czwartek, 14 września 2017

Najbardziej krwiożerczy piraci średniowiecza?Ci zakonnicy siali terror na Morzu Śródziemnym

Wbrew temu,co próbuje Nam wcisnąć Hollywood,piraci to nie tylko Karaiby i beczka rumu wypita na białej plaży.Całkiem niedaleko,na Naszym europejskim i północnoafrykańskim podwórku,toczyły się krwawe walki na morzu,w których prym wiedli…uzbrojeni po zęby zakonnicy.Morze Śródziemne,otoczone lądami należącymi do trzech kontynentów,przez wieki było miejscem,w którym krzyżowały się wpływy wielkich imperiów.Każde z nich pragnęło przejąć kontrolę nad przynoszącym krocie handlem morskim,by uszczknąć jak najwięcej dla siebie.Kiedy po upadku Królestwa Jerozolimskiego w 1291 roku Rycerski Zakon Szpitalników Świętego Jana,zwany potocznie joannitami,osiadł najpierw na Cyprze,później na Rodos i Malcie, nalazł się w samym środku zaciętej walki.I to walki prowadzonej właśnie na morzu.Początki zakonnej floty były bardzo skromne.Jeszcze przebywając w Palestynie,jak pisze Bertrand Galimard Flavigny w książce„Joannici.Historia Zakonu Maltańskiego”,szpitalnicy posiadali kilka niewielkich jednostek,które konwojowały pielgrzymów z Francji.Po przeniesieniu siedziby zakonu z Ziemi Świętej,joannici zaczęli powiększać swoją flotę,by pozostawać w gotowości do odbijania Jerozolimy.W 1300 roku jeden z dygnitarzy zgromadzenia otrzymał godność wielkiego admirała,a w 1306 roku papież wydał zgodę na to by rycerze zbroili swoje okręty.
Rycerze przesiadają się z koni na okręty
Jak podkreśla Flavigny,stworzenie silnej i niezależnej floty było długim procesem.Kolejni wielcy mistrzowie zakonu dodawali ważne dla jej powstania i utrzymania cegiełki,budując umocnienia i zamawiając jednostki.Jednocześnie papieże naciskali na joannitów,by walczyli z piratami,jacy napadali na śródziemnomorskie wyspy i porywali chrześcijan w niewolę.Warto zaznaczyć,że ówcześni piraci nie byli bandą obdartusów atakujących przypadkowe jednostki.Okrętami dowodzili doświadczeni admirałowie,którzy dysponowali wielkimi flotyllami oraz zapleczem w postaci całych wysp,czy pasów wybrzeża.W książce poświęconej piratom Morza Śródziemnego Molly Green wyjaśnia,że korsarstwo i zwyczajne piractwo uprawiano na terenie całego akwenu.Wrogość pomiędzy różnymi grupami napędzały jeszcze różnice religijne,które umiejętni gracze potrafili wykorzystywać dla własnej korzyści.Joannici,jako zakon rycerski wywodzący się z czasów krucjat,odnaleźli się doskonale w tej sytuacji.Swoje okręty zwrócili przede wszystkim przeciwko muzułmanom.Przynajmniej w pierwszym momencie.
O tym także pisze Galimard Flavigny"Okręty joannitów":
(…)często powracały ze znacznym łupem,zdobywanym na niewiernych korsarzach,przemierzających te wody w celu porywania pielgrzymów.Owe łupy wielce powiększały zawartość zbrojowni zakonu.Od tamtej pory[…]bandera zakonu zaczęła cieszyć się poważaniem.Pomogło to również w utrzymaniu odwagi rycerzy i w przyuczeniu młodych do wojny i żeglugi.(B.G.Flavigny„Joannici.Historia Zakonu Maltańskiego”)
Korsarze paradujący z krzyżami
Chwalebna walka z innowiercami nie wystarczała jednak do zaspokojenia finansowych potrzeb zgromadzenia.Stopniowo joannici sami przeobrazili się w bezwzględnych piratów.
Jak pisze John Reeve Carpenter w książce„Pirates. Scourge of the Seas”:
Zakon Maltański urządzał pirackie rajdy atakując przybrzeżne osiedla berberyjskie i nękając muzułmańskie statki handlowe.Napadali także na okręty weneckie(wywołując gniew papieża)ponieważ Wenecjanie trwali w pokoju z Imperium Osmańskim.Wszystko co udało im się splądrować,zabierali do siedziby zakonu.Pod koniec lat pięćdziesiątych XVI wieku powszechnie postrzegano ich jako niewiele różniących się od piratów,a Kościół nimi pogardzał.Jeden z weneckich oficjeli nazwał ich„korsarzami paradującymi z krzyżami”.Apologeci zakonu dyskretnie milczą na temat tego,jak rycerze we wspomnianych szkarłatnych płaszczach z białym krzyżem wojowali na morzu.Przede wszystkim starali się nie zatapiać wrogiego statku,a przejąć go w całości jako łup.Kiedy wkraczali na jego pokład,szybko i krwawo rozprawiali się z załogą.Jak pisze Jörg-Dieter Brandes w książce„Korsarze Chrystusa”,ten kto wyszedł z tej potyczki żywy,trafiał w ręce wroga i natychmiast zostawał niewolnikiem-wioślarzem,zastępując uwalnianego wówczas chrześcijańskiego wioślarza-niewolnika ze statku niewiernych.Jeżeli wśród załogantów znaleźli się chrześcijanie,którzy przeszli na islam(bez względu na to,z jakiego powodu),zakonnicy natychmiast wieszali ich na maszcie.Muzułmanie wielokrotnie próbowali zmieść joannitów z powierzchni ziemi,jednak rycerzom udawało się obronić swoją pozycję.Dopiero czteromiesięczne oblężenie Malty w 1565 roku przyniosło kres czasom rozkwitu zakonnego piractwa.Co prawda dzięki posiłkom z Hiszpanii udało się uratować siedzibę szpitalników,jednak joannici nie wrócili już do dawnej świetności.Jak stwierdza John Reeve Carpenter,zakon działał w basenie Morza Śródziemnego przez następne 200 lat,aż do czasu zdobycia Malty przez Napoleona w 1798 roku.Cesarz Francuzów rozwiązał na wyspie Kościół Katolicki oraz instytucje zakonu,po czym złupił doszczętnie jego dobra by sfinansować wyprawę do Egiptu.Co ciekawe,w rokowaniach pomiędzy Napoleonem,a szpitalnikami pośredniczył niejaki Déodat Gratet de Dolomieu,nazywany przez swoją biografkę kawalerem-geologiem.Jako młody człowiek zaczynał on karierę wśród joannitów,jednak zabił w pojedynku jednego ze współbraci,za co trafił do więzienia.Bertrand Galimard Flavigny opisuje w książce„Joannici.Historia Zakonu Maltańskiego”,że de Dolomieu postanowił wyruszyć z Francuzami nawet nie wiedząc,że częścią wyprawy będzie zajęcie Malty…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz