły wymyślić tylko Polki.Jak Nasze babcie radziły sobie z gestapowcami?

Żydzi nie potrafili chodzić po ulicach.Na widok wachy zawsze ogarniał ich paraliż,spuszczali wzrok,panie nasuwały kapelusik na twarz.Uczyłam ich,żeby nie spuszczać wzroku,zachowywać się pewnie.Kobiety żeby iść prosto na szefa patrolu,zarzucić bioderkiem,uśmiechnąć się flirtująco.W czasie II wojny światowej kobiety na równi z mężczyznami zasilały szeregi konspiracji.„Każdy gdzieś należał”przyznaje jedna z bohaterek książki Łukasza Modelskiego„Dziewczyny wojenne”.Barbara Wilczyńska-Sekulska potwierdza:„Każdy wstępował do tej organizacji,do jakiej miał dostęp”.Ona akurat miała dostęp do AK.Działała w batalionie Kiliński.Powszechny udział kobiet w działaniach konspiracyjnych sprawił,że musiały one opanować też sztukę unikania czyhających zewsząd niebezpieczeństw.Co robiły,by nie wpaść w ręce gestapo?
Legalna praca
Pierwszy sposób wydaje się prosty,ale mógł być zadziwiająco skuteczny.Podstawą uniknięcia schwytania przez okupanta,niezależnie czy było się mężczyzną czy kobietą,było mianowicie…posiadanie legalnej pracy,najlepiej w jednym z okupacyjnych urzędów.
O tym,jak ułatwiało to życie,opowiadała Balbina Szymańska-Ignaczewska z AK:
Przed powstaniem pracowałam jako telegrafistka w PERUNIE,to była wówczas firma austriacko-niemiecka.Dzięki temu miałam przepustkę,która umożliwiała mi chodzenie po ulicach i ratowała przed łapanką.Potem dowiedziałam się,że wiele innych osób z podziemia też tam pracowało.
Czasem jednak nawet mimo kamuflażu następowała dekonspiracja.W tej sytuacji jedyną możliwą opcją było ukrycie się.Znikano z oczu gestapo,nieustannie zmieniając konspiracyjne lokale.Można było także zamelinować się w jednym z licznych tajnych schowków,od jakich roiło się w okupowanej Polsce.
Kryjówki i tajne przejścia
Łukasz Modelski w książce„Dziewczyny wojenne”opisuje historię Haliny Rajewskiej,którą gestapo zabrało z jej domu w Szczebrzeszynie prosto z wesela.Tak naprawdę mogłaby właściwie uciec.W jej domu było tajne przejście,prowadzące do miejscowego getta.Wykorzystywali je zazwyczaj Żydzi chcący wydostać się z zamknięcia.Tym razem wszyscy goście weselni przeszli nim w drugą stronę. Jak opowiadała Rajewska:
Poleciałam szybko przez kuchnię,opuściłam podniesioną klapę i przydepnęłam,wyrównując ją z poziomem podłogi,aby nie było widać,że jest tam jakieś przejście.Niemcy tam nawet nie zajrzeli.Weszło ich czterech.Krzyczeli.
Rzeczywiście tego rodzaju schowki,tajne przejścia,ukryte komórki znalazły się w czasie okupacji w zaskakująco wielu polskich domach.Zazwyczaj organizowano je na wsiach i mniejszych miasteczkach,ale nie brakowało ich też w miastach.Barbara Secomska,która w czasie wojny była małą dziewczynką,zapamiętała kryjówkę ze swojego mieszkania.„U Nas też był w mieszkaniu specjalny schowek,gdzie można było się ukryć,żeby łatwo nie znaleźć,jakiś kawałek podwójnego muru,czy coś takiego”wspomina.Nie były to miejsca do końca bezpieczne, ale w sytuacjach ekstremalnych pozwalały przez pewien czas przetrwać spalonym konspiratorom lub uratowanym Żydom.Bywały też składami broni i bibuły.
Ciągłe przeprowadzki
Innym,bardziej„miejskim”sposobem konspiratorek na uniknięcie aresztowania przez gestapo było regularne zmienianie miejsca zamieszkania.Członkowie podziemnych organizacji nie mieli szans na prywatność.Mieszkanie każdego z nich stawało się automatycznie lokalem konspiracyjnym,w którym mogli schronić się uciekinierzy.O tej niezwykłej konspiracyjnej gościnności przekonała się Magda Rusinek,żołnierz warszawskich grup likwidacyjno-dywersyjnych AK,tak zwanego Referatu 993/W.Bardzo szybko po zaprzysiężeniu musiała ona wynieść się z mieszkania,które dzieliła z babcią.Zatrzymała się u znajomych.
Tak opowiada o panującej w nowym lokum atmosferze:
W maju 1942 roku zaczęłam u nich mieszkać,zresztą z całym tłumem innych ludzi,poszukiwanych,Żydów,albo po prostu nieumiejących sobie radzić.Tłok był ogromny,ale mama Haneczki nigdy nikomu nie odmawiała.
Niestety także w mieszkaniu Haneczki młoda egzekutorka nie mogła zostać długo.Po serii zamachów,w których brała udział,była już poszukiwana.Zmieniała miejsca zamieszkania jak rękawiczki.
Jak wspomina:
Wtedy,w 1942,1943 roku bardzo często zmieniałam miejsca pobytu,miałam kilka kompletów różnych dokumentów i zaczęłam się bardzo pilnować aresztowano właśnie moją siostrę i ciotkę.Firma wykupiła je za straszne pieniądze.Szczęśliwie ani Marysia,ani ciotka niczego o mnie nie wiedziały.Marysi załatwiłam dobrą pracę stenografię,dobre dokumenty i Arbeitskartę.
Sztuka wojennego seksapilu
W czasie wojny uroda i wdzięk często stanowiły dla kobiet raczej zagrożenie niż pomoc.Mogły jednak stać się także bardzo skuteczną bronią.Przekonała się o tym Ludwika Zachariasiewicz.Pracowała w Warszawie,w sklepie i salonie kosmetycznym.W jednym z pomieszczeń mieścił się tam skład nielegalnej bibuły.Pewnego dnia Zachariasiewicz usłyszała strzelaninę na ulicy.Zaciekawiona wychyliła się przez drzwi,ale cofnęła się natychmiast,gdy w pobliżu zobaczyła Niemców.Oni jednak też ją zobaczyli.Pobiegli za nią i weszli do sklepu.
Tak opowiadała o całej sytuacji:
Wyjrzałam.Strzelaliście,to wyjrzałam!tłumaczę się.Uśmiechnięta,wesoła.Usiadłam sobie na ladzie nonszalancko,zamiast przysiąść normalnie na krzesełku i być przestraszona.Z głupoty chyba byłam taka!Bo przecież nie z odwagi.I dalej ich kokietować!To ci Niemcy zaczęli się ze mną umawiać:„Czy mogę się z Nimi spotkać?”A ja zalotnie:Z dwoma na raz to nie.Najwyżej najpierw z jednym,potem z drugim.Co jest w drugim pokoju?A tam było pełno bibuły do wyniesienia,papiery na tapczanie przykryte kartonami.Jak czasem nie chce mi się iść do domu,to tam śpię,chcecie zobaczyć?Nein śmieją się.
Od tej pory Ludwika ubierała się wręcz wyzywająco.Dbała o nienaganną,modną fryzurę i chodziła z pewnym,lekko flirtującym uśmiechem na twarzy.Niewątpliwie odróżniała się od większości działaczek.„Dziewczyny z konspiracji chodziły na płaskim obcasie,ja na wysokim.Malowałam się i zwracałam na siebie uwagę”przyznaje.Oczywiście metody,po które sięgały dziewczyny z konspiracji,różniły się w zależności od powierzanych im zadań.Przenoszące broń czy bibułę łączniczki bardziej niż modą kierowały się względami praktycznymi,na przykład obszernością ubrań.Te,które rozpracowywały osoby przeznaczone do likwidacji,także z reguły wolały pozostać niezauważone,więc płaskie obcasy i skromny płaszcz sprawdzały się lepiej niż szpilki i krótka spódniczka.Lecz w tych przypadkach,gdy zdarzało im się odwoływać do seksapilu,stawał się on całkiem dosłownie zabójczy.Izabela Horodecka„Teresa”była członkinią jednego z najbardziej elitarnych oddziałów dywersyjno-egzekucyjnych Warszawy 993/W.Była twardą kobietą i w swoich wspomnieniach nie rozwodzi się przesadnie na temat garderoby czy makijażu.Nie ukrywa jednak,że kobiecość była standardową bronią na wyposażeniu pań z tego rodzaju formacji.Przydała się na przykład przy jednej z egzekucji,w której„Teresa”brała udział.Zabito wówczas niejakiego Lubarskiego w okolicach ulicy Pańskiej.
Jak wspomina:
Wymarsz nastąpił z mieszkania ppor„Kła”,położonego bardzo wygodnie w pobliżu ul.Pańskiej.Na mój słodki głosik,czterech drabów w składzie„Kieł”,„Sędzimir”,„Sokół” i jeszcze jeden bez trudności zostało wpuszczonych do mieszkania delikwenta(…)Byłam bardzo zadowolona z tej akcji i aż porucznik„Porawa”musiał mnie uciszać,abym za głośno nie objawiała tej radości na ulicy.
Historia wyjątkowych kobiet,które nie pozwoliły,aby wojna zniszczyła ich marzenia:
Wojna to z pozoru męska sprawa.Zmienia jednak kobiece losy równie mocno,jak męskie.Jak żyć w czasach,gdy własne wesele kończy się aresztowaniem przez gestapo,gdy tylko bliski poród wstrzymuje wykonanie wyroku śmierci,wykonanie zaś zadania wymaga nawiązania romansu z wrogiem?Jak zachować kobiecą wrażliwość,gdy wokół panuje okrucieństwo,przemoc i niesprawiedliwość?Gdy najmodniejszym dodatkiem staje się biało-czerwona opaska,a w torebce,obok szminki i lusterka,trzeba schować pistolet?"Dziewczyny wojenne"to zapierające dech w piersiach wojenne losy 11 kobiet m.in.Jadwigi…
Używanie seksapilu czasem przychodziło kobietom intuicyjnie.Ale nie było to regułą. onieważ dowództwo Kedywu niekiedy całkiem wprost zalecało taką metodę podczas szkoleń,niektóre bardziej doświadczone konspiratorki prowadziły regularne kursy:jak być seksowną.Jedną z nich była Magda Rusinek.Nie wystarczała jej aktywność w oddziałach egzekucyjnych,więc podjęła współpracę z Żegotą.I to właśnie tam udzielała zarówno kobietom,jak i mężczyznom cennych„instrukcji”.
Czym było wspomniane„opalanie”żydowskich dzieci?Określenie to należy potraktować dosłownie.Ukrywające się w piwnicach i innych zakamarkach maluchy zazwyczaj były tak blade,że natychmiast rzucały się w oczy.Rusinek chodziła więc z nimi na spacery,by nabrały kolorów.Ale także w przypadku porad dla dorosłych Magda trafiała w sedno.Seksapil niejednokrotnie ratował wówczas życie.
Odmłodzić się(i zgrywać niewiniątko)

Wcale nie chodziło przy tym o wyzywające zachowanie.Wielokrotnie wystarczała po prostu dziewczęcość.Bardzo młode dziewczyny robiły co mogły,by odmłodzić się jeszcze bardziej.Nosiły warkocze,pensjonarskie spódniczki,nie robiły makijażu…Za przykład mogła im służyć Rusinek,która sama była wówczas nastolatką.„Miałam 17 lat.Bardzo pomogło mi to,że byłam dziewczyną,w dodatku bardzo młodą,nikt nie widział we mnie agentki.Dzięki temu udawało mi się uzyskać informacje dla innych niedostępne.Nikt mnie nie podejrzewał”przyznawała.Jeszcze dalej w tego rodzaju kamuflażu posunęła się Hala Chlistunow,kolejna bohaterka książki Modelskiego,która uczestniczyła w akcjach likwidacyjnych AK.Była wówczas o trzy lata starsza od Rusinek,ale podczas akcji stosowała podobny manewr:nabierała Niemców na wdzięk młodości.Tak opowiada o jednej ze swoich misji:„Obserwowałam Maszewskiego z tej kawiarenki chłopcy długo nie mogli się zdecydować,czy zrobić to na zewnątrz,na ulicy,czy kropnąć go w domu.Udawałam dziewczynkę w chusteczce pod brodą i z bańką na mleko.Zresztą mleko przywoziłam rzeczywiście z Klarysewa,tylko wracając wkładałam do bańki biuletyn,albo notatki uniwersyteckie”.
Wkrótce okazało się,że kamuflaż taki był bardzo skuteczny:
Na placu Narutowicza nie było żadnego tramwaju,w ogóle dziwnie pusto.Ostatnią kolejkę do Klarysewa miałam tuż przed godziną policyjną spod Belwederu.Pomyślałam,że nie będę stała i czekała na tramwaj,postanowiłam iść.W wojskowych gmachach na Filtrowej też byli Niemcy,bunkier.Przede mną szedł młody człowiek.Szedł szybko,trochę nerwowo.Zapytałam go o godzinę,a on tak gwałtownie spojrzał na zegarek.Było w tym coś nienaturalnego.Z okien zaczęli krzyczeć,wyskoczyli żandarmi i zatrzymali Nas oboje.Pewnie gdzieś w pobliżu odbyła się jakaś akcja,ludzi nie było na ulicach,tramwaje nie jeździły.Przy tym chłopaku zaraz znaleziono broń.Na szczęście zachował się właściwie,powiedział dokładnie to,co ja:„Nie znam,widzę pierwszy raz w życiu,zapytała mnie o godzinę”.Byłam pewna,że nie wrócę do domu.Ale puścili,nawet do bańki na mleko nie zajrzeli.
W trochę innej sytuacji znajdowała się niewiele starsza,choć wyglądająca poważniej od rówieśniczek Zenia Żurawska.Podobnie jak one,zajmowała się rozpracowywaniem ludzi podejrzanych o współpracę z Niemcami.O ile jednak Rusinek i Chlistunow działały w Warszawie,dużym mieście,w którym łatwo zachować anonimowość,o tyle Żurawska operowała w małym,podwarszawskim Wołominie.Ryzyko zapamiętania jej twarzy było większe.I ona wiedziała jednak,że w razie dekonspiracji najbezpieczniej będzie grać w tonacji damsko-męskiej.„W każdej chwili śledzony mógł się odwrócić i stanąć ze mną twarzą w twarz.Byłam przygotowana,żeby w takim wypadku powiedzieć:»Pan mi się podoba«”.
Masakra gości
Kobiety świetnie opanowały sztukę zwodzenia uśmiechem,ale trzeba pamiętać,że gdy zaszła potrzeba,nie wahały się sięgnąć po bardziej tradycyjną broń.„Dziewczyny wojenne”opowiadają w książce Modelskiego,że współpracujące z oddziałami egzekucyjno-dywersyjnymi panie nie tylko kolportowały broń,dostarczając ją na miejsce tego czy innego zamachu.Jedną sztukę miały zawsze w kieszeni gotową do strzału.I nie była to pusta groźba.Choć dowództwo starało się oszczędzić im bezpośredniego zadawania śmierci,nieraz okazywało się,że w razie konieczności panie strzelały nie gorzej od mężczyzn.
Sporo mówią o tym wspomnienia Horodeckiej,która brała udział w głośnej akcji w barze„Za kotarą”.Na niewielkiej przestrzeni lokalu rozgorzała,jak ujęła to„Teresa”:„ogólna strzelanina i masakra prawie wszystkich gości”.Ona sama uczestniczyła w przygotowaniach do akcji.Bezpośredni udział w niej brała natomiast Danuta Hibner„Nina”.
I świetnie pokazała,że dziewczyny wiedziały,jak obchodzić się z bronią:
Wszystko rozgrywa się w tak zawrotnym tempie,jak na przyspieszonej taśmie filmowej.Zamiast podniesionych w górę rąk,widzę stojącego Staszauera chwytającego za słuchawkę telefoniczną,charakterystyczny gest ręki sięgającej do kieszeni,czarny błysk rewolweru…Gruchnęły strzały.Chwila wahania,ale„Ryś” i „Naprawa”już prują.
Naciskam cyngiel.Mężczyzna w szarym garniturze pochylony w stronę wieszaka,który służy mu za osłonę,strzela w Naszą stronę.Ale Tadeusz zaraz go chyba unieszkodliwi,ma go najbliżej.Jestem zupełnie ogłuszona,huk wystrzałów jest taki,że mam wrażenie,że cała>kotara<wyleci za chwilę w powietrze.Istne piekło.Efenka zacina się.Psiakrew!
„Nina”po tej akcji otrzymała Virtutti Militari,inna obecna we wnętrzu dziewczyna,„Zosia”Krzyż Walecznych.

Jak przetransportować zwłoki karetą?Poradnik dla naprawdę zdesperowanych żałobników

Za młodu okrzyknięto ją najpiękniejszą kobietą Europy.Zaczynała od stambulskiego haremu,a skończyła jako żona jednego z najbogatszych ludzi w Polsce.Jej fascynujące życie zwieńczyła niezwykła podróż.Podróż,podczas której zwłoki kobiety…stały się kukłą,udającą żywą osobę.Zofia Glavani stała się bohaterką najbardziej spektakularnego awansu społecznego w historii Polski.Od kochanki polskiego posła w Stambule przez ślub z komendantem Józefem Wittem aż po związek z targowiczaninem Stanisławem Szczęsnym Potockim.W międzyczasie zabawiała się z mnóstwem kochanków byli wśród nich francuscy książęta krwi,słynny Grigorij Potiomkin oraz znany z twórczości Mickiewicza Polakożerca Nikołaj Nowosilcow.Hrabina Potocka nie miała oporów nawet przed romansem z 16 lat młodszym od siebie pasierbem.Długie i burzliwe życie zakończyła w cierpieniach,wygnana z posiadłości po mężu przez syna,Mieczysława Potockiego,którego w zamian publicznie nazwała bękartem.Wyjechała do Petersburga,gdzie próbowała ułożyć sprawy spadkowe.Twierdząc,że tamtejszy klimat był dla niej niekorzystny,postanowiła wyjechać do Wiednia.Ze względu na zły stan zdrowia dotarła jedynie do Berlina,gdzie mieli się nią zająć specjaliści.W stolicy Prus hrabina Potocka poczuła,że śmierć jest blisko.Choroba niemal przykuła ją do łóżka.Liczne krwotoki osłabiały ją,a bóle w okolicach nerek nie pozwalały nawet usiąść.Dziś historycy podejrzewają,że cierpiała na nowotwór dróg rodnych.Zdążyła jeszcze spotkać się córkami,Zofią z Potockich Kisielew i Olgą Potocką.Zmarła 24 listopada 1822 roku w wieku około 62 lat.Jednak ostatnia podróż była jeszcze przed nią.
Żywy trup w karecie
Hrabina Zofia wyraziła wolę,by zostać pochowaną w należącym do Potockich Humaniu.Miejscowość ta leżała wówczas w Imperium Rosyjskim.Zatem,by spełnić życzenie zmarłej,trzeba było przewieźć zwłoki przez prusko-rosyjską granicę.Gdy już car zgodził się na ich transport do Rosji pozostał tylko jeden problem.Jak pisze Joanna Puchalska w książce„Bo to złe kobiety były”,władze pruskie ciągle zwlekały z wydaniem zezwolenia,„mimo,że ciało zostało zabalsamowane i to przez tutejszego lekarza”.Na przeszkodzie stanęły surowe przepisy sanitarne obowiązujące w Królestwie Prus.Córka hrabiny,Olga Potocka,nie widziała innego wyjścia ukochaną matkę trzeba było zabrać z powrotem w rodzinne strony.Postanowiła przechytrzyć Prusaków z wykorzystaniem męża siostry,carskiego generała Pawła Dmitriewicza Kisielewa.Plan był prosty bazował na tym,że nikt nie odważy się dokładnie kontrolować przejazdu rosyjskiego wyższego oficera.Paweł jechał w pierwszym powozie„konduktu żałobnego”.
Tymczasem jak pisze Joanna Puchalska:
Zabalsamowane ciało,ubrane w bogatą suknię,umieszczono w drugiej karecie.Siedząca między Zofią a Olgą hrabina Potocka była umalowana,w jednym ręku miała wachlarz,w drugim bukiet kwiatów.Granicę przekroczyła jako osoba żywa,tyle,że niedysponowana.Zapewniano,że właśnie przed chwilą zasnęła.Paszporty były w porządku,zadziałał też generalski mundur Pawła Kisielewa i żołnierze,salutując,przepuścili jadących.
Po tej traumatycznej wyprawie,podczas której córki były zmuszone przytulać się do martwej matki wreszcie,doszło do wspaniałego pogrzebu w Humaniu.Ceremonia odbyła się w nocy,a hrabinę odprowadziło w jak mieli nadzieję ostatnią drogę pięćdziesięciu księży i tłumy ludu.Jednak nie była to ostatnia przeprowadzka Zofii.W 1838 roku,po przejęciu dóbr humańskich przez carską rodzinę,trumnę ze zwłokami Zofii Potockiej przeniesiono do Talnego,miasteczka,które odziedziczyła po matce Olga.Niestety,po rewolucji roku 1917 grobowiec zawierający szczątki pięknej hrabiny został splądrowany.

Co Brytyjczycy naprawdę sądzili o polskich pilotach myśliwskich?

Kiedy polscy lotnicy pojawili się w Wielkiej Brytanii,nie spodziewano się zbyt wiele po„bandzie dzikusów”.Opinia o Polakach zmieniała się powoli.Jakie zdanie mieli Brytyjczycy o Polakach?Po klęsce wrześniowej odbudowę polskiego lotnictwa wojskowego rozpoczęto we Francji.Nadwyżka lotników została wysłana do Wielkiej Brytanii,jednak przez długi czas nie byli oni w żaden sposób wykorzystani.Związane to było z brakiem odpowiednich regulacji prawnych.Póki jednak lotnictwo organizowało się nad Sekwaną,władze nie widziały problemu.Pojawił się on po upadku Francji,kiedy w Wielkiej Brytanii znalazło się prawie 6,5 tysiąca żołnierzy lotnictwa.Właściwie„na kolanie”została napisana ustawa regulująca obecność obcych sił zbrojnych na terenie Zjednoczonego Królestwa.Na jej podstawie 11 czerwca 1940 roku podpisano umowę dwustronną,w której Brytyjczycy zgodzili się na sformowanie dwóch dywizjonów bombowych wraz z ośrodkiem szkolnym.Z biegiem czasu ilość lotników przybywających na Wyspy Brytyjskie rosła,a wraz z nimi powiększała się liczba planowanych dywizjonów i ośrodków szkolenia.5 sierpnia podpisano koleją umowę,która zakładała utworzenie 4 dywizjonów bombowych,2 dywizjonów myśliwskich oraz 1 dywizjonu współpracy z armią.Dodatkowo,gdyby zaszła potrzeba miały powstać kolejne trzy dywizjony myśliwskie.Na podstawie powyższych porozumień sformowano dywizjony bombowe numer 300 i 301,oraz myśliwskie numer 302 i 303.Początkowo jednostki,ze względu na rozbieżności w taktyce i nieznajomość języka angielskiego posiadały podwójne dowództwo:polskie i brytyjskie.Brytyjscy oficerowie,którzy trafili do nowych dywizjonów nie byli zachwyceni.
Trudne początki
Johnny Kent,przydzielony do dywizjonu 303 na stanowisko dowódcy eskadry„A”,żalił się na łamach książki Polacy są najlepsi.
Wspomnienia Kanadyjczyka z Dywizjonu 303(Bellona 2017):
O polskim lotnictwie wiedziałem tylko tyle,że przetrwało jakieś trzy dni w starciu z Luftwaffe i nie miałem powodu przypuszczać,że latając z Anglii,pokażą się z lepszej strony.Mój nowy dowódca dywizjonu,major R.G.Kellett,nie był może tak przygnębiony jak ja,ale na pewno poirytowany faktem,że wyznaczono go na dowódcę dywizjonu składającego się z dwóch dowódców eskadr,oficera wywiadu,plutonowego kancelisty i trzech starszych podoficerów personelu naziemnego.Nie było żadnych Polaków,żadnych żołnierzy ani żadnych samolotów bojowych.
Wkrótce przybyli pierwsi Polacy.Niestety w kolejnych dniach opinia o nich w żaden sposób się nie poprawiła.Wręcz przeciwnie.
Kent przekonywał się,że jego obawy nie były bezpodstawne:
Niektórzy z pilotów nigdy dotąd nie latali samolotami z chowanym podwoziem,a w Polsce i we Francji przyzwyczaili się,że gazu dodawało się,ciągnąc dźwignię do tyłu,a nie popychając ją do przodu.Łatwo sobie wyobrazić,do jakich nieporozumień prowadziły te różnice;mieliśmy kilka lądowań samolotów ze schowanym podwoziem pisał Kanadyjczyk.
Bardzo bliskie kontakty z Francuzami stwarzały także problemy na płaszczyźnie językowej.Niewielu Polaków mówiło po angielsku,co stanowiło największą przeszkodę w procesie szkolenia.Wśród Polaków tylko dwóch mówiło trochę po angielsku:jeden,oficer techniczny,odwiedził Anglię kilka lat wcześniej i znał ciut języka;drugi umiał powiedzieć po angielsku:„No,dalej,chłopaki!” i to było wszystko.(…)za to wszyscy mówili po francusku.Ronald Kellett także mówił całkiem dobrze po francusku,a Athol Forbes był w pełni dwujęzyczny,co ogromnie nam pomagało.Mój francuski był,niestety,słabiutki,więc musiałem nauczyć się trochę polskiego.Im Brytyjczycy bliżej poznawali Polaków,tym opinia o nich,jako żołnierzach poprawiała się.Nie był to jednak łatwy i przyjemny proces.Polacy utyskiwali na sposób prowadzenia szkolenia,podkreślając,że wielu z nich walczyło już na niebie Polski i Francji.Brytyjczycy mieli pretensje o brak szacunku dla procedur i częste wypadki niesubordynacji.Ostatecznie jednak brak dyscypliny wyszedł Polakom na dobre.Podczas lotu szkoleniowego Ludwik Paszkiewicz odłączył się od zgrupowania i zestrzelił pierwszy samolot wroga zaliczony na konto dywizjonu.Następnego dnia dowództwo uznało dywizjon za w pełni gotowy do boju.
W boju
Nim 1 września dywizjon 303 uzyskał gotowość operacyjną,kilku polskich pilotów latało już w brytyjskich dywizjonach.Jako pierwsi,na początku sierpnia 1940 roku do 65 dywizjonu trafili Franciszek Gruszka i Władysław Szulkowski.Po wejściu do służby dywizjonów 302 i 303,Polacy stali się bardziej rozpoznawalni w powietrzu.Także przez brak dyscypliny.
Cyril„Bam”Bamberger,walczący podczas Bitwy o Anglię w dywizjonach 610 i 41 wspominał:
Zwykły pilot nie odzywał się od momentu startu aż do lądowania ani słowem,chyba,że miał problemy z silnikiem lub zobaczył samolot wroga.Nie można było sobie pozwolić na pogawędki w eterze.Czasem Polacy rozmawiali ze sobą i blokowali w ten sposób całą komunikację.Ponieważ mówili po polsku,nikt nic z tego nie rozumiał.Dowódca dywizjonu krzyczał:„Zamknijcie się!”ale w zgiełku tylu rozmów nikt go nie słuchał.
O ile z jednej strony Polacy sprawiali wiele problemów wychowawczych,tak z drugiej Brytyjczycy cenili polskich pilotów za umiejętności i hart ducha.Joe Roddis,mechanik lotniczy służący w 234 Dywizjonie przypomniał sylwetki dwóch lotników:
Dwaj piloci,których darzyliśmy wyjątkowym szacunkiem,to byli polscy sierżanci Klein i Szlagowski.Chcieli latać nawet wtedy,gdy już nikt inny się na to nie decydował.Pewnego dnia nad Middle Wallop zapadła gęsta mgła.Nawet ptaki chodziły po ziemi.Nagle nad lotnisko nadleciał jakiś Niemiec i ci dwaj Polacy już siedzieli w kokpitach swoich samolotów,krzycząc na dowódcę,żeby ich wypuścił.„Nie!”odparł dowódca i wrócił do budynku bazy.Ale ci dwaj(…)zaczęli kołować.(…)Dowódca pieklił się.Nagle usłyszeliśmy przelatujący nad Naszymi głowami samolot niemiecki,a zaraz za nim dwa plujące ogniem spitfire’y.Kule latały dosłownie wszędzie.Zestrzelili Niemca.Po wylądowaniu czekały na nich nie lada kłopoty!Ale właśnie dlatego tak bardzo ich lubiliśmy.Byli tam,gdyż mieli do wykonania pewne zadanie i nic nie mogło ich powstrzymać.
Takich opinii było znacznie więcej.Brytyjczycy podziwiali kunszt pilotażu,niezwykłą pewność siebie i wyobraźnię Polaków.Było jednak coś,co zaskakiwało myśliwców RAF.Nie potrafili zrozumieć,dlaczego Polacy tak zawzięcie dążą do całkowitego wyeliminowania przeciwnika.
Peter Matthews z 1 Dywizjonu uważał,że:
(…)Polacy byli naprawdę wspaniałymi ludźmi,ale bardzo chcieli zabijać Niemców.I tak też robili.(…)Zobaczyłem hurricane’y,których piloci strzelali do Niemców na spadochronach.Dobrze wiedziałem,kto to był.To byli chłopcy z 303 Dywizjonu Polacy.Żywili przekonanie,że„dobry Niemiec,to martwy Niemiec”.
Podobnego zdania był Kent,który w swoich wspomnieniach zanotował:
Polacy byli na mnie wkurzeni,kiedy przyznałem,że nie potrafiłem się zmusić do zastrzelenia tego gościa na spadochronie.Przypomnieli mi o tym,co się wydarzyło w tym miesiącu,kiedy powiedziano Nam,że niemieccy myśliwcy zastrzelili jednego czy dwóch pilotów 1 Dywizjonu,ratujących się na spadochronach.Pytali mnie wtedy,czy to prawda.Musiałem im odpowiedzieć,że,o ile mi wiadomo,tak.
Wtedy zapytali:
My też możemy?
(…)
Nie było wątpliwości,że Polacy traktują tę rozgrywkę o wiele bardziej serio niż my.
Na ziemi
O ile w powietrzu Polacy zyskali sobie szacunek towarzyszy broni,na ziemi nie było już tak dobrze.Polscy żołnierze bardzo szybko zyskali złą opinię,zwłaszcza wśród starszych,statecznych mieszkańców przedmieść i podlondyńskich wsi.Również wśród kobiecego personelu pomocniczego nie było wiele lepiej.
Stateczna pani Marian Orley,służąca w Pomocniczej Służbie Kobiet Sił Powietrznych(WAAF)twierdziła,że:
Polacy byli uroczy,ale bardzo niesforni.Lubili tańczyć policzek w policzek.Pamiętam,jak pewnego razu wracałam do swojej kwatery,gdy jeden z nich rzucił się na kolana,objął mnie za nogi i powiedział:„Kocham Cię!”„W Polsce masz narzeczoną,lepiej pomyśl o niej!”odparłam.(…)Gdy w bazie zjawiali się nowi Polacy,powtarzałam wszystkim kobietom z WAAF,że muszą znać tylko jedno słowo w języku polskim:„Nie”.I w tamtej bazie ani jedna kobieta nie zaszła w ciążę.Młodsze kobiety już nie miały takich obiekcji.Pat Pleasants,również służąca w WAAF,wspominała,że piloci byli z różnych krajów Francuzi,Amerykanie,Czesi,Polacy.Nie pamiętam pisała,by było tam zbyt wielu Anglików.Relaksowaliśmy się i piliśmy,a po chwili mówiłyśmy za nich,gdy już nie mogli znaleźć właściwych słów.Nie mówili najlepiej po angielsku.Miałam mnóstwo chłopaków.To było wspaniałe.Wielu pilotów służących z Polakami twierdziło,że dotrzymanie im kroku w piciu,było pewnego rodzaju nobilitacją.Tradycją we wszystkich dywizjonach był pożegnalny raut na cześć pilota odchodzącego na odpoczynek lub inne stanowisko.Alkohol lał się litrami zwłaszcza,jeśli odejściu towarzyszył awans i odznaczenie.
Kent pisał:
Zanim odszedłem,dywizjon zorganizował mi najwspanialszą imprezę w kasynie w Leconfield.(…)Party było zupełnie fantastyczne,ale udało mi się wytrzymać i o trzeciej nad ranem jedyną dwójką trzymającą się jeszcze na nogach byliśmy my dwaj:Johnny Zumbach,mój Numer Dwa i ja.I to ja jego odprowadziłem do łóżka!Ten wyczyn dość znacząco wpłynął na moją reputację wśród Polaków.
Opinia o Polakach służących w RAF była zwykle bardzo dobra.Na ogół uznawani byli za świetnych pilotów,mających niezwykłe umiejętności.Dużo mówiło się także o ich wyczynach na ziemi.  jednej strony pili znacznie więcej niż inne nacje,z drugiej zachwycali płeć piękną szarmanckim zachowaniem.Mimo początkowych obaw i wzajemnego braku zaufania,ostatecznie obie strony przekonały się do siebie.

Najbardziej krwiożerczy piraci średniowiecza?Ci zakonnicy siali terror na Morzu Śródziemnym

Wbrew temu,co próbuje Nam wcisnąć Hollywood,piraci to nie tylko Karaiby i beczka rumu wypita na białej plaży.Całkiem niedaleko,na Naszym europejskim i północnoafrykańskim podwórku,toczyły się krwawe walki na morzu,w których prym wiedli…uzbrojeni po zęby zakonnicy.Morze Śródziemne,otoczone lądami należącymi do trzech kontynentów,przez wieki było miejscem,w którym krzyżowały się wpływy wielkich imperiów.Każde z nich pragnęło przejąć kontrolę nad przynoszącym krocie handlem morskim,by uszczknąć jak najwięcej dla siebie.Kiedy po upadku Królestwa Jerozolimskiego w 1291 roku Rycerski Zakon Szpitalników Świętego Jana,zwany potocznie joannitami,osiadł najpierw na Cyprze,później na Rodos i Malcie, nalazł się w samym środku zaciętej walki.I to walki prowadzonej właśnie na morzu.Początki zakonnej floty były bardzo skromne.Jeszcze przebywając w Palestynie,jak pisze Bertrand Galimard Flavigny w książce„Joannici.Historia Zakonu Maltańskiego”,szpitalnicy posiadali kilka niewielkich jednostek,które konwojowały pielgrzymów z Francji.Po przeniesieniu siedziby zakonu z Ziemi Świętej,joannici zaczęli powiększać swoją flotę,by pozostawać w gotowości do odbijania Jerozolimy.W 1300 roku jeden z dygnitarzy zgromadzenia otrzymał godność wielkiego admirała,a w 1306 roku papież wydał zgodę na to by rycerze zbroili swoje okręty.
Rycerze przesiadają się z koni na okręty
Jak podkreśla Flavigny,stworzenie silnej i niezależnej floty było długim procesem.Kolejni wielcy mistrzowie zakonu dodawali ważne dla jej powstania i utrzymania cegiełki,budując umocnienia i zamawiając jednostki.Jednocześnie papieże naciskali na joannitów,by walczyli z piratami,jacy napadali na śródziemnomorskie wyspy i porywali chrześcijan w niewolę.Warto zaznaczyć,że ówcześni piraci nie byli bandą obdartusów atakujących przypadkowe jednostki.Okrętami dowodzili doświadczeni admirałowie,którzy dysponowali wielkimi flotyllami oraz zapleczem w postaci całych wysp,czy pasów wybrzeża.W książce poświęconej piratom Morza Śródziemnego Molly Green wyjaśnia,że korsarstwo i zwyczajne piractwo uprawiano na terenie całego akwenu.Wrogość pomiędzy różnymi grupami napędzały jeszcze różnice religijne,które umiejętni gracze potrafili wykorzystywać dla własnej korzyści.Joannici,jako zakon rycerski wywodzący się z czasów krucjat,odnaleźli się doskonale w tej sytuacji.Swoje okręty zwrócili przede wszystkim przeciwko muzułmanom.Przynajmniej w pierwszym momencie.
O tym także pisze Galimard Flavigny"Okręty joannitów":
(…)często powracały ze znacznym łupem,zdobywanym na niewiernych korsarzach,przemierzających te wody w celu porywania pielgrzymów.Owe łupy wielce powiększały zawartość zbrojowni zakonu.Od tamtej pory[…]bandera zakonu zaczęła cieszyć się poważaniem.Pomogło to również w utrzymaniu odwagi rycerzy i w przyuczeniu młodych do wojny i żeglugi.(B.G.Flavigny„Joannici.Historia Zakonu Maltańskiego”)
Korsarze paradujący z krzyżami
Chwalebna walka z innowiercami nie wystarczała jednak do zaspokojenia finansowych potrzeb zgromadzenia.Stopniowo joannici sami przeobrazili się w bezwzględnych piratów.
Jak pisze John Reeve Carpenter w książce„Pirates. Scourge of the Seas”:
Zakon Maltański urządzał pirackie rajdy atakując przybrzeżne osiedla berberyjskie i nękając muzułmańskie statki handlowe.Napadali także na okręty weneckie(wywołując gniew papieża)ponieważ Wenecjanie trwali w pokoju z Imperium Osmańskim.Wszystko co udało im się splądrować,zabierali do siedziby zakonu.Pod koniec lat pięćdziesiątych XVI wieku powszechnie postrzegano ich jako niewiele różniących się od piratów,a Kościół nimi pogardzał.Jeden z weneckich oficjeli nazwał ich„korsarzami paradującymi z krzyżami”.Apologeci zakonu dyskretnie milczą na temat tego,jak rycerze we wspomnianych szkarłatnych płaszczach z białym krzyżem wojowali na morzu.Przede wszystkim starali się nie zatapiać wrogiego statku,a przejąć go w całości jako łup.Kiedy wkraczali na jego pokład,szybko i krwawo rozprawiali się z załogą.Jak pisze Jörg-Dieter Brandes w książce„Korsarze Chrystusa”,ten kto wyszedł z tej potyczki żywy,trafiał w ręce wroga i natychmiast zostawał niewolnikiem-wioślarzem,zastępując uwalnianego wówczas chrześcijańskiego wioślarza-niewolnika ze statku niewiernych.Jeżeli wśród załogantów znaleźli się chrześcijanie,którzy przeszli na islam(bez względu na to,z jakiego powodu),zakonnicy natychmiast wieszali ich na maszcie.Muzułmanie wielokrotnie próbowali zmieść joannitów z powierzchni ziemi,jednak rycerzom udawało się obronić swoją pozycję.Dopiero czteromiesięczne oblężenie Malty w 1565 roku przyniosło kres czasom rozkwitu zakonnego piractwa.Co prawda dzięki posiłkom z Hiszpanii udało się uratować siedzibę szpitalników,jednak joannici nie wrócili już do dawnej świetności.Jak stwierdza John Reeve Carpenter,zakon działał w basenie Morza Śródziemnego przez następne 200 lat,aż do czasu zdobycia Malty przez Napoleona w 1798 roku.Cesarz Francuzów rozwiązał na wyspie Kościół Katolicki oraz instytucje zakonu,po czym złupił doszczętnie jego dobra by sfinansować wyprawę do Egiptu.Co ciekawe,w rokowaniach pomiędzy Napoleonem,a szpitalnikami pośredniczył niejaki Déodat Gratet de Dolomieu,nazywany przez swoją biografkę kawalerem-geologiem.Jako młody człowiek zaczynał on karierę wśród joannitów,jednak zabił w pojedynku jednego ze współbraci,za co trafił do więzienia.Bertrand Galimard Flavigny opisuje w książce„Joannici.Historia Zakonu Maltańskiego”,że de Dolomieu postanowił wyruszyć z Francuzami nawet nie wiedząc,że częścią wyprawy będzie zajęcie Malty…

poniedziałek, 4 września 2017

„Nie chcieli wyszorować owiec swego lorda”.Sześć naprawdę dziwacznych średniowiecznych przepisów

Kruczki prawne na każdą okazję?Absurdalne regulacje i kary?Zakazy nie mieszczące się w głowie?Mieszkańcy średniowiecznej Anglii znali to wszystko.I jeszcze więcej.Rzekomo mroczne wieki wcale nie były takie ciemne,jeśli chodzi o prawniczą skrupulatność.Na zachodzie Europy tworzono kodeksy regulujące nawet najdrobniejsze aspekty życia.Poszczególne miasta,okręgi czy hrabstwa miały własne przepisy,często diametralnie różne.Łączyła je jednak powszechna tendencja do wprowadzania wprost obsesyjnego porządku w chaosie typowym dla całej tej epoki.Trudno o lepszy przykład niż Statuty okręgowe Worcester cytowane w szerokich fragmentach na kartach nowej książki Iana Mortimera pt."W mieście,na dworze,w klasztorze.Jak przetrwać w średniowiecznej Anglii?"Zgodnie z tym zbiorem praw latem zboże wolno było kupować tylko„przed 11 godziną dzwonu”,a w zimie przed 12.Na głównym rynku obowiązywał…zakaz parkowania.Czy też raczej zakaz„pozostawiania koni”.Zwierzęta wolno było skórować tylko w jednym wyznaczonym punkcie powyżej mostu.Zaznaczono też,że z tego konkretnego mostu nie wolno zrzucać zwierzęcych odchodów.Także pranie było dozwolone wyłącznie w jednym sprecyzowanym punkcie.Nie wolno było„puszczać świń wolno ku zniecierpliwieniu sąsiadów”,a i wolność słowa nie stała na najwyższym poziomie.Przestrzegano bowiem,że„żaden obywatel nie będzie krytykował radnych,podkomorzego czy sędziego miejskiego”.Wszystkie te prawa mogą wydawać się przesadnie szczegółowe,nie są jednak jeszcze zbyt dziwaczne.W takim gąszczu przepisów musiały się jednak trafiać zupełne rodzynki.
I Po pierwsze zjesz przaśny chleb z serem
Do historii przeszły brutalne sądy Boże,w których winę oskarżonych udowadniano nakazując im na przykład przejście po rozpalonym żelazie.Jeśli odnieśli oparzenia,oznaczało to,iż dokonali zarzucanej im zbrodni.Istniały też jednak o wiele bardziej niewinne,a dzisiaj zupełnie zapomniane formy prób.We wczesnośredniowiecznej Anglii była to chociażby tak zwana próba chleba i sera.W jej ramach od oskarżonego oczekiwano,by połknął grudę złożoną z przaśnego,jęczmiennego wypieku oraz owczego sera wytworzonego w miesiącu maju.Jeśli delikwent podczas mszy świętej zdołał pochłonąć całość,uznawano go za wolnego od zarzutów.
II Po drugie będziesz szorować owce swego pana
Nathan Belofsky,autor książki The Book of Strange and Curious Legal Oddities relacjonuje sprawę z XIII wieku,odnotowaną w angielskich aktach sądowych.Doszło wówczas do przypadku,gdy wszyscy mieszkańcy osady Abbey zostali ukarani„za nie umycie lordowskich owiec”.Szczegóły procesu i informacje o jego prawnym uzasadnieniu nie przetrwały do Naszych czasów.
III Po trzecie nie ukradniesz jaja żadnemu łabędziowi
Zgodnie z królewskimi rozporządzeniami z XIV i XV stulecia żaden mieszkaniec Anglii nie miał prawa„podkradać z gniazda jaj jakiemukolwiek sokołowi,jastrzębiowi lub łabędziowi”.Zakazane było też samo posiadanie wnyków,o ile człowiek nie był właścicielem lasu.Wreszcie nie wolno było sprzedawać karpi,o ile„nie są one równie dobre w środku,jak i w każdej innej części,jak i na skrajach pojemnika”.Słowem:średniowieczny sanepid,Greenpeace i straż leśna w jednym.
IV Po czwarte nie będziesz spać na poduszce z kozy
Około 1485 roku król Henryk VII doszedł do wniosku,że tylko monarcha może decydować o tym,na czym śpią jego poddani.Zgodnie z zachowanym rozporządzeniem władcy,w całej Anglii poduszki wolno było wypełniać„wyłącznie na jeden sposób,a więc wyrwanymi na sucho piórami,a nie trawą czy jakimkolwiek inny partackim materiałem”.W materacach z kolei zakazane było używanie włosia końskiego,sierści jelenia,sierści kozy lub trawy.Jak uzasadniał monarcha,materiały te„wydają odrażający odór,gdy zostaną ogrzane ludzkim ciałem”.
V Po piąte nie będziesz grał w tenisa
Jak podaje Ian Mortimer na kartach książki"W mieście,na dworze,w klasztorze.Jak przetrwać w średniowiecznej Anglii?"w Worchester obowiązywał surowy zakaz uczestniczenia w pewnej niebezpiecznej i degenerującej grze.Nie chodziło o wyścigi konne,o żadne karty czy kości,ale…o tenisa.„Nikt nie będzie grał w tenisa na terenie ratusza”stanowił statut.I o dziwo była to regulacja bardzo częsta na terenie Anglii.Obowiązywała w Worchester,ale też na przykład w sąsiednim Warkwickshire.Z kolei w Rye w hrabstwie Sussex gra w tenisa była dozwolona,lecz…tylko i wyłącznie w Boże Narodzenie.
VI Po szóste nie będziesz jeść wielorybów
Angielski jurysta z XIII stulecia,Henry de Bracton podawał,że„głowa każdego wieloryba należy do króla,a ogon każdego do królowej”.Zasada została ostatecznie skodyfikowana za czasów Edwarda II(1307-1327) i…obowiązuje ona do dzisiaj.Zgodnie z nią każdy wieloryb,który zostanie złowiony blisko brzegów królestwa lub którego morze wyrzuci na brzeg staje się automatycznie własnością monarchy.Ten sam przepis dotyczy też…morświnów,a nawet jesiotrów.

Nogi gniły i odpadały.Tej choroby można się było nabawić od jednej kromki chleba

Nasi przodkowie nazywali ją„ogniami świętego Antoniego”.Umierały na nią w niewyobrażalnych mękach dziesiątki tysięcy ludzi.Znalezienie przyczyn tej choroby zajęło całe stulecia mimo,że wróg był codziennie w zasięgu ręki.Pierwsze wzmianki o nietypowej chorobie pochodzą z Francji.W 590 roku opisano zachowania, tóre przypisano opętaniu przez Szatana.Epidemie tego„opętania”powtarzały się co kilka,kilkanaście lat,zwykle po nieurodzajnych zbiorach.Kolejne opisane w kronikach przypadki miały miejsce w 857 roku w Xanthan nad dolnym Renem.W 945 roku dotknięty został Paryż,a w 994 roku Akwitania i Limousin.Ostatni z wymienionych ataków tajemniczej zarazy okazał się najtragiczniejszy.W jego wyniku zmarło ponad 40000 ludzi.Mimo,że nie znano przyczyn choroby,próbowano z nią walczyć.Dwa lata po epidemii w Akwitanii biskup Metzu założył lazaret dla chorych na jak to wówczas określano„zarazę morową”lub„święty ogień”.Kolejny,założony na zlecenie papieża Urbana II,powstał w 1093 roku w Vienne w Delfinacie.Wszystko to bez rezultatu.W każdym roku następującym po słabych zbiorach zbóż pojawiali się kolejni cierpiący.
Odpadające kończyny
Wszystkie opisy śmiertelnie groźnego schorzenia wyglądają podobnie.Na pełen opis jego objawów i stosowanych metod leczenia trzeba było jednak czekać aż do XVIII wieku.
Taka charakterystyka pojawiła się w Memoriale Saillanta z 1777 roku:
Gwałtowne konwulsje są cechą zasadniczą tej choroby.Ma ona przebieg nieregularny i powraca okresowo,jest mniej niebezpieczna,ale zapowiada się bardziej przerażająco(niż sucha zgorzel).Chory odczuwa pożerający go ogień,potem zimno,jakby przykładano mu wodę.
Tym symptomom towarzyszy utrata apetytu,nudności,torsje,wkrótce potem przychodzą niesłychane boleści,chory cierpi bez jednej łzy,wyje z bólu,członki podlegają bardzo gwałtownym skurczom,a czasem są wyprostowane i sztywnieją,bez możności zgięcia ich.Ból ustępuje,gdy uda się wyprostować członki porażone skurczem albo zgiąć sztywne,ale boleści wracają przy nowym ataku.(…)
Zwykle w ciągu kilku tygodni są inne przypadłości,jak zawroty głowy,szum w uszach,głuchota,utrata lub osłabienie wzroku.(…)Jeżeli podczas ataków choroby ma miejsce pomieszanie zmysłów,to przypadłość ta pozostaje do końca życia.XVIII-wieczni badacze podkreślali,że u chorych najczęściej występowały zaburzenia czucia,bóle brzucha i drgawki.Towarzyszyły im halucynacje,przez które byli uważani za opętanych.„Ognie świętego Antoniego”szczególnie często atakowały kończyny.Prowadziły do zgorzeli i martwicy.W wielu kronikach znajdują się drastyczne opisy odpadających,sczerniałych rąk i nóg,a także nosów,piersi i penisów.Do dzisiaj wywierają one wrażenie,z którego trudno się otrząsnąć.Nic dziwnego,że tajemnicze epidemie także współcześnie inspirują twórców literatury,czego przykładem jest poświęcona„zarazie”powieść Jeanne Bourin„Wielki ogień”.
Choroba biedoty
Bardzo długo nie udawało się odkryć przyczyn niezwykłej choroby.Przełom nastąpił,gdy trzech uczonych,dwóch Francuzów i Szwed,niezależnie od siebie doszło do wniosku,że winny może być sporysz.Jest to rozrośnięty ziarniak żyta,który jest pobudzany do wzrostu przez grzyba buławinkę czerwoną.Dla chłopów sporysz miał niegdyś wyjątkowe znaczenie.
Jak pisze Ryszard Rząd z Muzeum Zamkowego w Malborku:
W dawnych czasach pojawianie się sporyszu w zbożu miało wróżyć pomyślne plony.W niektórych regionach tradycja znajdowania tzw.matki zboża czy żytniej matki,czyli kłosa o podwójnym zakończeniu lub też o wyjątkowej wielkości,łączyła się z poszukiwaniem kłosów zarażonych buławinką.Znalezione wyjątkowe okazy zbożowych kłosów razem z kłosami z zarodnikami splatano w bukiet,który umieszczano u sufitu chaty,aby w porze siania zbóż te właśnie nasiona wysiać pierwsze.W źródłach z XVII i XVIII wieku można przeczytać,że biedota nie oddzielała sporyszu od zdrowych kłosów.Dzięki temu można było wyprodukować więcej chleba,a także jak wierzono zyskać przychylność duchów.Praktykę tę zauważył Francuz,ksiądz Teissier.Prowadził on badania w okolicy Sologne,gdzie już w latach 70 XVII wieku próbowano opisać chorobę.Mniej więcej w tym samym czasie Thuillier,osobisty lekarz księcia Sully,ogłosił w„Journal des sçavans”,pierwszym europejskim czasopiśmie naukowym,że przyczyną schorzenia może być sporysz.Idąc tym tropem,Teissier wyodrębnił podejrzane ziarna,sproszkował je i podawał świniom oraz kaczkom.Zaobserwował u zwierząt podobne objawy,jak u ludzi:skurcze,biegunki,martwicę kończyn i objawy psychozy.W 1778 roku przedstawił wyniki swoich badań w Akademii Medycyny w Paryżu.Był to przełomowy moment.Po zidentyfikowaniu źródeł„zarazy”epidemie pojawiały się coraz rzadziej.Ostatnie liczne przypadki choroby odnotowano w Niemczech i na Węgrzech pod koniec XVIII wieku.W XIX wieku na masową skalę zapadano na„święty ogień”jedynie w Rosji.Ostatnie grupowe zatrucie halucynogennym grzybem zauważono we wschodniej Małopolsce w 1895 roku.Co ciekawe,w międzyczasie sporysz pojawił się w medycynie także jako…lekarstwo.
Jak pisze doktor habilitowany nauk farmaceutycznych Aleksander Drygas:
Sporysz jakby nie patrzeć trucizna,wszedł do lecznictwa już w XVI stuleciu.W 1588 r.Wendelin Thallius stosował sporysz jako środek tamujący krew.Podobnie J.Camerarius stosował sporysz przy krwawieniach w czasie porodów(…).Paracelsus miał rację,kiedy powiedział,że„wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną.Tu decyduje wielkość dawki’.
Choroba,będąca tematem artykułu,stała się inspiracją powieści Jeanne Bourin pod tytułem„Wielki ogień”(Noir sur Blanc 2017 r.)